Noriet z Sądu: Ciekawy wyrok – zadośćuczynienie za śmierć psa

6 czerwca, 2018

Nasza kancelaria jest otwarta na miłość do zwierząt, niczym katalog dóbr osobistych w kodeksie cywilnym.

Art. 24 ust. 1 i 2 kodeksu cywilnego stanowi, że „Ten, czyje dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania, chyba że nie jest ono bezprawne. W razie dokonanego naruszenia może on także żądać, ażeby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności ażeby złożyła oświadczenie odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie. Na zasadach przewidzianych w kodeksie może on również żądać zadośćuczynienia pieniężnego lub zapłaty odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny. Jeżeli wskutek naruszenia dobra osobistego została wyrządzona szkoda majątkowa, poszkodowany może żądać jej naprawienia na zasadach ogólnych”.

Jak wspomniałam powyżej przepisy prawa cywilnego nie zawierają definicji konkretnych dóbr osobistych, zaś ograniczają się do stwierdzenia, że są nimi w szczególności: zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska” (art. 23 k.c.).

Wyliczenie to nie jest rzecz jasna kompletne. Wraz ze zmianami stosunków społecznych mogą pojawiać się „nowe” wartości, które podlegają ochronie prawnej. W związku z tym lista tych dóbr jest stale poszerzana przez doktrynę i orzecznictwo.

Dlatego raduje nasze serce to, że zarówno Sądy jak i prawodawcy coraz wyraźniej dostrzegają rolę jaką pełnią zwierzęta w naszym życiu. Przejaw powyższego dostrzegamy w przepisach, które zaostrzają kary za znęcanie się nad zwierzętami czy też takich, które mają rozprawić się z biznesem futerkowym. Wszystkie tego typu inicjatywy wspieramy całym naszym kancelaryjnym sercem i autorom takich rozwiązań czy tez orzeczeń szczerze kibicujemy.

Na kanwie opisanego powyżej zagadnienia, warto przytoczyć orzeczenie Sadu Okręgowego w Krakowie z dnia 7 września 2017 roku, w którym Sąd uznał, że „Utrata psa, który zdechł w wyniku pogryzienia przez innego czworonoga, może doprowadzić do naruszenia dobra osobistego właściciela w postaci szczególnej więzi ze zwierzęciem.”

Na gruncie przedmiotowej sprawy Powód domagał się zasądzenia od pozwanej kwoty 8.379,15 zł z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia wniesienia pozwu do dnia zapłaty. W uzasadnieniu powód podał, że jego pies zdechł w konsekwencji obrażeń i uszkodzeń narządów wewnętrznych doznanych w wyniku ataku psa pozwanej. Pozwana bezpośrednio po zdarzeniu uznała swoją odpowiedzialność (jej pies w czasie ataku pozostawał bez opieki) i wręczyła żonie powoda 150 zł zaliczki na koszty leczenia; później matka pozwanej dała jeszcze powodowi dalszą kwotę 300 zł.
Na żądaną pozwem kwotę złożyły się następujące kwoty: 340 zł niezwróconych kosztów leczenia zwierzęcia, 2.500 zł tytułem „odszkodowania utraty psa (…)wg cen rynkowych” oraz 5.539,15 zł zadośćuczynienia za doznaną krzywdę wynikającą z utraty psa.
Pozwana w sprzeciwie od nakazu zapłaty uznała żądanie pozwu do kwoty 1.840 zł (mającej jej zdaniem odpowiadać niezwróconym kosztom leczenia psa powoda i cenie nabycia psa takiej samej rasy), a w pozostałym zakresie wniosła o oddalenie powództwa wskazując, że poniesione dotychczas przez powoda koszty opieki weterynaryjnej, zabiegów pielęgnacyjnych i wyżywienia nie pozostają w związku ze szkodą, za którą ona odpowiada.

Wyrokiem z dnia 20 marca 2017 roku Sąd Rejonowy w Wieliczce zasądził od pozwanej na rzecz powoda kwotę 300 zł z ustawowymi odsetkami za opóźnienie od dnia 18 marca 2016 roku do dnia zapłaty (punkt I), w pozostałej części powództwo oddalił .
Powyższy wyrok zapadł w oparciu o następujące ustalenia faktyczne.
W dniu 30 czerwca 2015 r. w godzinach popołudniowych pies pozwanej pozostawał na drodze publicznej, bez opieki jej lub kogokolwiek z domowników; posesja pozwanej jest nieogrodzona. W tym czasie pies powoda znajdował się na sąsiedniej, ogrodzonej posesji wraz z żoną powoda, ich kilkumiesięczną córką i czteroletnim synem. Brama posesji pozostawała zamknięta. Pies powoda wydostał się jednak poza ogrodzenie na drogę publiczną, gdzie został zaatakowany przez psa pozwanej i pogryziony. Żona powoda wybiegła na drogę, usiłując przegonić psa pozwanej, co się jej udało. Leżącego i zakrwawionego psa żona powoda wzięła na ręce i podeszła do drzwi domu pozwanej. Pozwana przyznała wtedy, że pies, który pogryzł psa powoda, należy do niej, i dała żonie powoda 150 zł z przeznaczeniem na koszty leczenia weterynaryjnego. Następnie żona powoda, po zorganizowaniu opieki dla dzieci, udała się z psem do weterynarza. Lekarz weterynarii przeprowadził zabieg chirurgiczny, zaordynował leki. Pies powoda aż do 4 lipca 2015 r., kiedy zdechł w wyniku obrażeń zadanych przez psa pozwanej, był codziennie odwożony na wizyty do tego samego weterynarza. W tym okresie czasu matka pozwanej dała powodowi dalszą kwotę 300 zł na pokrycie kosztów leczenia psa. Łącznie na leczenie psa związane z następstwami zdarzenia z 30 czerwca 2015 roku powód wydatkował kwotę 790 zł.

