Noriet reaguje: Aborcja po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego

10 listopada, 2020

Trybunał Konstytucyjny” uznał, że sytuacja, w której badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodna z Konstytucją RP.

Następstwem wyżej opisanego orzeczenia było rozgrzanie do czerwoności polskich ulic, które mimo panującej pandemii obfitowały w tłumy obywateli, którzy manifestowali swoje niezadowolenie nie tylko na ulicach Warszawy i innych większych miast, ale także w mniejszych miejscowościach.

Ostatnio słyszy się o tym, że protesty ustały. W naszej ocenie jest to wyłącznie stan zawieszenia, który wynika z tego, że orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego nie zostało jeszcze opublikowane. Jesteśmy przekonani, że z chwilą jego ogłoszenia ulice wrócą do punktu wyjścia.

Dodam jeszcze, że nie będzie to artykuł, który będzie oceniał to czy orzeczenie TK jest istniejące, czy nieistniejące albo to czy skład Trybunału jest zgodny z prawem, czy też nie, albowiem na ten temat napisano już dość dużo artykułów.

Dzisiaj skupiamy się wyłącznie na stanie prawnym, który w Polsce reguluje aborcję.

Biorąc pod uwagę, że jesteśmy członkiem Unii Europejskiej, nie sposób nie poczynić najpierw kilka uwag na temat tego jak aborcja uregulowana jest w innych krajach członkowskich. Wyrok Trybunału umieścił Polskę w gronie dwóchkrajów europejskich z najbardziej restrykcyjnym prawem aborcyjnym – w tej samej grupie jest też Malta. Do niedawna w tym gronie była również Irlandia, która przez długi czas miała wpisany prawie całkowity zakaz aborcji, natomiast w wyniku referendum z dnia 25 maja 2018 roku w tym kraju nie uznaje się już aborcji za przestępstwo i jest ona dopuszczalna co do zasady do 12 tygodnia ciąży, a w przypadku ciężkiego uszkodzenia płodu lub zagrożenia dla życia kobiety bez ograniczeń czasowych. W każdym razie w dominującej większości krajów Unii Europejskiej aborcję można wykonać nie tylko powołując się na stan zdrowia (płodu lub kobiety), ale też np. z powodu przesłanki ekonomicznej czy społecznej, kiedy kobiety np. nie stać na wychowanie dziecka.

W naszym najbliższym sąsiedztwie praktycznie całkowity zakaz przerywania ciąży oraz kary za jej dokonanie obowiązują na Malcie oraz w Watykanie.

Niech nie zwiedzie jednak Państwa złudzenie, że zakaz aborcji powoduje, że Polki czy Maltanki takich zabiegów nie przeprowadzają. Jest wręcz odwrotnie – pomijając podziemie aborcyjne, Polki mogą przecież bez ograniczeń (poza finansowymi) skorzystać z usług klinik w krajach sąsiadujących z Polską. Kliniki te mają zatrudnione pracowniczki, które mówią po polsku, więc skorzystanie z ich oferty nie jest wysoce skomplikowane. Nie jest również cenowo zaporowe, albowiem zabieg przerywania ciąży np. w Wiedniu czy w Czechach to koszt ok. 500 euro, na Słowacji ok 1.200 zł. Nie będziemy tu jednak przedstawiać szerszej wiedzy na ten temat, jest ona ogólno dostępna w internecie.

A w jakiej sytuacji Polki były kiedyś? Na potrzeby niniejszego artykułu nie będę przedstawiać nieobowiązującego stanu prawnego krok po kroku, ograniczając się wyłącznie do ustaw, które warto przypomnieć. Stan prawny regulujący aborcję na przestrzeni lat oczywiście zmieniał się, przy czym od niemalże 30 lat funkcjonował niezmienny. Wcześniej, bo do 1932 roku aborcja w Polsce była zabroniona, zaś od roku 1932 (przerwa w okresie okupacji niemieckiej, Hitler wprowadził „aborcję na żądanie”) od generalnego zakazu aborcji obowiązują określone wyjątki. Moment, w którym dostęp do aborcji był nieco szerszy niż w chwili obecnej, przypada na czas, w którym ustawa z dnia 27 kwietnia 1956 r. o warunkach dopuszczalności przerywania ciąży wprowadziła możliwość dokonywania aborcji w trzech przypadkach:

