Noriet IT: Teoretycznie nie sądzimy dwa razy o to samo, czyli proces w branży IT.

10 marca, 2021

Opisując polskie postępowanie sądowe przy pomocy gatunków filmowych, nie sposób nie stwierdzić, że odzwierciedla je najpewniej każdy możliwy: od horroru aż po komedię. Nie inaczej sprawa przedstawiła się w historii jednego z naszych klientów, swoją drogą wiodącego podmiotu w branży IT.

Tłem do całej historii było zlecenie, polegające na przygotowaniu produktu z kategorii tzw. nowych technologii. Zlecający, równie duża firma z branży IT, zleciła drugiej firmie z branży IT jego przygotowanie. Niestety, zapomniała dopytać swojego głównego kontrahenta o to jakie wymogi ten produkt powinien spełniać, w związku z czym samodzielnie wybrała specyfikacje dotyczącą zamówienia. Nasz klient w określonym w umowie terminie miał wytworzyć opisany wyżej produkt. Pozwany zaś (tak, spotkaliśmy się w sądzie) miał dostarczyć naszemu klientowi materiały, na podstawie których produkt miał powstać (w tym przypadku chodziło o grafiki) oraz miał dokonać zapłaty. Nie wyszło mu ani jedno, ani drugie.

Co istotne, nasz klient w przypadku opóźnienia w oddaniu opisanego dzieła, miał zapłacić pozwanemu kary umowne, których wysokość została ustalona za każdy dzień opóźnienia. Tłumacząc z prawniczego na polski: nasz klient miał za zadanie zbudować „dom” do dnia X, a pozwany miał dostarczyć na „plac budowy” cegły i inne materiały oraz po wybudowaniu za ten dom zapłacić.

Nie muszę chyba mówić o tym, że współpraca przebiegła dalece od tego co zakładano na początku. O jej szczegółach napiszę jeszcze nieco poniżej.

W każdym razie: nasz klient wykonał produkt po terminie, albowiem dostał materiały do jego wykonania z opóźnieniem. Oddał produkt, ale pozwany mu nie zapłacił. Nasz klient pozwał pozwanego o zapłatę. Pozwany zaś, pozwał naszego klienta o zapłatę kary umownej.

Co zrobiliśmy? A no skierowaliśmy do sądu wniosek o połączenie tych dwóch spraw, tym bardziej, że w sprawie o zapłatę, pozwany zgłosił zarzut potrącenia kar umownych. Chcieliśmy uniknąć sytuacji, w której dwa różne składy w tym samym sądzie będą dwa razy oceniać dokładnie to samo: najpierw w sprawie o zapłatę, później w sprawie o zapłatę kar umownych. W jednej i drugiej sąd musiał bowiem ocenić dokładnie to samo: zasadność naliczenia kar umownych. Niestety sąd nie był łaskaw podzielić naszego entuzjazmu w zakresie połączenia tych dwóch sprawach.

W sprawie o zapłatę wygraliśmy sprawę w całości – prawomocnie, jesteśmy już po apelacji pozwanego. Druga sprawa, która na czas rozpatrywania naszej została zawieszona, właśnie ruszyła. Efekt jest taki, że drugi raz będziemy oceniać dokładnie to samo: czy kary umowne zostały słusznie naliczone.

Przytoczę wam szczegóły zakończonej sprawy, albowiem warto wiedzieć jak mniej więcej przebiegają sprawy, w których rozchodzi się o nowe technologie, na których nie zna się przecież ani sąd, ani de facto pełnomocnicy, a jednak z powodzeniem sobie z nimi radzą.

Tak jak wspomniałam na początku, nasz klient złożył ofertę współpracy w zakresie stworzenia pewnego portalu. Wskazano harmonogram prac z podziałem na etapy z uwzględnieniem czasu ich trwania w tygodniach, ale bez wskazania konkretnych dat. Strony wymieniały korespondencję w zakresie technologii realizacji serwisu, w której nasz klient przedstawił pozwanemu wady i zalety wykonania jej w postaci HTML5. Wskazane wady dotyczyły braku wsparcia dla przeglądarki IE, braku możliwości oglądania na pełnym ekranie w przeglądarce IE, braku zabezpieczeń DRM uniemożliwiających pobieranie ze strony internetowej kontentu video nieuprawnionym użytkownikom oraz ceny i czasu wykonania.Nadto pozwany został poinformowany, że projekt wykonany w technologii HTML5 nie będzie kompatybilny z niektórymi przeglądarkami internetowymi.