Przed wszczęciem postępowania w niniejszej sprawie pozwana deklarowała wobec powoda wolę zapłaty poniesionych przez niego kosztów leczenia, co jednak uzależniała od przedstawienia rachunków, jak również deklarowała gotowość zwrotu kosztów nabycia psa rasy (…) – uzależniając wysokość tej kwoty od przedstawienia rodowodu psa; chciała również, aby powód pokwitował odbiór wręczanych mu kwot.
W oparciu o powyższe Sąd pierwszej instancji uznał powództwo za uzasadnione jedynie w części. Zwrócił uwagę, że nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym z dnia 23 marca 2016 r. pozwana zaskarżyła jedynie w części, ponad kwotę 1.840 zł, uznając powództwo w zakresie żądania zapłaty kosztów leczenia psa w wysokości 340 zł oraz żądania tytułem, jak to sformułował powód „utraty psa rasy(…)wg cech rynkowych” do kwoty 1.500 zł.

Jako podstawę odpowiedzialności pozwanej za naprawienie wyrządzonej powodowi szkody w postaci uszczerbku w jego majątku w związku z koniecznością pokrycia kosztów leczenia psa rasy (…)oraz zwrotu kosztów zakupu psa podobnego, Sąd uznał art. 431 § 1 k.c. Wskazał, że na pozwanej spoczywał obowiązek ochrony osób trzecich i ich mienia przed jego działaniem. Pozwana ponosi w tym wypadku winę w nadzorze, bowiem świadoma tego, że jej posesja jest nieogrodzona, tym większą uwagę powinna przywiązywać do tego, by należący do niej pies nie pozostawał bez nadzoru. Swojej odpowiedzialności za naprawienie szkody wyrządzonej powodowi pozwana zresztą nie kwestionowała.

Pozostałej kwoty 5.539,15 zł powód żądał ostatecznie tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę, wynikającą z utraty psa. Sąd Rejonowy wskazał, że akurat taka kwota wynika ze zmiany podstawy faktycznej żądania zapłaty takiej kwoty – stanowi ona równowartość wyliczonych przez powoda w pozwie kosztów dotychczasowej opieki weterynaryjnej, zabiegów pielęgnacyjnych i wyżywienia psa. Przepis art. 448 k.c. stanowi, iż w razie naruszenia dobra osobistego sąd może przyznać temu, czyje dobro osobiste zostało naruszone, odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę. Powód, reprezentowany przez profesjonalnego pełnomocnika, nie wskazał wyraźnie, jakie jego dobro osobiste zostało naruszone w wyniku utraty psa w związku z jego śmiertelnym pogryzieniem przez psa pozwanej. Z zeznań powoda wnioskować by można, że jego zdaniem naruszone zostało jego dobro osobiste w postaci więzów rodzinnych; w depozycjach powoda można odnaleźć stwierdzenia, że psa traktował jak pełnoprawnego członka rodziny, „swoje pierwsze dziecko”. Takie deklaracje w ocenie Sądu Rejonowego stoją w oczywistej sprzeczności z żądaniem pozwu zasądzenia równowartości ceny nabycia psa, wskazującym na traktowanie go jak rzeczy, przedmiotu, a nie podmiotu. Nie sposób też formułować tezy o naruszeniu dobra osobistego powoda w postaci więzi z psem. Powód nie wykazywał nawet, by jego więź z psem była tak szczególna, że jego utrata wiąże się z wyrządzeniem mu jakiejkolwiek krzywdy. Dopóki zresztą w wyniku zapoznania się ze stanowiskiem pozwanej zaprezentowanym w sprzeciwie od nakazu zapłaty powód zadośćuczynienia nie żądał, dopóty nie formułował twierdzeń o wyrządzonej mu krzywdzie, poprzestając na sygnalizacji, że szczególnie z psem związany był jego kilkuletni syn, który będąc świadkiem zdarzenia z 30 czerwca 2015 r. utratę „przyjaciela” przeżył szczególnie mocno. Powód nie żąda jednak w niniejszej sprawie zadośćuczynienia imieniem syna, a imieniem swoim, za swoją domniemaną krzywdę. Skoro zatem powód nie dowiódł, by w wyniku zdarzenia z 30 czerwca 2015 r. zostało naruszone jakiekolwiek jego dobro osobiste, a w związku z tym, by została mu wyrządzona krzywda, to powództwo w pozostałym zakresie należało oddalić.

