Noriet radzi: czy pozwanie lekarza jest proste?

31 maja, 2021

Jedną z gałęzi prawa, na której swoje gniazdo postanowiła uwić sobie nasza kancelaria jest bieżąca obsługa przedsiębiorców, w ramach której przygotowujemy wszelkiego rodzaju umowy, wnioski do KRS czy też prowadzimy postępowania wszczynane z inicjatywy naszych klientów albo prowadzone przeciwko naszym klientom – czyli od A do Z.

Jednym z naszych klientów jest jedna z większych klinik leczniczych w Polsce. W zasadzie jej obsługa nie różniłaby się zupełnie niczym od obsługi pozostałych podmiotów, które reprezentujemy, gdyby nie fakt, że niektórzy z jej klientów niekiedy „wymyślają” podstawy do niezadowolenia z rzekomego braku efektów leczenia ortodontycznego. Historie klientów są naprawdę bogate a ich „niezadowolenie” krąży po przeróżnych obszarach. Czasami mają pretensje , że np. leczenie miało mieć 20 wizyt, a jednak ma ich 21, albo, że wybielenie zębów miało miało być przepustką do hasła reklamowego jednego z proszków do prania, a tymczasem jest nieco inaczej. Reasumując, niekiedy odnosimy wrażenie, że pacjenci chcieliby, aby leczenie np. ortodontyczne było jak kawa w parku Skaryszewskim w słoneczny dzień: miłe, szybkie i przyjemne, a zasady dotyczące ich zębów jest jak dwa plus dwa. Umówmy się: tak nie jest – każde leczenie jest indywidualne, o czym pacjenci są rzetelnie informowani na początku leczenia.

Na kanwie swojej nie-satysfakcji, zdarza się zatem pojedynczym pacjentom kierować roszczenia do lekarzy, w których domagają się dziesiątek tysięcy złotych tytułem odszkodowań za rzekome szkody, czy też zadośćuczynień za rzekome krzywdy wynikające z rzekomej winy naszego klienta. Żeby była jasność – nie twierdzę, że nie ma sytuacji, w których lekarze popełniają błąd. Twierdzę natomiast, że pacjentom zdarza się stawiać znak równości pomiędzy efektem leczenia, który odbiega od ich marzeń, z błędem medycznym. Zdarza się, że co niektórzy decydują się nawet na drogę sądową, przy czym akurat w naszym przypadku, nie zdarzyło się, aby finał takich historii był dla naszego klienta niekorzystny (ewentualnie raczej dla pacjentów, którzy kończą z kosztami sądowymi do zapłaty).

W dzisiejszym artykule spróbuje wyjaśnić Państwu, dlaczego nie jest to aż takie proste, aby obciążać winą lekarza za to, że nasze leczenie, nie doprowadziło do efektów jakie sobie wymarzyliśmy. Podkreślenia wymaga przede wszystkim fakt, iż umowa o świadczenie usług medycznych (czyli np. leczenie ortodontyczne) jest umową starannego działania, do której znajdują zastosowania przepisy art. 750 kc., nie zaś umową rezultatu. Oznacza to, iż lekarzowi wykonującemu zabieg, czy stosującemu terapię leczniczą, nie można przypisać odpowiedzialności za brak osiągnięcia wyniku (efektu) w postaci wyleczenia choroby, zlikwidowania dolegliwości bólowych, czy też poprawy stanu estetycznego. Innymi słowy – jeżeli zakładamy na zęby aparat z założeniem, że skończymy leczenie jak Julia Roberts, a tymczasem okazuje się, że owszem może i zęby są piękne i równe, ale jednak nie jesteśmy klonem wyżej wymienionej, to pretensji do lekarza mieć nie powinniśmy. Lekarz jest bowiem lekarzem, a nie cudotwórcą.

Art. 355 k.c. stanowi, że należyta staranność polega na zachowaniu ogólnie wymaganej staranności w stosunkach danego rodzaju, zaś w przypadku działania podmiotu gospodarczego uwzględnia się również charakter zawodowy tej działalności. Pojęcie to znajduje zastosowanie również do zawodu lekarza, który decydując się na wykonanie zabiegu, obowiązany jest tej staranności dochowywać.
Pogląd ten znajdziemy również w orzecznictwie sądowym, zgodnie z którym w zakresie działań lekarza, nie przyjmuje on odpowiedzialności za rezultat, o ile dochował należytych aktów staranności, takich jak poinformowanie Pacjenta o możliwych skutkach zabiegu, jego rodzaju, celu, możliwych do wystąpienia skutkach – tak aby Pacjent miał możliwość podjęcia w sposób świadomy decyzji co do zastosowania danego sposobu leczenia. Stąd wniosek, iż pacjent, który po przedstawieniu przez np. ortodontę wszystkich okoliczności istotnych dla przeprowadzenia danego rodzaju leczenia lub zabiegu decyduje się na niego, to ryzyko akceptuje.