Strony finalnie dogadały się i zawarły umowę. Przedmiotem Umowy było wykonywanie przez naszego klienta usług informatycznych (w szczególności prac programistycznych, usług utrzymania oprogramowania, doradztwo w zakresie IT, konsultacje, warsztaty wdrożeniowe lub usługi zarządzania infrastrukturą informatyczną) oraz przenoszenie na rzecz Pozwanego autorskich praw majątkowych i udzielania upoważnień związanych z tymi prawami na zasadach określonych w Umowie. Strony uzgodniły, że zakres prac, wynagrodzenie i termin dostarczenia prac będą każdorazowo określane w Zamówieniu.

Pozwany zobowiązał się do weryfikacji przedstawionych rezultatów prac i ich akceptacji w terminie 7 dni roboczych od ich przedstawienia, a w przypadku upływu tego terminu bez odpowiedzi Pozwanego, produkty prac zostaną uznane za odebrane bez zastrzeżeń. W przypadku odmowy akceptacji rezultatów prac Pozwany miał poinformować naszego klienta o przyczynach odmowy na piśmie, zaś nasz klient miał uwzględnić zgłoszone uwagi niezwłocznie po otrzymaniu powiadomienia, nie później niż w terminie ustalonym przez strony, bądź uzasadnić na piśmie niemożliwość ich uwzględnienia, a następnie przekazać ponownie rezultaty prac do akceptacji. Akceptacja lub ponowna odmowa przyjęcia rezultatów prac miała nastąpić ponownie w terminie 3 dni roboczych od ich przedstawienia. Strony zastrzegły kary umowne w wysokości 0,5% wartości przedmiotu Zamówienia brutto za każdy dzień opóźnienia, nie więcej niż 50% w przypadku nie dotrzymania przez naszego klienta terminu dostarczenia przedmiotu Zamówienia.

Pozwany uzyskał wymogi dotyczące zabezpieczeń (DRM) od głównego dostawcy treści po podpisaniu Umowy, przed jej podpisaniem rozmowy na temat zabezpieczeń z tym dostawcą nie toczyły się.

W ramach zawartej Umowy, Pozwany złożył zamówienia których przedmiot stanowiły prace programistyczne: player (etap I) i system (etap II). W zamówieniach wskazano harmonogram prac, zgodnie z którym przesłanie makiet stanowiło początek realizacji, grafikę wskazano jako wymaganą do kontynuacji prac. W „postanowieniach dodatkowych” dotyczących zamówienia playera (etap I) wskazano, że zostanie on wykonany w technologii HTML5. Umowa nie zawierała specyfikacji wytwarzanych serwisów, strony w czasie trwania projektu prowadziły rozmowy w celu doprecyzowania specyfikacji określonej w ofercie współpracy.

Pozwany dostarczał grafiki potrzebne do wykonania projektu w częściach, wpływały one do wykonawcy kilka miesięcy po terminie na ich dostarczenie r. Brak grafik przedstawionych przez Pozwanego w terminie spowodował opóźnienia w realizacji prac. Ze względu na opóźnienia w realizacji prac etap testów akceptacyjnych obu zamówień został pominięty. Etap testów i poprawek został zainicjowany po wdrożeniu oprogramowania. W realizacji projektu występowały opóźnienia w stosunku do przyjętego harmonogramu prac.

Nasz klient wysłał pozwanemu za pośrednictwem wiadomości e-mail protokół wykonania usługi, który zawierał oświadczenie o potwierdzeniu oddania portalu zgodnie z zamówieniem. Pozwany nie ustosunkował się do niego. Dzieło nie było co prawda wolne od wad, to jest błędów w oprogramowaniu, jednak dzieło nie posiadało wad obniżających jego wartość, zaś liczba usterek zgłoszonych po odbiorze serwisu w większości stanowiła typowe problemy ujawniające się w niecałkowicie przetestowanym serwisie. Występowanie błędów w oprogramowaniu jest normalnym następstwem jego wytwarzania.

Pozwany zgłosił naszemu klientowi, że technologia wykorzystana do wykonania przedmiotu zamówienia uniemożliwia wykonywanie przez system informatyczny takich funkcji, które w zamierzeniu miał realizować i które były znane wykonawcy. W szczególności technologia HTML5, według której został zbudowany mechanizm wyświetlania teledysków w serwisie nie pozwalała na wdrożenie zabezpieczeń przed nieuprawnionym ściągnięciem, co z kolei uniemożliwiało korzystanie z teledysków jednego z ich największych dostawców.

