Noriet z Sądu: Ponad 400 000 zł zadośćuczynienia – omówienie naszej sprawy

30 grudnia, 2021

Jedną z gałęzi spraw, którymi zajmujemy się w naszej kancelarii, są sprawy o zadośćuczynienie i odszkodowanie za krzywdy, które powstały na skutek wypadków komunikacyjnych. Z uwagi na to, że jest to kategoria spraw, która w dużej mierze bazuje na opiniach biegłych, które wpływają do akt w toku spraw sądowych, potrafią one trwać latami.

Bardzo często klienci mocno zastanawiają się czy swoje sprawy w ogóle oddawać w ręce sądów. Ubezpieczyciele proponują przecież na starcie kilka tysięcy złotych, które dla niektórych ludzi stanowią „zachętę” do rezygnacji z walki o swoje prawa. Zawsze przedstawiamy naszym klientom koszty i czas prowadzenia takich spraw, wskazując równolegle, że to zwyczajnie się co do zasady opłaca. W toku naszej praktyki, nie zdarzyło nam się w zasadzie, żeby ktoś na swojej sprawie sądowej wyszedł gorzej, niż wyszedłby akceptując warunki proponowane przez ubezpieczycieli, zanim sprawa trafiała do sądu. 

Dzisiaj przedstawimy jedną z takich spraw, którą zainicjowaliśmy w 2014 roku i skończyliśmy kilka tygodni temu. Jej tłem jest historia wypadku, w którym jeden z uczestników nieumyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym w ten sposób, że jadąc prawym pasem ruchu nie zachował szczególnej ostrożności podczas jazdy, w wyniku czego nie ustąpił pierwszeństwa innemu pojazdowi, kierowanemu przez naszego klienta, doprowadzając do zderzenia pojazdów mechanicznych. W wyniku zderzenia pojazdy zostały zniszczone, a nasz klient poniósł liczne obrażenia ciała.

U naszego klienta rozpoznano uraz wielonarządowy. Odnotowano, że doszło do złamania obu kończyn górnych i złamania prawej kończyny dolnej. Po przyjęciu do szpitala wykonano repozycje barku lewego.

Poszkodowany hospitalizowany był na oddziale intensywnej terapii, gdzie prowadzono leczenie polegające na oddechu wspomaganym. Powód był zaintubowany i podłączony do respiratora. W dniu kolejnych dniach poddany został operacji w celu przeprowadzenia zabiegu stabilizacji. Kilkanaście dni późniejwykonano operację stabilizacji złamanej kości piszczelowej prawej gwoździem śródszpikowym ryglowanym CHM, zdeponowania i zespolenia złamanej kostki bocznej płytą CHM, zespolenia złamania kostki przyśrodkowej dwoma drutami Kirschnera. Następnie powód hospitalizowany był na oddziale ortopedycznym. Powód przebył jeszcze trzy operacje.

Powód wypisany został ze szpitala z zaleceniami chodzenia o kulach pachowych z częściowym odciążaniem kończyny dolnej lewej, oszczędzającego trybu życia, ćwiczeń wg schematu przekazanego w oddziale, kontroli w poradni ortopedycznej. Przez kolejne lata, życie powoda zdeterminowane było przez operacje, zabiegi, rehabilitacje i konsultacje.

Wobec powoda orzeczono umiarkowany stopień niepełnosprawności.

Powód w chwili wypadku był przed 40tką, był kawalerem i oczekiwał na przyjście na świat swojego dziecka.

Po wyjściu ze szpitala po 9 tygodniach od wypadku, powód poruszał się na wózku inwalidzkim. Po wypadku powód przez ok. 3-4 miesiące nie mógł samodzielnie jeść. Przez około rok nie mógł samodzielnie się myć, odbywało się to stopniowo z pomocą żony. Przez rok nie mógł przygotowywać posiłków. Nie mógł samodzielnie się ubierać.  Brat nosił powoda na rękach do wanny, żona go karmiła, ubierała, myła i wykonywała wszelkie podstawowe czynności dnia codziennego.

Powód odczuwa stały ból kręgosłupa, obydwu nadgarstków, okresowy ból barku lewego oraz innych części ciała. U powoda występują ograniczenia ruchomości. 

Opisane powyżej urazy te spowodowały 100 % stałego uszczerbku na zdrowiu, w tym: 15 % w wyniku następstw złamania kręgosłupa szyjnego (złamanie kręgu C1), powodujących ograniczenia ruchów, bez powstania zesztywnienia; 15% uszczerbek spowodowały następstwa złamania kręgosłupa piersiowego (złamania kilku kręgów), powodujące ograniczenia ruchów, bez powstania zesztywnienia; 5% następstwa urazu barku prawego, z ograniczeniem odwodzenia powyżej kąta prostego; 10% następstwa urazu nadgarstka prawego, skutkującego znacznym zniekształceniem, gdyż doszło do zagięcia osi w kierunku grzbietowym i promieniowym, ze skróceniem kości promieniowej (bez zmian troficznych i krążeniowych); 30% staw rzekomy kości promieniowej lewej, który przedłużył czas gojenia i pogorszył sprawność – nadgarstek jest praktycznie sztywny, a rotacja przedramienia zerowa; 5% częściowa amputacja paliczka dystalnego wskaziciela lewego (strona dominująca); 20% następstwa złamania kości w obrębie podudzia i stawu skokowego prawego, powikłane martwicą skóry, wymagającym leczenia przeszczepami. Występuje znaczne ograniczenie ruchu zgięcia stawu skokowego i brak jest ruchów rotacyjnych, jednak ruchy stawu kolanowego są nieograniczone. U powoda występują blizny.