1. gdy za przerwaniem ciąży przemawiały wskazania lekarskie dotyczące zdrowia płodu lub kobiety ciężarnej;

2. gdy zachodziło uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku przestępstwa;

3. ze względu na trudne warunki życiowe kobiety ciężarnej.

Skupmy się natomiast na tym w jakiej sytuacji prawnej są Polki dzisiaj. Trybunał Konstytucyjny uznał, że sytuacja, w której badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodna z Konstytucją RP.

Co zatem w sytuacji, w której płód jest trwale uszkodzony i np. dziecko ma urodzić się martwe? Otóż o ile obecny stan prawny nie pozwala ciężarnej podjąć w tym zakresie swobodnej decyzji w Polsce, to teoretycznie taką decyzję Polka wciąż może podjąć, korzystając ze wspomnianego wcześniej podziemia aborcyjnego albo z usług kliniki aborcyjnej, która jest za granicą. Może ją podjąć, albowiem na dzień dzisiejszy kodeks karny nie przewiduje u kobiety, która poddała się zabiegowi aborcji odpowiedzialności karnej. Innymi słowy – jeśli poddałaś się zabiegowi aborcji (nie ważne czy w Polsce w podziemiu aborcyjnym czy w klinice za granicą) – nie ponosisz odpowiedzialności karnej, nie popełniasz przestępstwa i nikt Cię za to ścigać nie może. Gdyby w Polsce wyszło, że np. dokonałaś aborcji farmakologicznej (czyli zażyłaś leki wywołujące poronienie), to jedyne z czym możesz się ewentualnie liczyć (wątpliwe) to to, że ktoś mógłby ewentualnie zawiadomić Policję, której zadanie polegałoby nie na ściganiu Ciebie, ale na przesłuchaniu Ciebie jako świadka, który miałby wskazać skąd masz leki albo kto dokonał zabiegu aborcji. Wyjaśnienie na Policji, że np. pigułkę kupiłaś za granicą albo, że miałaś aborcje np. na Słowacji całkowicie zamyka sprawę wiążąc ręce Policji. Ich nie interesuje kto Ci pomógł za granicą, kto przeprowadził aborcję za granicą albo kto sprzedał Ci lek za granicą. Ich interesuje wyłącznie to co dzieje się w Polsce, a nie dotyczy Twoich działań! Z prawniczego punktu widzenia lepiej, żeby kobieta czy dziewczyna wprost mówiła o tym, że np. sama zorganizowała sobie pigułkę za granicą i ją zażyła, niż miałaby tutaj wskazywać inne zamieszane w tą sytuację osoby, albowiem raz jeszcze podkreślam: kobieta, która zakończyła ciążę przez aborcję nie ponosi za to absolutnie żadnej odpowiedzialności karnej. Natomiast już np. Twoja mama, która kupiła Ci taką tabletkę albo lekarz, który przeprowadził aborcję już tak.

Kto zatem ponosi odpowiedzialność za przestępstwo aborcji?

  • osoba, która dokonała aborcji – czyli osoba, która przeprowadza zabieg. Co do zasady będzie to lekarz, pielęgniarka tudzież inna osoba, która podejmuje się dokonania tego zabiegu.

  • osoba, która udzieliła pomocy przy dokonaniu aborcji – może być to np. osoba, która udzieliła kobiecie w ciąży pigułki na poronienie albo np. pielęgniarka, która pomogła przy zabiegu,

  • osoba, która nakłaniała kobietę ciężarną do przerwania ciąży – jest to przepis, który przewidział sytuacje, w których do aborcji nakłania kobietę np. toksyczny partner, czy toksyczni rodzice itp., mimo że kobieta chce taką ciążę donosić.