Pozwany naliczył wykonawcy karę umowną, a następnie złożył oświadczenie o potrąceniu ww. wierzytelności. Karę umowną obliczono za ponad 100 dni opóźnienia.

Co istotne, Sąd dopuścił dowód z opinii biegłego z zakresu informatyki. Biegły w pisemnej opinii stwierdził, że realizacja kolejnych etapów projektu była uzależniona od działania pozwanego, w szczególności w zakresie dostarczania grafik. Do realizacji portalu niezbędne były makiety, projekty graficzne, logika działania elementów serwisu i inne wymagania (np. dotyczące zabezpieczenia), przy czym brak makiet i grafik uniemożliwiał prace nad portalem. Dzieło w dacie oddania, nie było wolne od wad, to jest błędów w oprogramowaniu. Biegły wskazał jednak, że dzieło nie posiada wad obniżających jego wartość, zaś liczba usterek zgłoszonych po odbiorze serwisu w większości stanowiła typowe problemy ujawniające się w niecałkowicie przetestowanym serwisie. Występowanie błędów w oprogramowaniu jest normalnym następstwem jego wytwarzania. Biegły wskazał, iż liczba usterek nie była niewspółmierna do złożoności dzieła.

Należy wskazać, iż opinia biegłego podlega, jak inne dowody, ocenie według art. 233 § 1 k.p.c., lecz odróżniają ją pod tym względem inne, szczególne dla tego dowodu kryteria jego oceny, które stanowią: poziom wiedzy biegłego, podstawy teoretyczne opinii, sposób motywowania sformułowanego w niej stanowiska oraz stopień stanowczości wyrażonych w niej ocen, a także zgodność logiki i wiedzy powszechnej. Biegły przedstawił w sposób logiczny przebieg zawartego w swojej opinii rozumowania. Sąd wobec wyjaśnienia wszelkich okoliczności i ostatecznego ustalenia przez biegłego przyjętej metodologii, w całości podzielił powyższe opinie, uznając je za fachowe, rzetelne i wyczerpujące oraz sporządzoną w oparciu o wiedzę i doświadczenie biegłego. Wydane one zostały po wszechstronnej analizie materiału badawczego i dlatego Sąd oparł na nich swoje ustalenia. Z tych wszystkich względów Sąd uznał, iż opinie są spójne, logiczne i korespondują z całokształtem materiału zgromadzonego w sprawie. Biegły w swoich opiniach podał uzasadnienie do wyprowadzonych przez siebie wniosków. Biorąc pod uwagę kryteria, według których Sąd ocenia opinię biegłego, czyli zgodność z zasadami logicznego myślenia, doświadczenia życiowego i wiedzy powszechnej, fachowość, rzetelność, opiniom biegłego nie można było nic zarzucić.

Tak jak wspomniałam powyżej, sprawa została przez nas wygrana w całości, a na konto naszego klienta przelano prawie 200.000 zł.

Stosownie do przepisu art. 354 k.c. – statuującego generalną zasadę obowiązującą przy wykonywaniu wszelkiego rodzaju zobowiązań – zarówno wierzyciel, jak i dłużnik powinien wykonać zobowiązanie zgodnie z jego treścią i w sposób odpowiadający jego celowi społeczno-gospodarczemu oraz zasadom współżycia społecznego, a jeżeli istnieją w tym zakresie ustalone zwyczaje – także w sposób odpowiadający tym zwyczajom.

Nadto dłużnik obowiązany jest do staranności ogólnie wymaganej w stosunkach danego rodzaju. Należytą staranność dłużnika w zakresie prowadzonej przez niego działalności gospodarczej określa się przy uwzględnieniu zawodowego charakteru tej działalności (art. 355 k.c.).

Na tle powołanych przepisów w nauce i judykaturze panuje pogląd, zgodnie z którym podstawowym kryterium określającym sposób wykonania zobowiązania jest jego treść, czyli uprawnienia i obowiązki stron, które są wyraźne, w sposób nie budzący wątpliwości, określone w ramach łączącego strony stosunku prawnego. Treść tę określa źródło zobowiązania, jeśli źródłem tym jest umowa, to – w razie potrzeby – treść zobowiązania dookreślają odpowiednie przepisy prawa (art. 56 k.c.) bezwzględnie obowiązujące, a dyspozytywne w zakresie w jakim nie zostały wyłączone wola stron. W razie wątpliwości co do treści oświadczenia woli dokonuje się jej wykładni według reguł interpretacyjnych z art. 65 k.c. W stosunku do treści zobowiązania kryteria wykonania zobowiązania, wynikające z celu społeczno-gospodarczego oraz ustalonych zwyczajów, mają charakter jedynie uzupełniający. Kryterium celu społeczno-gospodarczego odwołuje się do obiektywnych funkcji i celów konkretnego zobowiązania ze względu na przykład na określony rodzaj działalności gospodarczej, typowe oczekiwania stron związane z danym rodzajem stosunków, charakter profesjonalny danego podmiotu lub jego brak (vide: uchwała Sądu Najwyższego z 18 grudnia 1990 r., III CZP 67/90, OSNCP 1991 nr 5-6, poz. 65).