Rokowanie na przyszłość jest złe. U powoda należy liczyć się z rozwojem zmian zwyrodnieniowych pourazowych w obrębie nadgarstka lewego i prawego oraz stawu skokowego prawego, które mogą rozwijać się w ciągu 10-15 lat i będą powodować dalsze ograniczenia.

Pod względem neurologicznym powód wskutek następstw urazów i wypadku doznał 5% trwałego uszczerbku na zdrowiu ze względu na zaburzenia adaptacyjne, które nie wywołany trwałych uszkodzeń ośrodkowego układu nerwowego; 15% z powodu uszkodzenia kręgosłupa w odcinku szyjnym (kłykcia potylicznego lewego i łuku C1 po stronie lewej leczonego stabilizacją z następowym jej usunięciem) powodującego ograniczenie ruchomości powyżej 20 stopni; 10% z powodu złamania 5 wyrostków bocznych prawych kręgów Th2-Th6; 10% ze względu na uszkodzenia kręgosłupa powikłane obecnością ciała obcego. Urazowe zespołu korzonkowe (bólowe, ruchowe, czuciowe lub mieszane) spowodowały u powoda 15% uszczerbek na zdrowiu w zakresie kręgosłupa szyjnego, 5% w zakresie piersiowym odcinku kręgosłupa, 10% w zakresie odcinka lędźwiowo – krzyżowego. Nawracający zespół bólowy w zakresie stawu barkowego lewego po przebytym całkowitym zwichnięciu w stawie spowodował uszczerbek w wysokości 5%. Uszczerbek w związku z ograniczeniem, zniekształceniem nadgarstka prawego 15%, lewego 20%. Uszkodzenie powypadkowe przedramienia lewego, powikłane stawem rzekomym, przewlekłym stanem zapalnym spowodowało uszczerbek w wysokości 10%, uszkodzenie opuszki palca wskazującego dominującego 3%, złamanie prawej kości strzałki i kości piszczelowej 5%, złamanie kości bocznej prawej, powikłane znacznym ograniczeniem ruchów stawu skokowego i zaburzeniami czucia.

Aktualnie ciągle obecne są u powoda cechy łagodnie obniżonego nastroju wraz z przeżywaniem lęku i zaburzeniami snu. Powód obecnie nie wymaga leczenia psychiatrycznego ani psychologicznego. Rokowanie co do ustąpienia zaburzeń psychicznych jest niekorzystne wobec długotrwałego charakteru doznanych urazów po wypadku. Stan psychiczny powoda jest w znacznej mierze zależny od jego kondycji fizycznej i ograniczeń wynikających ze skutków odniesionych obrażeń. W przypadku pogłębiania się skutków obrażeń doznanych w wyniku wypadku należy liczyć się z pogorszeniem stanu psychicznego, który będzie mógł wymagać pomocy psychologicznej i leczenia psychiatrycznego.

Przechodząc do analizy prawnej wskazać należy, że na gruncie odpowiedzialności cywilnoprawnej, odpowiedzialność deliktowa posiadacza pojazdu mechanicznego, którego kierowca spowodował wypadek, uregulowana została w art. 436 k.c., która na zasadzie treści art. 436 § 2 k.c. nakazuje stosować zasady ogólne odpowiedzialności deliktowej za szkodę wyrządzoną z winy sprawcy szkody (art. 415 k.c.). Do przesłanek odpowiedzialności deliktowej należą więc: zdarzenie, z którym system prawny wiąże odpowiedzialność, szkoda i związek przyczynowy między owym zdarzeniem, a szkodą. Uwzględniając zaś, że odpowiedzialność ubezpieczyciela na podstawie obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadacza pojazdu jest taka sama jak posiadacza pojazdu, ocenie będą więc podlegały przesłanki, o których mowa powyżej. 

W myśl art. 822 § 1 k.c. przez umowę ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej ubezpieczyciel zobowiązuje się do zapłacenia określonego w umowie odszkodowania za szkody wyrządzone osobom trzecim, wobec których odpowiedzialność za szkodę ponosi ubezpieczający albo ubezpieczony. Art. 34 ust. 1 ustawy z 22 maja 2003 r. stanowi natomiast, że z ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych przysługuje odszkodowanie, jeżeli posiadacz lub kierujący pojazdem mechanicznym są obowiązani do odszkodowania za wyrządzoną w związku z ruchem tego pojazdu szkodę, której następstwem jest śmierć, uszkodzenie ciała, rozstrój zdrowia bądź też utrata, zniszczenie lub uszkodzenie mienia, przy czym zgodnie z art. 36 ust. 1 zd. 1 odszkodowanie ustala się i wypłaca w granicach odpowiedzialności cywilnej posiadacza lub kierującego pojazdem mechanicznym, najwyżej jednak do ustalonej w umowie ubezpieczenia sumy gwarancyjnej. Jak wynika z art. 822 § 4 k.c. uprawniony do odszkodowania w związku ze zdarzeniem objętym umową ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej może dochodzić roszczenia bezpośrednio od ubezpieczyciela. Potwierdzeniem powyższej zasady jest norma art. 19 ust. 1 cytowanej ustawy, zgodnie z którą poszkodowany w związku ze zdarzeniem objętym umową ubezpieczenia obowiązkowego odpowiedzialności cywilnej może dochodzić roszczeń bezpośrednio od zakładu ubezpieczeń.