W apelacji od powyższego wyroku powód, zaskarżając w zakresie oddalonego powództwa (punkt II) oraz w zakresie kosztów procesu (punkt IV), domagał się jego zmiany poprzez zasądzenie kwoty 5 539, 15 zł z ustawowymi odsetkami od dnia wniesienia pozwu do dnia zapłaty, ewentualnie o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy Sądowi pierwszej instancji do ponownego rozpoznania, a nadto o zasądzenie od pozwanej kosztów postępowania za obie instancje. Zaskarżonemu wyrokowi powód zarzucił:

– naruszenie przepisów prawa procesowego, które miało wpływ na wynik sprawy, a to art. 233 k.p.c. poprzez dokonanie dowolnej oceny materiału dowodowego zgromadzonego w sprawie, bez rozważenia całokształtu materiały dowodowego, z naruszeniem zasad logicznego rozumowania oraz wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego, skutkiem czego było błędne przyjęcie, iż nie istniała szczególna więź powoda z psem, która wskazywałaby na to, ze jego utrata wiązać się będzie z wyrządzeniem mu jakiejkolwiek krzywdy oraz, że powód poprzestał jedynie na sygnalizacji, że szczególnie z psem związany był jego kilkuletni syn, który utratę psa przeżył szczególnie dotkliwie;

– naruszenie przepisów prawa procesowego, które miało wpływ na wynik sprawy, a to art. 233 k.p.c. poprzez przyjęcie, że powód nie wywiązał się z obowiązku udowodnienia okoliczności, z której wywodzi skutki prawne, iż nie wykazał, by jego więź z psem była szczególna, aby przyjąć wyrządzenie mu krzywdy utratą psa;

– naruszenie przepisów prawa procesowego, które miało wpływ na wynik sprawy, a to art. 213 § 1 k.p.c. w zw. z art. 228 § 1 k.p.c. polegające na nieuwzględnieniu okoliczności, że psy rasy (…) są psami rodzinnymi, przeznaczonymi do towarzystwa człowiekowi, wymagającymi szczególnej uwagi i opieki, a w konsekwencji poczynienie błędnych ustaleń faktycznych, że powoda nie łączyła szczególna więź z psem, którego utrata wiązać się będzie z wyrządzeniem mu krzywdy oraz że traktował go jak rzecz, przedmiot, a nie podmiot;

– naruszenie przepisów prawa procesowego, które miało wpływ na wynik sprawy, a to art. 231 k.p.c. w zw. z art. 328 § 2 k.p.c. poprzez błędne uznanie przez Sąd, że z faktu żądania przez powoda zasądzenia równowartości centy nabycia psa można wyprowadzić fakt, że powód traktował psa jak rzecz, przedmiot, a nie podmiot, co wyklucza zasadność stosownego zadośćuczynienia;

– naruszenie przepisów prawa materialnego, a to art. 445 § 1 k.c. w zw. z art. 448 k.c. poprzez: a) nieuwzględnienie w sposób właściwy wszystkich okoliczności, które w przypadku orzekania o zasadności i wysokości zadośćuczynienia winien mieć na uwadze Sąd pierwszej instancji, w tym wyłącznego przyczynienia się pozwanej do zaistniałego zdarzenia, co doprowadziło do oddalenia roszczenia w zakresie zadośćuczynienia, b) pominięcie zasad ustalenia zadośćuczynienia, co doprowadziło do dowolnej oceny przez Sąd pierwszej instancji w tym zakresie oraz skutkowało niemożnością ustalenia przesłanek, jakimi kierował się Sąd przy jego ustalaniu, c) błędną wykładnię i pominięcie, iż Sąd na gruncie tego przepisu zobowiązany jest przyznać sumę odpowiednią do zaistniałej krzywdy, z czym stoi w sprzeczności rozstrzygniecie Sądu pierwszej instancji, gdyż oddalenie powództwa w tym zakresie jest oczywiście bezzasadne;

– naruszenie przepisów prawa procesowego, a to art. 101 k.p.c. poprzez obciążenie powoda kosztami postępowania, pomimo, że pozwana dała powód do wytoczenia sprawy oraz nie uznała przy pierwszej czynności powództwa, choćby do wysokości w jakiej powództwo przez Sąd zostało oddalone.

Pozwana wniosła o oddalenie apelacji i zasądzenie kosztów postępowania odwoławczego.

Sąd Okręgowy w Krakowie zważył, co następuje:

Zgodnie z art. 23 k.c. dobra osobiste człowieka, jak w szczególności zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach. Katalog dóbr osobistych, ujętych w art. 23 k.c., ma charakter otwarty. W orzecznictwie przyjmuje się, że pojęcie dóbr osobistych należy odnosić do określonego poziomu rozwoju technologicznego i cywilizacyjnego, przyjętych w społeczeństwie zasad moralnych i prawnych, istniejącego rodzaju stosunków społecznych, gospodarczych, nawet politycznych (por. uchwała składu 7 sędziów Sądu Najwyższego z 16 lipca 1993 r., I PZP 28/93, OSNCP 1994, nr 1, poz. 2). Nie może ulegać wątpliwości, że pies uważany jest w społeczeństwie za zwierze szczególne, które towarzyszy człowiekowi. W potocznym odbiorze pies jest symbolem wierności i bezinteresownej przyjaźni, a lojalność i oddanie, jakie okazuje człowiekowi, stanowią część jego naturalnego instynktu, ściśle związanego z ludzkim poczuciem miłości i przyjaźni. Dlatego nie sposób kwestionować tego, że pomiędzy człowiekiem i psem mogą wytworzyć się szczególne relacje, oparte na wzajemnym przywiązaniu.