Z kolei sposób wykonania zobowiązania obejmuje wszystkie elementy dotyczące zachowania dłużnika związane ze spełnieniem świadczenia. Kryterium staranności zawodowej (o której mowa w art. 355 § 2 k.c.) obejmuje takie powinności, które pozostają w związku z zawodowym charakterem działalności gospodarczej i przez to wyznaczają uzasadnione oczekiwaniami kontrahenta.

W niniejszej sprawie nie ulegało wątpliwości, że strony zawarły umowę na świadczenie usług informatycznych w ramach prowadzonej przez siebie działalności gospodarczej oraz z pełną świadomością przyjmowanych na siebie w tych umowach obowiązków.

Spór w sprawie sprowadzał się do ustalenia, czy nasz klient wywiązał się z obowiązków przyjętych na siebie wobec pozwanego. Pozwany twierdził bowiem, że powód nienależycie wykonał przedmiot zamówień, wykonane przez niego dzieło zawierało szereg wad i usterek uniemożliwiających korzystanie z niego przez grupę odbiorców, a w konsekwencji, że nie doszło do skutecznego oddania dzieła i powodowi nie należy się wynagrodzenie za jego wykonanie.

Między stronami niesporna pozostawała okoliczność zawarcia umowy i złożenia zamówień, realizowania prac obejmujących stworzenie portalu internetowego wraz z grą , jak również istnienia błędów i usterek w wykonanym dziele. Strony różniły się w interpretacji okoliczności związanych z uchybieniem terminowi oddania dzieła, możliwości naliczenia kary umownej oraz wad dzieła a w szczególności tego, czy obniżały one jego wartość.

Zgodnie z ogólną regułą ciężaru dowodu wyrażoną w art. 6 k.c. ciężar udowodnienia faktu spoczywa na osobie, która z faktu tego wywodzi skutki prawne.

Szczęśliwie dla nas, Sąd słusznie uznał, że pozwany nie wywiązał się z powyższego obowiązku udowodnienia swoich twierdzeń i zarzutów podniesionych w obronie przed powództwem. I tak, z dokumentacji zgromadzonej w aktach sprawy, w szczególności korespondencji e-mailowej wynika, że powód informował pozwanego o braku możliwości stosowania zabezpieczeń typu DRM oraz o tym, że technologia HTML5 nie będzie kompatybilna z częścią przeglądarek internetowych.

Pozwany podniósł, że powód popadł w zwłokę w wykonaniu zobowiązania. W ocenie Sądu dochowanie terminów zastrzeżonych przez strony było niemożliwe z uwagi na konieczność współpracy pozwanego w tym zakresie, w szczególności w zakresie dostarczenia grafiki, która warunkowała możliwość kontynuowania prac nad projektem. Jak zaś wynika z ustalonego stanu faktycznego, grafika była dostarczana przez pozwanego w częściach oraz po terminie. Pozwany nie udowodnił, aby zwłoka w wykonaniu zobowiązania nastąpiła z wyłącznej winy powoda. Uzależnienie realizacji kolejnych etapów projektu od działania pozwanego, w szczególności w zakresie dostarczania grafik, zostało również potwierdzone przez biegłego w opinii pisemnej. Zatem wobec faktu, iż niedotrzymanie terminu prac wynikało z winy pozwanego, który nie dostarczył na czas materiałów niezbędnych dla powoda do wykonania usługi, za bezpodstawny należało uznać zarzut pozwanego dotyczący naliczenia kary umownej i potrącenia. W ocenie Sądu pozwana spółka nie udowodniła, że przysługuje jej względem powoda roszczenie, które zostało przedstawione do potrącenia.