W toku sprawy pozwany nie kwestionował zasady swojej odpowiedzialności akcesoryjnej za skutki wypadku ani swojej legitymacji biernej w sprawie. Uznał swoją odpowiedzialność już w procesie likwidacji szkody, wypłacając powodowi z tytułu zadośćuczynienia kwotę 45 097,11 zł, przyjmując że powód w 50% przyczynił się do szkody.

Pozwany kwestionował za to wysokość zadośćuczynienia żądaną przez powoda, wskazując, że wypłacone dotychczas kwoty w toku postępowania likwidacyjnego skompensowały doznaną szkodę. 

Sporna między stronami była również kwestia przyczynienia się przez powoda do skutków przedmiotowego wypadku. Zdaniem pozwanego, powód przyczynił się do wypadku albowiem poruszał się z przekroczeniem dozwolonej prędkości.

Zgodnie z art. 362 k.c., jeżeli poszkodowany przyczynił się do powstania lub zwiększenia szkody, obowiązek jej naprawienia ulega odpowiedniemu zmniejszeniu stosownie do okoliczności, a zwłaszcza do stopnia winy obu stron. 

Orzecznictwo wykształciło akceptowaną w praktyce definicję przyczynienia, zgodnie z którą przyczynieniem się jest każde zachowanie się poszkodowanego pozostające w normalnym związku przyczynowym ze szkodą, za którą ponosi odpowiedzialność inna osoba. Ocena, czy skutek jest normalny, powinna się opierać na konkretnych okolicznościach faktycznych danej sprawy, przy uwzględnieniu zasad doświadczenia życiowego. Każdy stan faktyczny podlega badaniu w sposób indywidualny, przy uwzględnieniu wszystkich elementów, które są istotne dla oceny, czy w danym przypadku stwierdzonemu powiązaniu kauzalnemu można przypisać cechę normalności w rozumieniu art. 361 § 1 k.c. Przyczynienie się do szkody występuje wtedy, gdy na podstawie stanu faktycznego sprawy uzasadniony jest wniosek, że bez udziału poszkodowanego szkoda by nie powstała lub nie przybrałaby ustalonych rozmiarów. Uznanie przyczynienia się za kategorię obiektywną oznacza, że nie należą do jej treści elementy podmiotowe, takie jak wina lub jej brak. Mają one natomiast znaczenie dla stopnia zmniejszenia odszkodowania, co w praktyce zwykle nazywa się „stopniem przyczynienia się poszkodowanego”(por. wyrok SN z dnia 3 lipca 2008 r., IV CSK 127/08, Legalis nr 316472, wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 25 marca 2015 r., sygn. akt I ACa 1040/14, LEX nr 1668584).

W przedmiotowej sprawie zostało wykazane, że powód poruszał się z przekroczeniem dozwolonej prędkości. 

Sąd uznał, że zachowanie powoda polegające na jeździe w terenie zabudowanym z prędkością o 23-33 km/h wyższą niż dopuszczalna jest niewątpliwie nieprawidłowe. Przepis art. 20 ust. 1 Prawa o ruchu drogowym (obowiązujący w dacie wypadku) stanowił, że prędkość dopuszczalna pojazdu na obszarze zabudowanym w godzinach 5:00 -23:00 wynosi 50 km/h.

Sad dostrzegł jednak, że w szczególności z opinii biegłego wynikało, że przekroczenie przez powoda prędkości administracyjnie dopuszczalnej nie miało wpływu na zaistnienie zdarzenia. W opinii biegły wskazał, że gdyby w momencie zdarzenia poszkodowany poruszał się z dozwoloną na tym terenie prędkością to i tak nie miałby szans uniknięcia wypadku. Czas zagrożenia był krótszy niż 1 sekunda, a zatem był to czas krótszy niż czas reakcji psychomotorycznej kierowcy motocykla i czas zadziałania układu hamulcowego. Kierujący motocyklem nie miał czasu na jakąkolwiek reakcję bez względu na to z jaką prędkością się poruszał. Nie miał możliwości wykonać żadnego skutecznego manewru obronnego przed zderzeniem. Podnieść jednak należy, że jednocześnie biegły wskazał, że przy niższej prędkości kolizyjnej prawdopodobnie mniejsza byłaby ciężkość obrażeń motocyklisty.

W oparciu o zasady doświadczenia życiowego, jak i w świetle opinii biegłego nie ulega wątpliwości, że prędkość z jaką dochodzi do kolizji pojazdów ma wpływ na obrażenia doznane przez osoby w niej uczestniczące. Sąd miał na uwadze, że z opinii biegłego wynika, że wskutek zderzenia odrzut ciała powoda wynosił 44 m. W przypadku poruszania się przez niego z prędkością 50 km/h, odrzut ten, jak wskazał biegły, wynosiłby 15-20 m, byłby zatem o połowę mniejszy, co z dużym prawdopodobieństwem wpłynęłoby na charakter czy nawet rozmiar urazów doznanych przez powoda.

Pomiędzy zachowaniem powoda, który poruszał się z wyższą niż dopuszczalna prędkość, a doznanymi przez niego w wyniku wypadku urazami zachodzi zwykły związek przyczynowy, tak więc należy stwierdzić, że poszkodowany przyczynił się do zwiększenia rozmiarów szkody. Istnieją zatem podstawy do ograniczenia jego roszczeń. 