Szczególną rolę zwierzęcia w życiu człowieka dostrzegł także ustawodawca, zwracając uwagę w art. 1 ust. 1 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 roku o ochronie zwierząt (tekst jednolity – Dz. U. z 2013 roku, poz. 856), że zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą, zaś człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę. Łączy się z tym wymóg humanitarnego traktowania zwierząt (art. 5 ustawy), zakaz znęcania się nad nimi (art. 5 ustawy) i zapewnienie zwierzętom szerokiej ochrony przed działalnością człowieka (art. 7 ustawy). Ustawodawca dostrzegł szczególną rolę zwierząt domowych, do których należy pies (rozdział 2 ustawy).

Mając powyższe na względzie nie sposób kwestionować tego, że za dobro osobiste człowieka, podlegające ochronie na gruncie prawa cywilnego, może zostać uznana jego więź ze zwierzęciem, w szczególności z psem. Zerwanie tej więzi może wywoływać u człowieka smutek, tęsknotę, poczucie straty. Fakt, że zwierzę jest istotą żywą, odczuwającą ból powodować może u człowieka także współczucie i współprzeżywanie doznawanego przez zwierzę cierpienia.

Słusznie przy tym zarzuciła apelacja, iż przywiązując nadmierną wagę do majątkowego charakteru części dochodzonego roszczenia, Sąd pierwszej instancji stracił z pola widzenia w zupełności ten jej aspekt niematerialny, w sposób nieuprawiony przyjmując, że powód nie wykazał, że z psem łączyła go szczególna relacja. Powód bowiem, jeszcze przed zmianą podstawy faktycznej żądania pozwu wskazywał na szczególną rolę, jaką w jego rodzinie pełnił pies. Już w pozwie wskazywał, że pies był pupilem rodziny, w którego wychowanie włożono wiele pracy i uczucia, do którego przywiązana była cała rodzina, i który uważany był za jej członka. Rozwinięcie tej argumentacji nastąpiło w piśmie zmieniającym postawę faktyczną dochodzonego roszczenia, gdzie powód wskazywał na szczególną rolę psa w rodzinie, jak również konsekwencje jego śmierci.

Oddalenie żądania zasądzenia zadośćuczynienia tylko na tej podstawie, że kwota, której domaga się powód tytułem zadośćuczynienia, pierwotnie była dochodzona tytułem odszkodowania, nie znajduje uzasadnienia w przepisach obowiązującego prawa. W świetle przepisów Kodeksu postępowania cywilnego za dopuszczalną uznać należy zmianę podstawy faktycznej dochodzonego żądania. Nie można także przyjmować, że z faktu dochodzenia w niniejszej sprawie także odszkodowania za śmierć psa, odpowiadającego kosztowi nabycia nowego psa, powód nie traktował psa jako istoty żywej, do której był przywiązany, ale wyłącznie jak rzecz, czy przedmiot, jak przyjął Sąd pierwszej instancji. Na gruncie odpowiedzialności odszkodowawczej współistnienie szkody majątkowej i niemajątkowej (krzywdy), wynikającej z tego samego zdarzenia szkodzącego, nie jest zjawiskiem odosobnionym, a wręcz przeciwnie, powszechnym. Jedno zdarzenie często ma swoje konsekwencje na wielu płaszczyznach i wywołuje zarówno konsekwencje w sferze majątkowej człowieka, skutkując powstaniem szkody, jak i w sferze niemajątkowej, powodując powstanie krzywdy. Ukształtowana w społeczeństwie praktyka, w której istota żywa (zwierzę) może mieć także wartość materialną (cena nabycia), nie oznacza niemożności wystąpienia u człowieka, w związku ze śmiercią tej istoty, także szkody niematerialnej.

Również i to, że stratę psa najbardziej odczuły dzieci powoda, nie oznacza, że nie odczuł jej także powód. Słusznie bowiem argumentuje powód, że to nie dzieci przyjęły na siebie odpowiedzialność za podjęcie się opieki nad psem ale on, jako osoba dorosła, co miało miejsce jeszcze zanim przyszły na świat jego dzieci.