W zakresie wykonywania dzieła pozwany podniósł, iż było ono wykonywane wadliwie i posiadało szereg błędów i usterek uniemożliwiających korzystanie przez niektóre grupy użytkowników i komercyjne wdrożenie dzieła. Z materiału zgromadzonego w aktach sprawy bez wątpienia wynika, iż prace wykonane przez powoda posiadały wady, jednak wynikało to z kilku czynników. Przede wszystkim projekt był równocześnie budowany i udostępniany użytkownikom, co wynikało z wcześniejszych opóźnień pozwanego w dostarczeniu niezbędnych materiałów. Nadmienić w tym miejscu należy, iż wszelkie zgłoszone wady były usuwane na bieżąco. Jak zaś wynika z korespondencji stron, ze względu na opóźnienia w realizacji prac etap testów akceptacyjnych obu zamówień został praktycznie pominięty. Powyższe zostało potwierdzone w opinii biegłego z zakresu informatyki, który podkreślił, że bez wątpienia dzieło nie było wolne od wad, jednak nie były to wady pomniejszające jego wartość.

Mając na uwadze wskazane okoliczności Sąd przychylił się do naszego stanowiska i uznał, że doszło do odbioru dzieła, zaś kolejne błędy i usterki były naprawiane w ramach gwarancji.

W tych okolicznościach Sąd uznał w całości za nieudowodnione twierdzenia pozwanego o zwłoce powoda w wykonaniu zobowiązania, dotyczące naliczenia kary umownej i zarzutu potrącenia oraz twierdzenia odnośnie wad dzieła. Zarzuty te nie znalazły potwierdzenia w żadnym z dowodów przeprowadzonych na wniosek pozwanego. Na podstawie korespondencji e-mailowej stron Sąd wyprowadził wniosek przeciwny do tego sugerowanego przez pozwanego.

Wobec powyższych ustaleń, Sąd uznał, iż w sprawie ziścił się warunek zastrzeżony w Umowie, zgodnie z którym powód nabył uprawnienie do żądania od pozwanego wynagrodzenia za wykonane dzieło. Przedstawione przez powoda faktury VAT wraz z innymi dowodami, przesądziły o uznaniu zasadności dochodzonego przez powoda roszczenia, wskazując na wysokość zobowiązania oraz termin zapłaty należności wynikających z poszczególnych faktur.

Biorąc zatem pod uwagę, że strona powodowa w niniejszym procesie udowodniła swoje roszczenie zarówno co do zasady, jak i wysokości, zaś pozwany nie przedstawił przekonujących dowodów, które wykazywałyby okoliczności przeciwne oraz nie wykazał, że naliczone kary umowne znajdują uzasadnienie faktyczne, Sąd zasądził zgodnie z żądaniem pozwu.

Tymczasem sprawa zawieszona, kilka dni temu została odwieszona. Sąd, w drugim procesie, będzie de facto po raz drugi rozstrzygał czy naliczanie kary umownej było zasadne. A podobno nie dwa razy o to samo…czyżby?

 

autor: Paulina Stańczak-Wypych – adwokat

Pozostałe wpisy

Noriet z Sądu: Ponad 400 000 zł zadośćuczynienia – omówienie naszej sprawy

Jedną z gałęzi spraw, którymi zajmujemy się w naszej kancelarii, są sprawy o zadośćuczynienie i odszkodowanie za krzywdy, które powstały na skutek wypadków komunikacyjnych. Z uwagi na to, że jest to kategoria spraw, która w dużej mierze bazuje na opiniach biegłych, które wpływają do akt w toku spraw sądowych, potrafią one trwać latami. Bardzo często klienci mocno zastanawiają [...]
30 grudnia, 2021
czytaj więcej

Obligacje: Hipoteka niejedno ma imię

Miesiąc listopad przyniósł nam wyrok zasądzający (na chwilę obecną – jeszcze nieprawomocny) w sprawie z powództwa naszej Kancelarii działającej w roli Administratora hipoteki ustanowionej na zabezpieczenie wyemitowanej serii obligacji przeciwko dłużnikom rzeczowym – właścicielom nieruchomości, na których ustanowione zostały hipoteki, niebędących emitentem tychże obligacji. Sprawa, [...]
2 grudnia, 2021
czytaj więcej

Noriet radzi: Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, czyli nakaz natychmiastowego opuszczenia mieszkania