Zdaniem Sądu, w przedmiotowej sprawie zachowanie poszkodowanego, stanowi współprzyczynę skutków wypadku, która uzasadnia przyjęcie jego przyczynienia się do tych skutków w 10%. Powód w chwili wypadku był dorosłym człowiekiem i powinien zdawać sobie sprawę z możliwych konsekwencji podróżowania z przekroczeniem dopuszczalnej prędkości. Konsekwencje takie – jak już wskazano możliwe do przewidzenia – w przedmiotowej sprawie nastąpiły. W ocenie Sądu, brak jest jakichkolwiek przyczyn mogących usprawiedliwić zachowanie powoda i zdjąć z niego współodpowiedzialność za skutki wypadku. 

W ocenie Sądu brak jest podstaw by przyjmować stopień przyczynienia powoda na wyższym niż 10% poziomie. Podkreślić należy, że gdyby powód poruszał się z prędkością dopuszczalną to odrzut jego ciała byłby na poziomie 15-20 metrów. Upadek przy prędkości motocykla 50 km/h na odległość 15-20 metrów również z pewnością spowodowałby obrażenia, w szczególności obrażenia ortopedyczne. Brak jest podstaw do przyjęcia, że nie doszłoby do opisanych w stanie faktycznym złamań kończyn. 

W konsekwencji Sąd ocenił za słuszne co do zasady żądanie powoda zasądzenia zadośćuczynienia pieniężnego w związku z krzywdą doznaną wskutek wypadku 
z dnia 14 kwietnia 2012 r. na podstawie art. 445 § 1 k.c. w zw. z art. 444 k.c. 

Świadczenie należne tytułem doznanej krzywdy niemajątkowej każdorazowo jest wyliczane indywidualnie w konkretnej sprawie przy uwzględnieniu okoliczności w niej zaistniałych, a związanych wyłącznie z rozmiarem krzywdy stanowiącej następstwo czynu niedozwolonego. Użyte w art. 445 § 1 k.c. wyrażenie „odpowiednia suma” zawiera już w sobie przyznanie niemożności ścisłego ustalenia zadośćuczynienia ze względu na istotę krzywdy. Dlatego przy ustaleniu zadośćuczynienia nie stosuje się automatyzmu, a każda krzywda jest oceniana przez pryzmat konkretnych okoliczności sprawy. Na rozmiar krzywdy mają przede wszystkim wpływ zakres i rodzaj rozstroju zdrowia, czas trwania cierpień, ewentualnie ich nieodwracalny charakter, długotrwałość i przebieg procesu leczenia, wiek pokrzywdzonego, intensywność ujemnych doznań fizycznych 
i psychicznych, rokowania na przyszłość, poczucie nieprzydatności społecznej (wyrok SN z dnia 1 kwietnia 2004 r., sygn. akt II CK 131/03). Kwota zadośćuczynienia powinna uwzględniać wszystkie okoliczności konkretnej sprawy. Pozostawiona składowi orzekającemu swoboda w ustalaniu wysokości zadośćuczynienia pozwala uwzględnić indywidualne właściwości i subiektywne odczucia osoby pokrzywdzonej w rozpoznawanej sprawie (wyrok SN z dnia 19 maja 1998 r., II CKN 756/97). Wysokość zadośćuczynienia nie może mieć charakteru symbolicznego, lecz odczuwalny ekonomicznie wymiar dla tego, kto doznał krzywdy. Z drugiej strony nie może prowadzić ono do „wzbogacenia się” osoby pokrzywdzonej na skutek żądania wygórowanej kwoty zadośćuczynienia w stosunku do doznanych krzywd (wyrok SN z dnia 20 kwietnia 2006 r., IV CSK 99/05).

Biorąc pod uwagę wskazane dyrektywy, Sąd ocenił wysokość należnego Powodowi zadośćuczynienia na kwotę 500 000 zł, które ze względu na przyczynienie się powoda do rozmiarów szkody podlegało pomniejszeniu o 10% tj. do kwoty 450 000 zł. Uwzględniając wypłaconą przez pozwanego w postępowaniu likwidacyjnym kwotę 45 097,11 zł z tego tytułu, Sąd zasądził na rzecz powoda dalszą kwotę 404 902,89 zł.

Sąd podzielił pogląd kancelarii i uwzględnił drastyczne skutki wypadku dla zdrowia powoda oraz okoliczność, iż dotknęły go w dość młodym wieku i w znacznym zakresie mają charakter trwały. Powód w wyniku wypadku doznał dotkliwych i trwałych urazów zwłaszcza w zakresie kręgosłupa, obu kończyn górnych i kończyny dolnej prawej, które wymagały przeprowadzenia 11 operacji i spowodowały konieczność zmiany trybu życia przez powoda.

U powoda do chwili obecnej utrzymuje się dysfunkcja obu kończyn górnych i prawej kończyny dolnej, która ogranicza możliwość wykonywania pracy i niektórych czynności dnia codziennego. Kończyny te są zniekształcone, ich ruchomość jest znacznie ograniczona. Ponadto prawa kończyna dolna jest krótsza o 2 cm od kończyny lewej, co powoduje zmniejszenie wydolności chodu i utykanie. Powód ma znaczne ograniczenie ruchomości w zakresie stawu skokowego prawego, zaburzenia czucia w zakresie kostki przyśrodkowej, a dodatkowo doszło do uszkodzenia naczyń stopy prawej. Kończyny górne powód może podnosić jedynie w ograniczonym zakresie. Brak ruchu szczypcowego powoduje, że powód ma kłopot z utrzymaniem w dłoni klucza, noża, długopisu itd., nie wykonuje też ruchu pisania. Z powodu uszkodzenia kręgosłupa w odcinku szyjnym u powoda występują obecnie znaczne ograniczenia ruchomości w zakresie kręgów C i LS, co powoduje, że powód nie może podnosić głowy czy skręcać jej na boki w pełnym zakresie.