Dodam, że zagadnienie odpowiedzialności karnej za aborcję reguluje art. 152 kodeksu karnego.

Tak czy inaczej, na dzień dzisiejszy (10 listopada 2020 roku) aborcja jest dopuszczalna wyłącznie w dwóch przypadkach:

1. ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej (do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej),

2. zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego (do 12 tygodni od poczęcia).

Gołym okiem widać, że powstała luka w zakresie ciąż, w których badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.

Lukę w tym zakresie postanowił wypełnić urzędujący Prezydent Pan Andrzej Duda, który przedłożył do Sejmu projekt, na mocy, którego aborcja miałaby być dopuszczalna również w sytuacji, w której badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na wysokie prawdopodobieństwo, że dziecko urodzi się martwe albo obarczone nieuleczalną chorobą lub wadą, prowadzącą niechybnie i bezpośrednio do śmierci dziecka, bez względu na zastosowane działania terapeutyczne.

Niestety, z prawniczego punktu widzenia nie możemy tego projektu ocenić pozytywnie. Zapis jest bardzo nieostry i w zasadzie niezrozumiały. Będąc lekarzem, naprawdę zwyczajnie nie wiedziałabym kiedy mam orzec, że powyższe przesłanki zaistniały w przypadku mojej pacjentki. Wcześniejszy stan prawny był dość jasny i zrozumiały, miało mieć miejsce prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Tak opisana przesłanka nie stwarzała pola do swobodnej interpretacji lekarza, który miał stwierdzić, że płód jest upośledzony w sposób ciężki i nieodwracalny (czyli nie dający się „odkręcić”) albo, że był nieuleczalnie chory, na przypadłość, która zagraża jego życiu.

Propozycja Pana Prezydenta zawiera zaś zbyt dużo nieostrych i niejasnych pojęć. Mowa w niej bowiem o przypadłościach, które prowadzą „niechybnie” i „bezpośrednio” do śmierci dziecka. Co to znaczy? Czy śmierć płodu to też śmierć dziecka? Co to znaczy niechybnie? Godzinę po porodzie? Tydzień po porodzie? Miesiąc? Bezpośrednio czyli właściwie jak? W mojej ocenie operowanie takimi niejasnościami w sprawie, w której nad lekarzem wisi widmo odpowiedzialności karnej jest nieprzemyślane i nieodpowiedzialne.

Zastanawiałam się zatem jak rozwiązać problem tu i teraz. Jak zaradzić sytuacji, która powstała i dotyka rzeszy kobiet, które np. oczekują na zabieg aborcji, a lekarze rozkładają ręce i nie wiedzą co robić? Pamiętam, że jak to wszystko się wydarzyło, to w wiadomościach prywatnych do moich kolegów i koleżanek prawniczek pisałam o konieczności pilnego wprowadzenia noweli do kodeksu karnego, na mocy, której odpowiedzialność karna osoby, która dokonuje aborcji w przypadku, w którym została ona przeprowadzona w sytuacji, którą wyłączył TK, byłaby zniesiona. Czyli mówiąc krótko: nie wolno takiej aborcji przeprowadzać, ale nie ma za to kary.

Nie twierdzę, że jest to rozwiązanie idealne. Wywrócenie prawniczego kompromisu do góry nogami nie proponując nic w zamian, powoduje jednak, że nie ma tak naprawdę czasu na niekończące się dyskusje, tylko trzeba działać tu i teraz. W mojej ocenie wyłączenie odpowiedzialności karnej de facto lekarzy za aborcje w takich sytuacjach, pozwoliłoby kobietom dotkniętym taką tragedią życiową zakończyć swoje cierpienie, potęgowane przez niepewność –również prawną de facto, bo niby jest orzeczenie a niby go nie ma. Oczywistym jest, że większość kobiet poradzi sobie za granicą albo w podziemiu, ale ułamek kobiet (dotknie to niestety najbiedniejsze kobiety, najbardziej nieporadne) będzie w prawniczo-życiowej kropce.