Jak mówią „Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. Doświadczenie życiowe uczy bowiem, że dobre intencje (również ustawodawcy) niestety nie są wystarczające do tego, by działanie przyniosło pozytywne skutki. Bywa niekiedy tak, że zamierzenia rozmijają się z efektami albo prowadzą do czegoś zupełnie odwrotnego. Chociaż teorii spiskowych znalazłybyśmy w internecie mnóstwo, przyjmijmy jednak, że założenia ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie były dobre i absolutnie pożądane społecznie. Cel jest mianowicie taki: natychmiast odseparować kata od ofiary. Cel z pewnością szczytny i ważny. Czy jednak możemy powiedzieć, że uświęca on środki – wszelkie środki? Nawet takie, które stoją w sprzeczności z podstawowymi wolnościami i prawami człowieka? No bo przecież prawo i władza państwowa mogą w te sprzeczności w pewnym sensie wchodzić. Prawo karne – pozbawienie i ograniczenie wolności, prawo administracyjne – zakaz budowy domu na terenie przeznaczonym pod zabudowę związaną z przemysłem czy na terenie zalewowym. Przykładów mamy oczywiście mnóstwo, ale taka jest kolej rzeczy. Tak to już jest. Ale czy to jest ten przypadek? Wracając jednak do tematu ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, której zapisy miałyśmy wreszcie okazję przetestować w praktyce. Tytułem wstępu zaznaczmy, że każdy kto zawodowo uczestniczy w sądowych sprawach rodzinnych doskonale wie, że w parze ze sprawą o rozwód z orzekaniem o winie podejrzanie często idą sprawy karne o znęcanie się. Przyznajemy szczerze, że trudno nam uwierzyć że tak ogromny odsetek rozwodów miałby być spowodowany, aż tak ciężkimi przewinieniami jak znęcanie się nad małżonkiem. Wobec tego nasz subiektywny wniosek z obserwacji czynionych na salach sądowych, jest dość prosty i oczywisty, chociaż co jasne, niekoniecznie prawdziwy. Mianowicie wydaje nam się, że bardzo duża ilość spraw o znęcanie się jest zupełnie bezzasadna i wytaczana wyłącznie na potrzeby postępowania rozwodowego (argument – mój mąż/moja żona jest winny/a rozpadowi małżeństwa, bo przecież toczy się przeciwko jemu/jej postępowanie karne o znęcanie się – wydaje się rozwodzącym się małżonkom bardzo przekonujący) bądź też „działem bitewnym” dla jednego ze skłóconych małżonków (nie chcesz się zgodzić na moje warunki, to ja cię oskarżę o znęcanie). No i niestety wydaje się, że z narzędziem, o którym dzisiaj tu opowiemy, będzie nie tylko podobnie, ale może być dużo gorzej. Bo to na razie pokazała nam praktyka. Aby sprawa karna, np. taka o znęcanie się, znalazła swój finał w postaci prawomocnego wyroku skazującego musi minąć sporo czasu. Taką sprawą zajmie się kompleksowo prokuratura i sąd. Jeśli ktoś rzeczywiście jest winny znęcaniu się szansa na to, że nie zostanie skazany jest już bardzo mała. I to są bardzo poważne sprawy i poważne oskarżenia, których nikt nie może zbagatelizować, ale też, chociażby z uwagi na względnie wysokie zagrożenia karą, trudno uwierzyć, żeby w takim postępowaniu sądowym miało nastapićskazanie przy kompletnym braku dowodów, wbrew domniemaniu niewinności. Inaczej niestety i w naszej ocenie dużo gorzej, sprawa ma się w przypadku przedmiotowej ustawy. Zacznijmy więc od przepisów. Zgodnie z art. 11a ust. 1 ustawy z 29 lipca 2005 roku o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie (tj. z 24 sierpnia 2015 r. Dz.U. z 2015 r. poz. 1390) jeżeli członek rodziny wspólnie zajmujący mieszkanie, swoim zachowaniem polegającym na stosowaniu przemocy w rodzinie czyni szczególnie uciążliwym wspólne zamieszkiwanie, osoba dotknięta przemocą może żądać, aby sąd zobowiązał go do opuszczenia mieszkania.  