W trakcie leczenia wystąpiły u powoda powikłania w postaci martwicy skóry podudzia prawego spowodowanego rozległym urazem bezpośrednim, wymagającego operacyjnego pokrycia ubytków skóry przeszczepem, a także powikłania w postaci krwawienia z tętnicy promieniowej przedramienia, co także wymagało leczenia w postaci operacyjnego podwiązania. Jak wynika z opinii biegłego ortopedy traumatologa powikłaniem było również powstanie stawu rzekomego przedramienia lewego, który znacznie przedłużył czas gojenia i pogorszył sprawność kończyny. U powoda występują także liczne blizny pooperacyjne.

W związku z powyższymi dolegliwościami powód nie może podejmować istotnej części aktywności, jakie mógłby podjąć, gdyby był zdrowy. Ze względu na stan zdrowia powód nie może w pełni zrealizować swoich planów życiowych, nie może w sposób satysfakcjonujący uczestniczyć w wychowaniu swoich dzieci, nie jest w stanie pracować fizycznie w gospodarstwie rolnym ani naprawiać maszyn rolniczych. Nie może też uprawiać sportów i oddawać się swoim hobby.

Sąd wziął pod uwagę, że spośród stwierdzonych medycznie skutków wypadku powód nie ma możliwości poprawy swego stanu zdrowia, gdyż ruchomość jest stale zmniejszona. Rokowanie na przyszłość co do poprawy stanu zdrowia jest złe. Z opinii biegłego ortopedy wynika, że u powoda liczyć się należy z rozwojem zmian zwyrodnieniowych pourazowych w obrębie nadgarstka lewego i prawego oraz stawu skokowego prawego, które mogą rozwijać się w ciągu 10-15 lat i będą powodować dalsze ograniczenia. Jednocześnie w przypadku pogłębiania się skutków obrażeń doznanych w wyniku wypadku należy liczyć się z pogorszeniem stanu psychicznego.

Powód nadal doznaje cierpień fizycznych związanych z przebytym wypadkiem w postaci okresowych bólów kręgosłupa w odcinku szyjnym oraz lędźwiowym, obydwu nadgarstków, barku lewego i w zakresie stawu skokowego prawego.

Wskutek wypadku pogorszeniu uległ stan psychiczny powoda, u którego występują zaburzenia lękowo – depresyjne. Powód subiektywnie źle znosił oszpecenie ciała wywołane wypadkiem. Szpecące blizny negatywnie wpływają na samoocenę powoda i powodują ciągły stres.

Oczywiście przy rozstrzyganiu o wysokości zadośćuczynienia Sąd wziął pod uwagę także przemijające skutki wypadku, których doświadczył powód – hospitalizację, operacje, rehabilitację, ograniczenia możliwości przemieszczania się, konieczność pomocy osób trzecich.

Bezspornym pozostaje też, iż powód przeżywał cierpienia fizyczne, odczuwając ból oraz dyskomfort związany z przebywaniem w placówkach medycznych, 
a następnie z częściowym uzależnieniem od opieki rodziny. 

W świetle powyższego nie ulega wątpliwości, że krzywda doznana przez powoda wskutek wypadku była ogromna. Sąd ustalając zakres zadośćuczynienia miał na uwadze fakt, iż wskutek doznanych obrażeń sprawny, młody, aktywny towarzysko człowiek stał się w nieodwracalny sposób osobą niepełnosprawną – następstwa wypadku wywołały u niego negatywne konsekwencje dotyczące codziennego funkcjonowania oraz powstałych schorzeń chirurgicznych, ortopedycznych, neurologicznych i psychologicznych. W świetle opinii biegłych, łączny uszczerbek na zdrowiu powoda doznany w wyniku wypadku wynosi ponad 100%. 

Sąd podziela poglądy wyrażone w orzecznictwie, iż mierzenie krzywdy wyłącznie stopniem uszczerbku na zdrowiu stanowi niedopuszczalne uproszczenie 
i nie znajduje oparcia w treści art. 445 § 1 k.c. Z doświadczenia życiowego wynika jednak, że z reguły im większy jest stopień uszczerbku na zdrowiu (rozstroju zdrowia) tym większe cierpienia poszkodowanego, a zatem wielkość trwałego uszczerbku na zdrowiu ma pewien wpływ na wysokość zadośćuczynienia (zob. uzasadnienie wyroku Sądu Apelacyjnego w Katowicach z 18 lutego 1998 r., I ACa 715/97, OSA 1999/2/7).

Wskazane czynniki ukształtowały ocenę Sądu w zakresie należnego stronie zadośćuczynienia. Sąd kierował się przy tym zapatrywaniem, że funkcją zadośćuczynienia jest kompensacja krzywdy, choć nie może ono prowadzić do nadmiernego wzbogacenia w stosunku do rozmiaru uszczerbku. 

Sąd zasądził na rzecz powoda odsetki ustawowe za opóźnienie od dnia 
24 grudnia 2013 r. do dnia zapłaty, oddalając roszczenie odsetkowe za wcześniejszy okres.