Mając na względzie całokształt okoliczności sprawy Sąd Okręgowy nie znalazł podstaw, aby nie uznać za wiarygodnych zeznań powoda złożonych przed Sądem pierwszej instancji na rozprawie w dniu 20 marca 2017 roku, w trakcie których, co ujawnia zapis dźwięku i obrazu, powód był wyraźnie wzruszony, załamywał mu się głos i miał trudności z rozwijaniem swoich wypowiedzi, które dotyczyły stosunku do psa, jego roli w rodzinie powoda i konsekwencji jego odejścia. Wskazuje to na autentyczne przywiązanie powoda do psa i wystąpienie realnej straty w związku z jego śmiercią, która wpłynęła negatywnie nie tylko na funkcjonowanie powoda, ale również całej jego rodziny. Powód, nawet zeznając o śmierci psa, nie posługiwał się potocznym i powszechnie przyjętym w społeczeństwie określeniem na śmierć zwierzęcia „zdechł”, ale używał zarezerwowanego raczej dla śmieci człowieka słowa „umarł”, co także obrazuje jego stosunek do zwierzęcia. Tak złożonych zeznań nie sposób uznać za niewiarygodnych i także Sąd Rejonowy nie wyjaśnił (poza tylko przyjęciem, że fakt dochodzenia przez powoda naprawienia szkody materialnej wyłącza przyjęcie więzi między powodem a psem) jakie rzeczywiste powody przemawiałyby za odmową wiarygodności zeznań powoda. Sąd Rejonowy w ogóle uchylił się od oceny zeznań powoda w tym zakresie. Tymczasem zeznania powoda znajdują potwierdzenie w zeznaniach jego żony A. Ż. ale przede wszystkim w zeznaniach osoby postronnej, jaką jest prowadząca leczenie psa A. J., która podkreślała ogromną determinację powoda w uratowanie psa, bez względu na koszty i trudności. Troska i zaangażowanie powoda wynikające z zeznań tego świadka, ale również z zeznań powoda i jego żony wskazują na bardzo duże zaangażowanie w proces leczenia i ratowania psa po pogryzieniu, co także ukazuje relację powoda do psa, które nie pozwalają na przyjmowanie, by powód traktował psa jak przedmiot. Nie ma przy tym w zebranym w sprawie materiale dowodowym żadnych innych dowodów, które pozwalałyby zaprzeczyć wiarygodności zeznań powoda i wskazanych powyżej świadków.

Jak wynika z zeznań powoda pies był prezentem, który otrzymał jeszcze zanim na świat przyszły jego dzieci i do chwili pogryzienia przez psa pozwanej przebywał w domu powoda już sześć lat. Pies ten traktowany był jak członek rodziny, którego utratę odczuła cała rodzina, w tym również powód. Z zeznań żony powoda A. Ż. (k. 78) wynika, że pies bardzo lubił powoda, czekał, kiedy powód wracał do domu i przynosił mu pantofle. Obrażenia, których doznał pies były poważne, wymagały przeprowadzenia dwóch operacji i skutkowały cierpieniem zwierzęcia, któremu towarzyszył powód także czuwając w nocy, zapewne nie chcąc dopuścić, by pozostało ono samo w tym cierpieniu. Cierpienie psa obserwowały również dzieci powoda, dla których tak drastyczne przeżycie było szokiem, zwłaszcza, że syn powoda był świadkiem całego zdarzenia. Jak wynika z zeznań powoda pies obecny jest w myślach jego rodziny do chwili obecnej, a jego odejście wywołało poczucie straty i pustki, jakie łączy się z odejściem bliskiej człowiekowi istoty.

Sąd Okręgowy w oparciu o wskazane powyżej zeznania świadków A. J., A. Ż. i zeznania powoda uzupełnił ustalenia faktyczne Sądu pierwszej instancji o powyższe fakty, uznając tym samym zasadność zarzutu naruszania przez Sąd pierwszej instancji art. 233 § 1 k.p.c. Ustalenia te dają podstawę do przyjęcia, że tragiczne w swoich skutkach pogryzienia psa powoda, doprowadziło do naruszenia dobra osobistego powoda w postaci szczególnej i autentycznej więzi, jaka łączyła go z tym zwierzęciem. Zdarzenie to i jego konsekwencje miało również wpływ na funkcjonowanie rodziny powoda, która została dotknięta skutkami samego zdarzenia, mającego drastyczny przebieg, cierpieniem psa i w końcu jego śmiercią. Taka sytuacja musiała rzutować na jej funkcjonowanie, w szczególności małoletnich dzieci powoda, co z kolei miało wpływ także na powoda, i także w tym kontekście należy upatrywać naruszenia jego dobra osobistego. Gdyby pozwana w sposób należyty zabezpieczyła swoje zwierzę nie doszłoby śmiertelnego pogryzienia psa powoda, co wywołało szereg konsekwencji i odbiło się niekorzystnie na sferze psychicznej powoda i jego rodziny. Gdyby nie to zdarzenie powód i jego rodzina funkcjonowaliby w dotychczasowy sposób, a powód nie musiałby mierzyć się nie tylko z własnym smutkiem i cierpieniem psychicznym wynikającym ze straty psa, do którego był przywiązany, ale również patrzeć na to, jak ten żal i smutek przeżywają członkowie jego najbliższej rodziny, w szczególności małoletnie dzieci.