Przepis ten w swoim zamierzeniu ma więc za zadanie chronić osoby dotknięte przemocą ze strony członka rodziny, które jednak nie mają możliwości uwolnić się od niego z uwagi na wspólne zamieszkiwanie. Cel, jak się wydaje, jest jeden: niezwłoczne odseparowanie poszkodowanego i oprawcy oraz zapobieżenie kontynuowania stosowania przemocy wobec rodziny. Przepis jest mocno interwencyjny, a skutki jego zastosowania daleko idące, stąd ustawodawca powinien przewidzieć bardzo skrupulatną i szczelną, uniemożliwiającą w jak najwyższym stopniu nadużycia tego prawa regulację. Mamy więc tu taki oto szereg przesłanek koniecznych do orzeczenia przez sąd opuszczenia przez daną osobę mieszkania: konieczność wspólnego zamieszkiwania sprawcy przemocy i osoby jej dotkniętą, szczególnie uciążliwy charakter zachowania sprawcywięzi rodzinne uczestników. Paragraf drugi wskazanego powyżej art. 11a, wskazuje, że ust. 1 stosuje się również w przypadku, gdy osoba dotknięta przemocą w rodzinie opuściła wspólnie zajmowane mieszkanie z powodu stosowania wobec niej przemocy w tym mieszkaniu oraz w sytuacji, w której małżonek, wstępny, zstępny, rodzeństwo, powinowaty w tej samej linii lub stopniu, osoba pozostająca w stosunku przysposobienia oraz jej małżonek, a także osoba pozostająca we wspólnym pożyciu oraz inna osoba stosująca przemoc w rodzinie, okresowo lub nieregularnie przebywa w mieszkaniu wspólnie z osobą dotkniętą przemocą w rodzinie. Tyle od ustawodawcy, a teraz kilka słów od praktyków, czyli od nas. Jak więc wyglądało de facto nasze pierwsze zetknięcie się z tymi zapisami w praktyce? Wyobraźmy sobie więc sobie małżonków, żyjących razem, mieszkających wspólnie z dziećmi w domu. Jedno z małżonków decyduje się jednak podjąć kroki zmierzające do uzyskania rozwodu i rozstania (w naszym przypadku – co podajemy jedynie dla kontekstu – powodem było jak się wydaje zakończenie więzi emocjonalnej i chęć rozpoczęcia nowego życia z innym partnerem). Wiadomo jednak, że od wizyty u prawnika (pozew rozwodowy) do wyprowadzki byłego małżonka (czyli rozwód, kontakty, władza rodzicielka, alimenty, podział majątku, egzekucja) to wiele, wiele lat. Jak by to więc wszystko przyspieszyć, żeby lata młodości, świetności, piękna cielesnego nie uciekały w tej małżeńskiej niedoli i pod dachem wspólnym z niekochanym już małżonkiem? Jak by tu pozbyć się tego niewygodnego członka rodziny? I w tym momencie wchodzi ona. Cała na biało. Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Tak. Widziałyśmy na własne prawnicze oczy, jak rękami tej właśnie ustawy małżonkowi naszego Klienta bez większego wysiłku (prawdopodobnie na podstawie porad udzielanych w internecie na forach dla kobiet), udało się pod nieobecność małżonka, którego ochoty nasz antybohater już więcej oglądać nie miał, zadzwonić na Policję (mógł też oczywiście stawić się na komisariacie), a następnie przedstawić siebie jako ofiarę domowej przemocy i zażądać odseparowania rzekomego oprawcy od ofiary na podstawie omawianej ustawy. Pewnie każdy w tym miejscu łapie się za głowę, bo przecież nikt nie uwierzy nam, kiedy nie mamy jakichkolwiek dowodów. Z resztą przecież nic w praworządnym państwie nie działa na wiarę. Nikt nie poczyni tak drastycznych kroków (wyrzucenie kogoś z domu na ulicę) bez udziału sądu, bez analizy przesłanek o których była wyżej mowa. Ale niestety – Policja może. Z pewnością niebawem napiszemy artykuł na temat problemów z jakimi borykać się muszą właściciele nieruchomości, w których przebywa niewłaściciel i nie chce takiej nieruchomości opuścić. Temat sytuacji ludzi bankrutujących z powodu braku możliwości eksmisji i bardzo – w naszej ocenie – niesprawiedliwego prawa w tej kwestii i co za tym idzie, temat bezczynności Policji, która stara się przy czynnościach dotyczących nieruchomości być bezstronna i nie wnikać w konflikt mający charakter sporu cywilnego, uczestniczyć tylko na zasadzie prewencyjnej i pilnując aby podczas płomiennych kłótni nikt nikogo nie pobił, wydaje nam się jakoś z tym o czym dzisiaj piszemy pokrewny. Póki co jednak zauważmy, że nawet więc gdyby Policja zastała w mieszkaniu dwie skłócone osoby, z których jedna posiadałaby zaopatrzony w klauzulę wykonalności wyrok eksmisyjny, a druga nie miałaby nic i twierdziła jedynie, że ona tu sobie jest i mogą jej wszyscy zrobić