Wracając do ewentualnego wyłączenia karalności za aborcję, wskazuje, że można byłoby w kodeksie karnym zawrzeć zapis, na mocy, którego nie podlegałaby karze osoba, która dokonała aborcji, w sytuacji w której badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Wówczas byłoby to w dalszym ciągu przestępstwo (czyn bezprawny, zawiniony, społecznie szkodliwy), ale mimo to nie ponosiłoby się się za nie kary. Tym samym wprowadzilibyśmy do stanu prawnego sytuację, w której z punktu widzenia państwa i społeczeństwa nie warto takiego lekarza ścigać, albowiem lekarz w takiej sytuacji de facto pomaga kobiecie, która się w obiektywnie drastycznej sytuacji znalazła, a dodatkowo brak pomocy ze strony lekarza, naraziłoby zdrowie kobiety (również psychiczne) czy też życie (zabieg w podziemiu aborcyjnym). Wyłączenie winy można również uzasadnić „odwróconą klauzulą sumienia”. Lekarz, którego praca jest de facto pewnego rodzaju misją niesienia pomocy, nie może przecież dopuścić do pozostawienia kobiety w tak dramatycznej sytuacji samej sobie, nie może skazywać jej na ryzyko przeprowadzania zabiegu aborcji w warunkach podziemia aborcyjnego i nie można takiego lekarza potępić za to, że w tym konkretnym medycznym wypadku niesie on pomoc.

Czekamy na Państwa prawne spostrzeżenia w przedmiotowej sprawie.

Pozostałe wpisy

Noriet Rodzinnie: Rozwód bez zgody współmałżonka

Ostatnimi czasy obserwujemy w kancelarii wzmożoną ilość spraw rozwodowych, w których pozwany małżonek nie wyraża zgody na rozwód. Przyczyny wymieniane przez blokujących rozwód małżonków naszych klientów wyczerpują chyba pełne ich spektrum: raz mowa o względach religijnych, raz o dozgonnej miłości do małżonka pozywającego, a ostatnio zdarzyło nam się nawet spotkać ze stanowiskiem: [...]
30 czerwca, 2021
czytaj więcej

Noriet radzi: czy pozwanie lekarza jest proste?

Jedną z gałęzi prawa, na której swoje gniazdo postanowiła uwić sobie nasza kancelaria jest bieżąca obsługa przedsiębiorców, w ramach której przygotowujemy wszelkiego rodzaju umowy, wnioski do KRS czy też prowadzimy postępowania wszczynane z inicjatywy naszych klientów albo prowadzone przeciwko naszym klientom - czyli od A do Z. Jednym z naszych klientów jest jedna z większych [...]
31 maja, 2021
czytaj więcej

Noriet z Sądu: Niedopuszczalne zażalenie, czyli ustawodawcy niedopatrzenie

Zmiana procedury cywilnej, która stała się rzeczywistością dokładnie z dniem 7 listopada 2019 r., bo to właśnie w tym dniu przeważająca część przepisów przewidzianych ustawą nowelizującą kodeks postępowania cywilnego weszła w życie, wprowadziła szereg zmian dotyczących nie tylko organizacji postępowania oraz przeprowadzania przez Sądy postępowania dowodowego, ale swoim zakresem [...]
19 maja, 2021
czytaj więcej

Obligacje: Prawa odmęty, czyli niby hipoteka, a jednak alimenty

Uwierzcie mi, że bycie wierzycielem w Polsce, to skok na naprawdę głęboką wodę, stąd tytuł mojego artykułu, który nawiązuje do odmętów właśnie. Wbrew pozorom, zarówno alimenty jak i odmęty, w kontekście hipoteki ustanowionej na zabezpieczenie obligacji, mają ze sobą całkiem sporo wspólnego. Przejdźmy jednak do opisu naszej hipotetycznej sytuacji, która posłuży nam dzisiaj dzielnie [...]
14 kwietnia, 2021
czytaj więcej