Mając powyższe na uwadze Sąd Okręgowy uznał słuszność żądania zasądzenia zadośćuczynienia za utratę psa. Mając na względzie całokształt okoliczności sprawy Sąd Okręgowy uznał za słuszne przyznanie powodowi kwoty 5000 zł tytułem zadośćuczynienia. Zdaniem Sądu Okręgowego kwota ta winna skompensować powodowi doznaną przez niego krzywdę, wynikającą z naruszenia dóbr osobistych, jakimi była szczególna i autentyczna więź z psem, który zajmował szczególne miejsce w domu powoda, był towarzyszem rodziny, jej ulubieńcem i źródłem wielu radości. Charakter zadośćuczynienia, które ma zrekompensować doznaną krzywdę, wyklucza możliwość precyzyjnego jego ustalenia z dokładnością do jednego grosza, na co wskazywałoby żądanie pozwu. Stąd też żądanie zadośćuczynienia przekraczającego kwotę 5000 zł nie było uzasadnione.

autor: Paulina Stańczak-Wypych – adwokat

Pozostałe wpisy

Noriet z Sądu: Ponad 400 000 zł zadośćuczynienia – omówienie naszej sprawy

Jedną z gałęzi spraw, którymi zajmujemy się w naszej kancelarii, są sprawy o zadośćuczynienie i odszkodowanie za krzywdy, które powstały na skutek wypadków komunikacyjnych. Z uwagi na to, że jest to kategoria spraw, która w dużej mierze bazuje na opiniach biegłych, które wpływają do akt w toku spraw sądowych, potrafią one trwać latami. Bardzo często klienci mocno zastanawiają [...]
30 grudnia, 2021
czytaj więcej

Obligacje: Hipoteka niejedno ma imię

Miesiąc listopad przyniósł nam wyrok zasądzający (na chwilę obecną – jeszcze nieprawomocny) w sprawie z powództwa naszej Kancelarii działającej w roli Administratora hipoteki ustanowionej na zabezpieczenie wyemitowanej serii obligacji przeciwko dłużnikom rzeczowym – właścicielom nieruchomości, na których ustanowione zostały hipoteki, niebędących emitentem tychże obligacji. Sprawa, [...]
2 grudnia, 2021
czytaj więcej

Noriet radzi: Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, czyli nakaz natychmiastowego opuszczenia mieszkania