także dokładnie nic, to w jaki sposób Policja mogłaby pomóc? Co najpewniej by zrobiła? No właśnie – rzeczywiście okrągłe nic. A jak to jest w omawianym przypadku? Zacytowany powyżej fragment ustawy nie brzmi wcale aż tak drastycznie, bo przecież mamy tam Sąd, który zanim wyda decyzję, to wszystko zważy, przeanalizuje, sprawdzi czy wszystkie przesłanki zachodzą. Więc dlaczego my tu wciąż o Policji? I tu właśnie dochodzimy do sedna problemu. Otóż regulacje, o których tu mowa, a konkretniej dodany do ustawy o Policji art. 15aa ust. 1 nadaje, wobec osoby, która swoim zachowaniem polegającym na stosowaniu przemocy w rodzinie stwarza zagrożenie dla życia lub zdrowia osoby dotkniętej tą przemocą, bardzo szerokie uprawnienia Policji. Otóż na mocy powyższego przepisu, który w życie wszedł właśnie w maju 2020 r. policjant będzie miał prawo wydać nakaz natychmiastowego opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia lub zakaz zbliżania się do mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia. Policja może więc nakazać „przemocowcowi” natychmiastowe opuszczenie domu. Sprowadza się to do naklejenia przysłowiowej karteczki na drzwiach z napisem „zakaz wstępu”. Bez przeprowadzania postępowania dowodowego, bez nawet potrzeby uprawdopodobnienia przez pokrzywdzonego czy funkcjonariuszy, iż nastąpiły jakieś zdarzenia, bez świadków, bez wcześniejszych interwencji. Słowem więc, nawet bez najmniejszego śladu przemocy, można kogoś wyrzucić z jego własnego domu. Oczywiście, w dalszym, już sądowym, etapie następuje postępowanie dowodowe, które toczy się normalnie na sali sądowej przed zawodowym sędzią (co ciekawe, ale też logiczne w postępowaniu cywilnym). A co rzekomy „przemocowiec” potuła się po mieście jako faktycznie bezdomny, to już tylko jego.  Żeby była jasność – ktokolwiek stosuje wobec domowników, tj. czy to dzieci, czy też innych członków rodziny przemoc zagrażającą zdrowiu czy życiu, niechaj już nigdy do domu nie wraca (niech trafi tam gdzie jego miejsce, czyli do aresztu, a następnie więzienia). Intencją naszego artykułu jest jednak zwrócenie uwagi na to, że narzędzie ustawodawcze, w rękach osób wyrachowanych, może być zwyczajnie niebezpieczne, dlatego warto nad konstrukcją takiego narzędzia zastanowić się trochę głębiej, albo w ogóle go nie wprowadzać. Wracając do przesłanek zastosowania przepisu, warto jeszcze zwrócić uwagę na to, że ustawa stosuje pojęcie przemocy, która z pewnością jest zjawiskiem szerszym niż znęcanie się. Przemocą może być np. nadużywanie władzy rodzicielskiej, stosowanie przeważnie komunikatów odrzucających i poniżających, wyzwiska i wulgaryzmy, notoryczne zgłaszanie pretensji z błahych powodów, krytykowanie, wypowiadanie przeważnie negatywne ocen i komentarzy pod adresem członków rodziny, wprowadzanie nerwowej atmosfery w domu. Takie zachowania bez wątpienia wywołują cierpienie wśród domowników, naruszają ich godność osobistą, prawo do spokojnego życia rodzinnego oraz więzi rodzinnych. Na skutek takich zachowań domownicy nie czują się swobodnie we własnym domu, wciąż są narażeni na kolejne upokorzenia i poniżającą krytykę ze strony oprawcy i dla takich osób, wprowadzone ustawą narzędzie, bez wątpienia jest obecnie jednym ze skuteczniejszych metod na walkę z przemocowcami. Ale sami Państwo widziecie jak bardzo zachowania objęte tą definicją są ocenne. I czy to rzeczywiście powinna oceniać Policja? autor: Paulina Stańczak-Wypych i Aleksandra Zagajewska – adwokaciJak [...]
20 listopada, 2021
czytaj więcej

Noriet Rodzinnie: Rozprawa rozwodowa w wersji on-line

Celowo wstrzymywałam się z oceną rozpraw online do momentu, w którym przerobię ich wystarczająco dużo. Początkowo podchodziłam do nich jak pies do jeża, z ograniczonym zaufaniem i jedną wielką niechęcią. Tymczasem, w miarę upływu czasu, dostrzegam coraz więcej zalet takiej formy przeprowadzania rozpraw, o ile każdy uczestnik rozprawy faktycznie uczestniczy w [...]
8 listopada, 2021
czytaj więcej