Sąd nie podzielił stanowiska strony pozwanej, że odsetki zasądzone winny być od daty wyrokowania, gdyż strona powodowa uprzednio wezwała pozwanego do spełnienia świadczenia w toku postępowania likwidacyjnego. Podkreślić należy, że przyznanie odsetek dopiero od dnia wyrokowania powodowałoby, że ubezpieczyciele zwlekaliby z wydaniem odpowiednich decyzji, a art. 817 k.c. jednoznacznie wskazuje w jakim terminie ubezpieczyciel obowiązany jest do naprawienia szkody. W niniejszej sprawie w dniu 23 grudnia 2013 r. wydana została decyzja, na podstawie której częściowo uwzględniono żądanie powoda, przyznając mu dodatkowo kwotę 35 097,11 zł tytułem zadośćuczynienia. W tej dacie pozwany miał podstawy do ustalenia krzywdy doznanej przez powoda na skutek wypadku. Już w tej dacie pozwany dysponował prywatną opinią lekarza ortopedy, z której wynikało, że powód doznał 126% uszczerbku na zdrowiu. Pozwany dysponował już materiałem pozwalającym na ustaleniu zakresu krzywdy doznanej przez powoda, stąd orzeczenie wydane przez Sąd w pełni korespondowało ze stanowiskiem naszej kancelarii, które przedstawiliśmy w sprawie.

autor: Paulina Stańczak-Wypych – adwokat

Pozostałe wpisy

Noriet z Sądu: Ponad 400 000 zł zadośćuczynienia – omówienie naszej sprawy

Jedną z gałęzi spraw, którymi zajmujemy się w naszej kancelarii, są sprawy o zadośćuczynienie i odszkodowanie za krzywdy, które powstały na skutek wypadków komunikacyjnych. Z uwagi na to, że jest to kategoria spraw, która w dużej mierze bazuje na opiniach biegłych, które wpływają do akt w toku spraw sądowych, potrafią one trwać latami. Bardzo często klienci mocno zastanawiają [...]
30 grudnia, 2021
czytaj więcej

Obligacje: Hipoteka niejedno ma imię

Miesiąc listopad przyniósł nam wyrok zasądzający (na chwilę obecną – jeszcze nieprawomocny) w sprawie z powództwa naszej Kancelarii działającej w roli Administratora hipoteki ustanowionej na zabezpieczenie wyemitowanej serii obligacji przeciwko dłużnikom rzeczowym – właścicielom nieruchomości, na których ustanowione zostały hipoteki, niebędących emitentem tychże obligacji. Sprawa, [...]
2 grudnia, 2021
czytaj więcej

Noriet radzi: Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, czyli nakaz natychmiastowego opuszczenia mieszkania