Istota sporów na linii lekarz – pacjent sprowadza się z reguły do zbadania wystąpienia przesłanek odpowiedzialności cywilnej np. kliniki tudzież lekarza, poprzez wykazanie, czy w trakcie leczenia doszło do zawinionego zaniedbania bądź popełnienia błędu przez lekarza wykonującego leczenie.

Przepis art. 4 ustawy z 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty stanowi, że lekarz ma obowiązek wykonywać zawód zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej, dostępnymi mu metodami i środkami zapobiegania, rozpoznawania i leczenia chorób, zgodnie z zasadami etyki zawodowej oraz z należytą starannością. Naruszenie powyższych zasad może przybrać w szczególności postać błędu lekarskiego, polegającego bądź to na błędnym zdiagnozowaniu lub zakwalifikowaniu pacjenta do zabiegu (błąd diagnostyczny), bądź też na nieprawidłowym, niezgodnym ze sztuką lekarską wykonaniu zabiegu lub leczeniu (błąd wykonawczy).
Z kolei ustawa z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta przewiduje, że pacjentowi przysługuje między innymi:
• prawo do świadczeń zdrowotnych odpowiadających wymaganiom aktualnej wiedzy medycznej (ar. 6 ust. 1), udzielanych z należytą starannością przez podmioty udzielające świadczeń zdrowotnych w warunkach odpowiadających określonym w odrębnych przepisach wymaganiom fachowym i sanitarnym (art. 8 zd. 1),
• prawo do informacji o swoim stanie zdrowia (art. 9 ust. 1)
• do wyrażenia zgody na udzielenie określonych świadczeń zdrowotnych lub odmowy takiej zgody (art. 16)
• prawo do dostępu do dokumentacji medycznej dotyczącej jego stanu zdrowia oraz udzielonych mu świadczeń zdrowotnych (art. 23).

W myśl natomiast art. 4 ust. 1 ww. ustawy w razie zawinionego naruszenia praw pacjenta sąd może przyznać poszkodowanemu odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę na podstawie art. 448 k.c.(wyłączona jest z tego dokumentacja medyczna).

Podstawę odpowiedzialności lekarza z tytułu czynu niedozwolonego bez wątpienia stanowią m.in. błędy diagnostyki, opieszałość w podejmowaniu czynności, zaniechania wykonania badań, czy też niedostateczne pouczenie pacjenta o ryzyku związanym ze stanem jego zdrowia, pod warunkiem jednak, że są przez niego zawinione.

Na gruncie prawa cywilnego winę można przypisać tylko wtedy, kiedy istnieją podstawy do negatywnej oceny zachowania z punktu widzenia obiektywnego, jak i subiektywnego. W obszarze deliktów prawa cywilnego mamy dwie postacie winy – umyślną i nieumyślną. Przy winie umyślnej sprawca ma świadomość szkodliwego skutku swojego działania i przewiduje go, a nastąpienie, celowo do niego zmierza. Przy winie nieumyślnej sprawca przewiduje możliwość wystąpienia szkodliwego skutku, lecz bezpodstawnie przypuszcza, że zdoła go uniknąć (niedbalstwo) albo nie przewiduje możliwości jego nastąpienia, choć powinien i może je przewidywać (lekkomyślność). W obu formach winy nieumyślnej mamy do czynienia z zaniechaniem, polegającym na niedołożeniu należytej staranności w stosunkach danego rodzaju, niezbędnej do uniknięcia skutku, którego sprawca nie chciał wywołać.

W doktrynie i orzecznictwie podkreśla się, że o przypisaniu winy, a tym samym i odpowiedzialności lekarza można mówić jedynie w sytuacjach, gdy porównanie postępowania lekarza z przyjętym standardem leczenia wypadnie na niekorzyść lekarza, gdy w jego działaniu można stwierdzić brak należytej staranności. Samo przyjęcie winy, nie decyduje jednakże o odpowiedzialności lekarza, jeżeli między jego zachowaniem, a szkodą nie ma związku przyczynowego. Nie wymaga się przy tym, aby związek przyczynowy pomiędzy postępowaniem lekarza, a powstałą szkodą został ustalony w sposób stuprocentowy. W tym miejscu pragnę tylko zauważyć, że w tego rodzaju procesach jest to najczęściej niemożliwe, ponieważ w świetle wiedzy medycznej w większości wypadków można mówić tylko o prawdopodobieństwie wysokiego stopnia, rzadko o pewności, czy wyłączności przyczyny. Jeżeli zachodzi zatem prawdopodobieństwo wysokiego stopnia, że działalnie lub zaniechanie lekarza było przyczyną szkody, można uznać związek przyczynowy za ustalony. Lekarz nie odpowiada natomiast za nadzwyczajne, nie do przewidzenia komplikacje oraz za inne, niepozostające w normalnym związku przyczynowym z jego postępowaniem skutki (wyrok Sądu Apelacyjnego w Białymstoku z dnia 7 marca 2013 r.,I ACa 879/12).