Jak mówią „Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. Doświadczenie życiowe uczy bowiem, że dobre intencje (również ustawodawcy) niestety nie są wystarczające do tego, by działanie przyniosło pozytywne skutki. Bywa niekiedy tak, że zamierzenia rozmijają się z efektami albo prowadzą do czegoś zupełnie odwrotnego. Chociaż teorii spiskowych znalazłybyśmy w internecie mnóstwo, przyjmijmy jednak, że założenia ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie były dobre i absolutnie pożądane społecznie. Cel jest mianowicie taki: natychmiast odseparować kata od ofiary. Cel z pewnością szczytny i ważny. Czy jednak możemy powiedzieć, że uświęca on środki – wszelkie środki? Nawet takie, które stoją w sprzeczności z podstawowymi wolnościami i prawami człowieka? No bo przecież prawo i władza państwowa mogą w te sprzeczności w pewnym sensie wchodzić. Prawo karne – pozbawienie i ograniczenie wolności, prawo administracyjne – zakaz budowy domu na terenie przeznaczonym pod zabudowę związaną z przemysłem czy na terenie zalewowym. Przykładów mamy oczywiście mnóstwo, ale taka jest kolej rzeczy. Tak to już jest. Ale czy to jest ten przypadek? Wracając jednak do tematu ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, której zapisy miałyśmy wreszcie okazję przetestować w praktyce. Tytułem wstępu zaznaczmy, że każdy kto zawodowo uczestniczy w sądowych sprawach rodzinnych doskonale wie, że w parze ze sprawą o rozwód z orzekaniem o winie podejrzanie często idą sprawy karne o znęcanie się. Przyznajemy szczerze, że trudno nam uwierzyć że tak ogromny odsetek rozwodów miałby być spowodowany, aż tak ciężkimi przewinieniami jak znęcanie się nad małżonkiem. Wobec tego nasz subiektywny wniosek z obserwacji czynionych na salach sądowych, jest dość prosty i oczywisty, chociaż co jasne, niekoniecznie prawdziwy. Mianowicie wydaje nam się, że bardzo duża ilość spraw o znęcanie się jest zupełnie bezzasadna i wytaczana wyłącznie na potrzeby postępowania rozwodowego (argument – mój mąż/moja żona jest winny/a rozpadowi małżeństwa, bo przecież toczy się przeciwko jemu/jej postępowanie karne o znęcanie się – wydaje się rozwodzącym się małżonkom bardzo przekonujący) bądź też „działem bitewnym” dla jednego ze skłóconych małżonków (nie chcesz się zgodzić na moje warunki, to ja cię oskarżę o znęcanie). No i niestety wydaje się, że z narzędziem, o którym dzisiaj tu opowiemy, będzie nie tylko podobnie, ale może być dużo gorzej. Bo to na razie pokazała nam praktyka. Aby sprawa karna, np. taka o znęcanie się, znalazła swój finał w postaci prawomocnego wyroku skazującego musi minąć sporo czasu. Taką sprawą zajmie się kompleksowo prokuratura i sąd. Jeśli ktoś rzeczywiście jest winny znęcaniu się szansa na to, że nie zostanie skazany jest już bardzo mała. I to są bardzo poważne sprawy i poważne oskarżenia, których nikt nie może zbagatelizować, ale też, chociażby z uwagi na względnie wysokie zagrożenia karą, trudno uwierzyć, żeby w takim postępowaniu sądowym miało nastapićskazanie przy kompletnym braku dowodów, wbrew domniemaniu niewinności. Inaczej niestety i w naszej ocenie dużo gorzej, sprawa ma się w przypadku przedmiotowej ustawy. Zacznijmy więc od przepisów. Zgodnie z art. 11a ust. 1 ustawy z 29 lipca 2005 roku o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie (tj. z 24 sierpnia 2015 r. Dz.U. z 2015 r. poz. 1390) jeżeli członek rodziny wspólnie zajmujący mieszkanie, swoim zachowaniem polegającym na stosowaniu przemocy w rodzinie czyni szczególnie uciążliwym wspólne zamieszkiwanie, osoba dotknięta przemocą może żądać, aby sąd zobowiązał go do opuszczenia mieszkania.  Przepis ten w swoim zamierzeniu ma więc za zadanie chronić osoby dotknięte przemocą ze strony członka rodziny, które jednak nie mają możliwości uwolnić się od niego z uwagi na wspólne zamieszkiwanie. Cel, jak się wydaje, jest jeden: niezwłoczne odseparowanie poszkodowanego i oprawcy oraz zapobieżenie kontynuowania stosowania przemocy wobec rodziny. Przepis jest mocno interwencyjny, a skutki jego zastosowania daleko idące, stąd ustawodawca powinien przewidzieć bardzo skrupulatną i szczelną, uniemożliwiającą w jak najwyższym stopniu nadużycia tego prawa regulację. Mamy więc tu taki oto szereg przesłanek koniecznych do orzeczenia przez sąd opuszczenia przez daną osobę mieszkania: konieczność wspólnego zamieszkiwania sprawcy przemocy i osoby jej dotkniętą, szczególnie uciążliwy charakter zachowania sprawcywięzi rodzinne uczestników. Paragraf drugi wskazanego powyżej art. 11a, wskazuje, że ust. 1 stosuje się również w przypadku, gdy osoba dotknięta przemocą w rodzinie opuściła wspólnie zajmowane mieszkanie z powodu stosowania wobec niej przemocy w tym mieszkaniu oraz w sytuacji, w której małżonek, wstępny, zstępny, rodzeństwo, powinowaty w tej samej linii lub stopniu, osoba pozostająca w stosunku przysposobienia oraz jej małżonek, a także osoba pozostająca we wspólnym pożyciu oraz inna osoba stosująca przemoc w rodzinie, okresowo lub nieregularnie przebywa w mieszkaniu wspólnie z osobą dotkniętą przemocą w rodzinie. Tyle od ustawodawcy, a teraz kilka słów od praktyków, czyli od nas. Jak więc wyglądało de facto nasze pierwsze zetknięcie się z tymi zapisami w praktyce? Wyobraźmy sobie więc sobie małżonków, żyjących razem, mieszkających wspólnie z dziećmi w domu. Jedno z małżonków decyduje się jednak podjąć kroki zmierzające do uzyskania rozwodu i rozstania (w naszym przypadku – co podajemy jedynie dla kontekstu – powodem było jak się wydaje zakończenie więzi emocjonalnej i chęć rozpoczęcia nowego życia z innym partnerem). Wiadomo jednak, że od wizyty u prawnika (pozew rozwodowy) do wyprowadzki byłego małżonka (czyli rozwód, kontakty, władza rodzicielka, alimenty, podział majątku, egzekucja) to wiele, wiele lat. Jak by to więc wszystko przyspieszyć, żeby lata młodości, świetności, piękna cielesnego nie uciekały w tej małżeńskiej niedoli i pod dachem wspólnym z niekochanym już małżonkiem? Jak by tu pozbyć się tego niewygodnego członka rodziny? I w tym momencie wchodzi ona. Cała na biało. Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Tak. Widziałyśmy na własne prawnicze oczy, jak rękami tej właśnie ustawy małżonkowi naszego Klienta bez większego wysiłku (prawdopodobnie na podstawie porad udzielanych w internecie na forach dla kobiet), udało się pod nieobecność małżonka, którego ochoty nasz antybohater już więcej oglądać nie miał, zadzwonić na Policję (mógł też oczywiście stawić się na komisariacie), a następnie przedstawić siebie jako ofiarę domowej przemocy i zażądać odseparowania rzekomego oprawcy od ofiary na podstawie omawianej ustawy. Pewnie każdy w tym miejscu łapie się za głowę, bo przecież nikt nie uwierzy nam, kiedy nie mamy jakichkolwiek dowodów. Z resztą przecież nic w praworządnym państwie nie działa na wiarę. Nikt nie poczyni tak drastycznych kroków (wyrzucenie kogoś z domu na ulicę) bez udziału sądu, bez analizy przesłanek o których była wyżej mowa. Ale niestety – Policja może. Z pewnością niebawem napiszemy artykuł na temat problemów z jakimi borykać się muszą właściciele nieruchomości, w których przebywa niewłaściciel i nie chce takiej nieruchomości opuścić. Temat sytuacji ludzi bankrutujących z powodu braku możliwości eksmisji i bardzo – w naszej ocenie – niesprawiedliwego prawa w tej kwestii i co za tym idzie, temat bezczynności Policji, która stara się przy czynnościach dotyczących nieruchomości być bezstronna i nie wnikać w konflikt mający charakter sporu cywilnego, uczestniczyć tylko na zasadzie prewencyjnej i pilnując aby podczas płomiennych kłótni nikt nikogo nie pobił, wydaje nam się jakoś z tym o czym dzisiaj piszemy pokrewny. Póki co jednak zauważmy, że nawet więc gdyby Policja zastała w mieszkaniu dwie skłócone osoby, z których jedna posiadałaby zaopatrzony w klauzulę wykonalności wyrok eksmisyjny, a druga nie miałaby nic i twierdziła jedynie, że ona tu sobie jest i mogą jej wszyscy zrobić także dokładnie nic, to w jaki sposób Policja mogłaby pomóc? Co najpewniej by zrobiła? No właśnie – rzeczywiście okrągłe nic. A jak to jest w omawianym przypadku? Zacytowany powyżej fragment ustawy nie brzmi wcale aż tak drastycznie, bo przecież mamy tam Sąd, który zanim wyda decyzję, to wszystko zważy, przeanalizuje, sprawdzi czy wszystkie przesłanki zachodzą. Więc dlaczego my tu wciąż o Policji? I tu właśnie dochodzimy do sedna problemu. Otóż regulacje, o których tu mowa, a konkretniej dodany do ustawy o Policji art. 15aa ust. 1 nadaje, wobec osoby, która swoim zachowaniem polegającym na stosowaniu przemocy w rodzinie stwarza zagrożenie dla życia lub zdrowia osoby dotkniętej tą przemocą, bardzo szerokie uprawnienia Policji. Otóż na mocy powyższego przepisu, który w życie wszedł właśnie w maju 2020 r. policjant będzie miał prawo wydać nakaz natychmiastowego opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia lub zakaz zbliżania się do mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia. Policja może więc nakazać „przemocowcowi” natychmiastowe opuszczenie domu. Sprowadza się to do naklejenia przysłowiowej karteczki na drzwiach z napisem „zakaz wstępu”. Bez przeprowadzania postępowania dowodowego, bez nawet potrzeby uprawdopodobnienia przez pokrzywdzonego czy funkcjonariuszy, iż nastąpiły jakieś zdarzenia, bez świadków, bez wcześniejszych interwencji. Słowem więc, nawet bez najmniejszego śladu przemocy, można kogoś wyrzucić z jego własnego domu. Oczywiście, w dalszym, już sądowym, etapie następuje postępowanie dowodowe, które toczy się normalnie na sali sądowej przed zawodowym sędzią (co ciekawe, ale też logiczne w postępowaniu cywilnym). A co rzekomy „przemocowiec” potuła się po mieście jako faktycznie bezdomny, to już tylko jego.  Żeby była jasność – ktokolwiek stosuje wobec domowników, tj. czy to dzieci, czy też innych członków rodziny przemoc zagrażającą zdrowiu czy życiu, niechaj już nigdy do domu nie wraca (niech trafi tam gdzie jego miejsce, czyli do aresztu, a następnie więzienia). Intencją naszego artykułu jest jednak zwrócenie uwagi na to, że narzędzie ustawodawcze, w rękach osób wyrachowanych, może być zwyczajnie niebezpieczne, dlatego warto nad konstrukcją takiego narzędzia zastanowić się trochę głębiej, albo w ogóle go nie wprowadzać. Wracając do przesłanek zastosowania przepisu, warto jeszcze zwrócić uwagę na to, że ustawa stosuje pojęcie przemocy, która z pewnością jest zjawiskiem szerszym niż znęcanie się. Przemocą może być np. nadużywanie władzy rodzicielskiej, stosowanie przeważnie komunikatów odrzucających i poniżających, wyzwiska i wulgaryzmy, notoryczne zgłaszanie pretensji z błahych powodów, krytykowanie, wypowiadanie przeważnie negatywne ocen i komentarzy pod adresem członków rodziny, wprowadzanie nerwowej atmosfery w domu. Takie zachowania bez wątpienia wywołują cierpienie wśród domowników, naruszają ich godność osobistą, prawo do spokojnego życia rodzinnego oraz więzi rodzinnych. Na skutek takich zachowań domownicy nie czują się swobodnie we własnym domu, wciąż są narażeni na kolejne upokorzenia i poniżającą krytykę ze strony oprawcy i dla takich osób, wprowadzone ustawą narzędzie, bez wątpienia jest obecnie jednym ze skuteczniejszych metod na walkę z przemocowcami. Ale sami Państwo widziecie jak bardzo zachowania objęte tą definicją są ocenne. I czy to rzeczywiście powinna oceniać Policja? autor: Paulina Stańczak-Wypych i Aleksandra Zagajewska – adwokaciJak [...]
20 listopada, 2021
czytaj więcej

Noriet Rodzinnie: Rozprawa rozwodowa w wersji on-line

Celowo wstrzymywałam się z oceną rozpraw online do momentu, w którym przerobię ich wystarczająco dużo. Początkowo podchodziłam do nich jak pies do jeża, z ograniczonym zaufaniem i jedną wielką niechęcią. Tymczasem, w miarę upływu czasu, dostrzegam coraz więcej zalet takiej formy przeprowadzania rozpraw, o ile każdy uczestnik rozprawy faktycznie uczestniczy w [...]
8 listopada, 2021
czytaj więcej