Jak mówią „Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. Doświadczenie życiowe uczy bowiem, że dobre intencje (również ustawodawcy) niestety nie są wystarczające do tego, by działanie przyniosło pozytywne skutki. Bywa niekiedy tak, że zamierzenia rozmijają się z efektami albo prowadzą do czegoś zupełnie odwrotnego. Chociaż teorii spiskowych znalazłybyśmy w internecie mnóstwo, przyjmijmy jednak, że założenia ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie były dobre i absolutnie pożądane społecznie. Cel jest mianowicie taki: natychmiast odseparować kata od ofiary. Cel z pewnością szczytny i ważny. Czy jednak możemy powiedzieć, że uświęca on środki – wszelkie środki? Nawet takie, które stoją w sprzeczności z podstawowymi wolnościami i prawami człowieka? No bo przecież prawo i władza państwowa mogą w te sprzeczności w pewnym sensie wchodzić. Prawo karne – pozbawienie i ograniczenie wolności, prawo administracyjne – zakaz budowy domu na terenie przeznaczonym pod zabudowę związaną z przemysłem czy na terenie zalewowym. Przykładów mamy oczywiście mnóstwo, ale taka jest kolej rzeczy. Tak to już jest. Ale czy to jest ten przypadek? Wracając jednak do tematu ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, której zapisy miałyśmy wreszcie okazję przetestować w praktyce. Tytułem wstępu zaznaczmy, że każdy kto zawodowo uczestniczy w sądowych sprawach rodzinnych doskonale wie, że w parze ze sprawą o rozwód z orzekaniem o winie podejrzanie często idą sprawy karne o znęcanie się. Przyznajemy szczerze, że trudno nam uwierzyć że tak ogromny odsetek rozwodów miałby być spowodowany, aż tak ciężkimi przewinieniami jak znęcanie się nad małżonkiem. Wobec tego nasz subiektywny wniosek z obserwacji czynionych na salach sądowych, jest dość prosty i oczywisty, chociaż co jasne, niekoniecznie prawdziwy. Mianowicie wydaje nam się, że bardzo duża ilość spraw o znęcanie się jest zupełnie bezzasadna i wytaczana wyłącznie na potrzeby postępowania rozwodowego (argument – mój mąż/moja żona jest winny/a rozpadowi małżeństwa, bo przecież toczy się przeciwko jemu/jej postępowanie karne o znęcanie się – wydaje się rozwodzącym się małżonkom bardzo przekonujący) bądź też „działem bitewnym” dla jednego ze skłóconych małżonków (nie chcesz się zgodzić na moje warunki, to ja cię oskarżę o znęcanie). No i niestety wydaje się, że z narzędziem, o którym dzisiaj tu opowiemy, będzie nie tylko podobnie, ale może być dużo gorzej. Bo to na razie pokazała nam praktyka. Aby sprawa karna, np. taka o znęcanie się, znalazła swój finał w postaci prawomocnego wyroku skazującego musi minąć sporo czasu. Taką sprawą zajmie się kompleksowo prokuratura i sąd. Jeśli ktoś rzeczywiście jest winny znęcaniu się szansa na to, że nie zostanie skazany jest już bardzo mała. I to są bardzo poważne sprawy i poważne oskarżenia, których nikt nie może zbagatelizować, ale też, chociażby z uwagi na względnie wysokie zagrożenia karą, trudno uwierzyć, żeby w takim postępowaniu sądowym miało nastapićskazanie przy kompletnym braku dowodów, wbrew domniemaniu niewinności. Inaczej niestety i w naszej ocenie dużo gorzej, sprawa ma się w przypadku przedmiotowej ustawy. Zacznijmy więc od przepisów. Zgodnie z art. 11a ust. 1 ustawy z 29 lipca 2005 roku o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie (tj. z 24 sierpnia 2015 r. Dz.U. z 2015 r. poz. 1390) jeżeli członek rodziny wspólnie zajmujący mieszkanie, swoim zachowaniem polegającym na stosowaniu przemocy w rodzinie czyni szczególnie uciążliwym wspólne zamieszkiwanie, osoba dotknięta przemocą może żądać, aby sąd zobowiązał go do opuszczenia mieszkania.  Przepis ten w swoim zamierzeniu ma więc za zadanie chronić osoby dotknięte przemocą ze strony członka rodziny, które jednak nie mają możliwości uwolnić się od niego z uwagi na wspólne zamieszkiwanie. Cel, jak się wydaje, jest jeden: niezwłoczne odseparowanie poszkodowanego i oprawcy oraz zapobieżenie kontynuowania stosowania przemocy wobec rodziny. Przepis jest mocno interwencyjny, a skutki jego zastosowania daleko idące, stąd ustawodawca powinien przewidzieć bardzo skrupulatną i szczelną, uniemożliwiającą w jak najwyższym stopniu nadużycia tego prawa regulację. Mamy więc tu taki oto szereg przesłanek koniecznych do orzeczenia przez sąd opuszczenia przez daną osobę mieszkania: konieczność wspólnego zamieszkiwania sprawcy przemocy i osoby jej dotkniętą, szczególnie uciążliwy charakter zachowania sprawcywięzi rodzinne uczestników. Paragraf drugi wskazanego powyżej art. 11a, wskazuje, że ust. 1 stosuje się również w przypadku, gdy osoba dotknięta przemocą w rodzinie opuściła wspólnie zajmowane mieszkanie z powodu stosowania wobec niej przemocy w tym mieszkaniu oraz w sytuacji, w której małżonek, wstępny, zstępny, rodzeństwo, powinowaty w tej samej linii lub stopniu, osoba pozostająca w stosunku przysposobienia oraz jej małżonek, a także osoba pozostająca we wspólnym pożyciu oraz inna osoba stosująca przemoc w rodzinie, okresowo lub nieregularnie przebywa w mieszkaniu wspólnie z osobą dotkniętą przemocą w rodzinie. Tyle od ustawodawcy, a teraz kilka słów od praktyków, czyli od nas. Jak więc wyglądało de facto nasze pierwsze zetknięcie się z tymi zapisami w praktyce? Wyobraźmy sobie więc sobie małżonków, żyjących razem, mieszkających wspólnie z dziećmi w domu. Jedno z małżonków decyduje się jednak podjąć kroki zmierzające do uzyskania rozwodu i rozstania (w naszym przypadku – co podajemy jedynie dla kontekstu – powodem było jak się wydaje zakończenie więzi emocjonalnej i chęć rozpoczęcia nowego życia z innym partnerem). Wiadomo jednak, że od wizyty u prawnika (pozew rozwodowy) do wyprowadzki byłego małżonka (czyli rozwód, kontakty, władza rodzicielka, alimenty, podział majątku, egzekucja) to wiele, wiele lat. Jak by to więc wszystko przyspieszyć, żeby lata młodości, świetności, piękna cielesnego nie uciekały w tej małżeńskiej niedoli i pod dachem wspólnym z niekochanym już małżonkiem? Jak by tu pozbyć się tego niewygodnego członka rodziny? I w tym momencie wchodzi ona. Cała na biało. Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Tak. Widziałyśmy na własne prawnicze oczy, jak rękami tej właśnie ustawy małżonkowi naszego Klienta bez większego wysiłku (prawdopodobnie na podstawie porad udzielanych w internecie na forach dla kobiet), udało się pod nieobecność małżonka, którego ochoty nasz antybohater już więcej oglądać nie miał, zadzwonić na Policję (mógł też oczywiście stawić się na komisariacie), a następnie przedstawić siebie jako ofiarę domowej przemocy i zażądać odseparowania rzekomego oprawcy od ofiary na podstawie omawianej ustawy. Pewnie każdy w tym miejscu łapie się za głowę, bo przecież nikt nie uwierzy nam, kiedy nie mamy jakichkolwiek dowodów. Z resztą przecież nic w praworządnym państwie nie działa na wiarę. Nikt nie poczyni tak drastycznych kroków (wyrzucenie kogoś z domu na ulicę) bez udziału sądu, bez analizy przesłanek o których była wyżej mowa. Ale niestety – Policja może. Z pewnością niebawem napiszemy artykuł na temat problemów z jakimi borykać się muszą właściciele nieruchomości, w których przebywa niewłaściciel i nie chce takiej nieruchomości opuścić. Temat sytuacji ludzi bankrutujących z powodu braku możliwości eksmisji i bardzo – w naszej ocenie – niesprawiedliwego prawa w tej kwestii i co za tym idzie, temat bezczynności Policji, która stara się przy czynnościach dotyczących nieruchomości być bezstronna i nie wnikać w konflikt mający charakter sporu cywilnego, uczestniczyć tylko na zasadzie prewencyjnej i pilnując aby podczas płomiennych kłótni nikt nikogo nie pobił, wydaje nam się jakoś z tym o czym dzisiaj piszemy pokrewny. Póki co jednak zauważmy, że nawet więc gdyby Policja zastała w mieszkaniu dwie skłócone osoby, z których jedna posiadałaby zaopatrzony w klauzulę wykonalności wyrok eksmisyjny, a druga nie miałaby nic i twierdziła jedynie, że ona tu sobie jest i mogą jej wszyscy zrobić także dokładnie nic, to w jaki sposób Policja mogłaby pomóc? Co najpewniej by zrobiła? No właśnie – rzeczywiście okrągłe nic. A jak to jest w omawianym przypadku? Zacytowany powyżej fragment ustawy nie brzmi wcale aż tak drastycznie, bo przecież mamy tam Sąd, który zanim wyda decyzję, to wszystko zważy, przeanalizuje, sprawdzi czy wszystkie przesłanki zachodzą. Więc dlaczego my tu wciąż o Policji? I tu właśnie dochodzimy do sedna problemu. Otóż regulacje, o których tu mowa, a konkretniej dodany do ustawy o Policji art. 15aa ust. 1 nadaje, wobec osoby, która swoim zachowaniem polegającym na stosowaniu przemocy w rodzinie stwarza zagrożenie dla życia lub zdrowia osoby dotkniętej tą przemocą, bardzo szerokie uprawnienia Policji. Otóż na mocy powyższego przepisu, który w życie wszedł właśnie w maju 2020 r. policjant będzie miał prawo wydać nakaz natychmiastowego opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia lub zakaz zbliżania się do mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia. Policja może więc nakazać „przemocowcowi” natychmiastowe opuszczenie domu. Sprowadza się to do naklejenia przysłowiowej karteczki na drzwiach z napisem „zakaz wstępu”. Bez przeprowadzania postępowania dowodowego, bez nawet potrzeby uprawdopodobnienia przez pokrzywdzonego czy funkcjonariuszy, iż nastąpiły jakieś zdarzenia, bez świadków, bez wcześniejszych interwencji. Słowem więc, nawet bez najmniejszego śladu przemocy, można kogoś wyrzucić z jego własnego domu. Oczywiście, w dalszym, już sądowym, etapie następuje postępowanie dowodowe, które toczy się normalnie na sali sądowej przed zawodowym sędzią (co ciekawe, ale też logiczne w postępowaniu cywilnym). A co rzekomy „przemocowiec” potuła się po mieście jako faktycznie bezdomny, to już tylko jego.  Żeby była jasność – ktokolwiek stosuje wobec domowników, tj. czy to dzieci, czy też innych członków rodziny przemoc zagrażającą zdrowiu czy życiu, niechaj już nigdy do domu nie wraca (niech trafi tam gdzie jego miejsce, czyli do aresztu, a następnie więzienia). Intencją naszego artykułu jest jednak zwrócenie uwagi na to, że narzędzie ustawodawcze, w rękach osób wyrachowanych, może być zwyczajnie niebezpieczne, dlatego warto nad konstrukcją takiego narzędzia zastanowić się trochę głębiej, albo w ogóle go nie wprowadzać. Wracając do przesłanek zastosowania przepisu, warto jeszcze zwrócić uwagę na to, że ustawa stosuje pojęcie przemocy, która z pewnością jest zjawiskiem szerszym niż znęcanie się. Przemocą może być np. nadużywanie władzy rodzicielskiej, stosowanie przeważnie komunikatów odrzucających i poniżających, wyzwiska i wulgaryzmy, notoryczne zgłaszanie pretensji z błahych powodów, krytykowanie, wypowiadanie przeważnie negatywne ocen i komentarzy pod adresem członków rodziny, wprowadzanie nerwowej atmosfery w domu. Takie zachowania bez wątpienia wywołują cierpienie wśród domowników, naruszają ich godność osobistą, prawo do spokojnego życia rodzinnego oraz więzi rodzinnych. Na skutek takich zachowań domownicy nie czują się swobodnie we własnym domu, wciąż są narażeni na kolejne upokorzenia i poniżającą krytykę ze strony oprawcy i dla takich osób, wprowadzone ustawą narzędzie, bez wątpienia jest obecnie jednym ze skuteczniejszych metod na walkę z przemocowcami. Ale sami Państwo widziecie jak bardzo zachowania objęte tą definicją są ocenne. I czy to rzeczywiście powinna oceniać Policja? autor: Paulina Stańczak-Wypych i Aleksandra Zagajewska – adwokaciJak [...]
20 listopada, 2021
czytaj więcej

Noriet Rodzinnie: Rozprawa rozwodowa w wersji on-line

Celowo wstrzymywałam się z oceną rozpraw online do momentu, w którym przerobię ich wystarczająco dużo. Początkowo podchodziłam do nich jak pies do jeża, z ograniczonym zaufaniem i jedną wielką niechęcią. Tymczasem, w miarę upływu czasu, dostrzegam coraz więcej zalet takiej formy przeprowadzania rozpraw, o ile każdy uczestnik rozprawy faktycznie uczestniczy w [...]
8 listopada, 2021
czytaj więcej