Dodam, że ciężar udowodnienia faktów mających dla rozstrzygnięcia sprawy istotne znaczenie (art. 6 k.c. i 227 k.p.c.) spoczywa na stronie, która z faktów tych wywodzi skutki prawne. Innymi słowy ten, kto powołując się na przysługujące mu prawo żąda czegoś od innej osoby, obowiązany jest udowodnić okoliczności faktyczne uzasadniające to żądanie. Twierdzenia, że pacjent poniósł szkodę i, że poniesiona przez niego szkoda wynikała z błędu medycznego winny zostać przez takiego pacjenta udowodniona (dowody, nie twierdzenia).

Jeżeli zatem lekarze zastosują prawidłowe leczenie, poinformują o ewentualnych negatywnych skutkach leczenia, które zostało przez nich przeprowadzone z zachowaniem należytych i najwyższych standardów, kompleksowo, uwzględniając zakres koniecznych do wykonania badań, to znaczy, że lekarze prowadzący dane leczenie dołożyli należytej staranności podczas wykonywania czynności zawodowych.

W świetle powyższych okoliczności faktycznych oraz prawnych, wywodzone niekiedy przez roszczeniowych pacjentów (jest to garstka, mikroprocent) roszczenia zwykle zostają uznane za nieuzasadnione. To dlatego, że leczenie ortodontyczne, to nie jest zamówienie krzesła, które ma bezwzględnie wyglądać w określony sposób i ma mieć określone wymiary. Wykonawca krzesła, jest bowiem w stanie przewidzieć, jak bowiem będzie mniej więcej zachowywał się określony rodzaj drewna, lekarz ortodonta takiej wiedzy co do danych zębów niestety mieć nie będzie. Stąd też odpowiedzialność lekarzy została uregulowana w sposób, jaki został opisany w przedmiotowym artykule – lekarze odpowiadają za udowodnione błędy, a nie za brak efektów jakich oczekiwałby od nich pacjent.

autor: Paulina Stańczak-Wypych – adwokat

Pozostałe wpisy

Noriet z Sądu: Panie Listonoszu, ja dzisiaj nie odbieram

Ustawa z dnia 4 lipca 2019 r. o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw, która weszła w życie w przeważającej części w dniach 21 sierpnia 2019 r. i 7 listopada 2019 r., wprowadziła istotne zmiany dotyczące doręczania przesyłek sądowych zawierających w szczególności pierwsze pismo w sprawie, jakim zazwyczaj jest pozew lub wniosek. I chociaż zdecydowanie [...]
2 września, 2021
czytaj więcej

Obligacje: Co mogło pójść nie tak?

I żyli razem długo i szczęśliwie. Tak powinna kończyć się każda inwestycja. Niestety – nie zawsze tak jest. Jak coś się dzieje nietak, to żyli długo – owszem, ale niekoniecznie szczęśliwie.  Spokojniej jednak przyjmuje się pewne scenariusze, będąc uprzednio świadomym ich ewentualnego wystąpienia, niż budzi się z ręką w nocniku. Dzisiaj subiektywny przegląd ewentualnych [...]
1 września, 2021
czytaj więcej

Obligacje: Rozwód emitenta obligacji z administratorem zabezpieczeń

To nie pierwszy mój raz kiedy zagadki prawa kapitałowego próbuję rozwiązywać i tłumaczyć poprzez porównania z sytuacjami życiowymi. Dzisiaj idąc znowu w kwestie rodzinne, a nawet prawnorodzinne chciałabym porównać cały proces emisji obligacji korporacyjnych z zabezpieczeniem, z punktu widzenia relacji administratora zabezpieczeń i emitenta takich obligacji, do instytucji małżeństwa. [...]
3 sierpnia, 2021
czytaj więcej

Noriet Rodzinnie: Rozwód bez zgody współmałżonka

Ostatnimi czasy obserwujemy w kancelarii wzmożoną ilość spraw rozwodowych, w których pozwany małżonek nie wyraża zgody na rozwód. Przyczyny wymieniane przez blokujących rozwód małżonków naszych klientów wyczerpują chyba pełne ich spektrum: raz mowa o względach religijnych, raz o dozgonnej miłości do małżonka pozywającego, a ostatnio zdarzyło nam się nawet spotkać ze stanowiskiem: [...]
30 czerwca, 2021
czytaj więcej