Obligacje: Zabezpieczenie wierzytelności siódemkami, czyli tytuł tytułowi tyłem

8 stycznia, 2020

Jak już wiedzą doskonale czytelnicy naszego bloga, nasza kancelaria zajmuje się pełnieniem funkcji administratora zabezpieczeń obligacji emitowanych przez przeróżne podmioty prężnie działające na polskim rynku. Jako adwokaci często opiniujemy lub uczestniczymy bardziej całościowo w różnego rodzaju transakcjach, których elementem jest zabezpieczenie roszczeń finansowych jednej strony względem drugiej.

Mamy w związku z tym stale przed oczami cały przekrój zabezpieczeń stosowanych przez emitentów oraz w uproszczeniu mówiąc – pożyczkobiorców, celem zachęcenia potencjalnych inwestorów do oddania im na jakiś czas swych środków finansowych. Czyli ogólnie rzecz ujmując celem zminimalizowania ich ryzyka inwestycyjnego.

Rodzajów takich zabezpieczeń jest co najmniej kilka. Możemy w pierwszej kolejności wyodrębnić przedmioty zabezpieczenia. Mogą nimi być np. nieruchomości, akcje, udziały, ruchomości (samochody, całe floty, maszyny i urządzenia produkcyjne) ale także np. wierzytelności. Te ostatnie są popularnym przedmiotem zabezpieczenia wśród przede wszystkim spółek działających w obszarze szeroko pojętego rynku kapitałowego – np. firm zajmujących się pożyczami czy faktoringiem. Każdy – z reguły, bo o tym też za chwilę będzie mowa – zabezpiecza swoje długi na tym co ma. Deweloper najczęściej zabezpieczy inwestorów na działkach, na których zamierza budować, wypożyczalnia aut na flocie pojazdów, fabryka jachtów na formach do odlewu kadłubów, a firma skupująca wierzytelności na tych właśnie wierzytelnościach.

Kolejnym istotnym elementem układanki będzie sposób zabezpieczenia. Polskie prawo przewiduje cały szereg takich cudów jak hipoteki, zastawy zwykłe, zastawy rejestrowe, przewłaszczenia na zabezpieczenie, ale także poręczenia i uznawane przez wielu inwestorów za sposób zabezpieczenia moje tytułowe siódemki, czyli zobowiązanie się emitenta czy pożyczkobiorcy do złożenia w określonym terminie oświadczenia w formie aktu notarialnego o dobrowolnym poddaniu się egzekucji wprost z tegoż aktu notarialnego. W mojej osobistej ocenie taka czynność nie jest jednak zabezpieczeniem, a raczej ukłonem wobec inwestora, który może, ale wcale nie musi (co stanowi właśnie clue mojego artykułu) ułatwić inwestorowi odzyskanie wpłaconych środków.

No bo skąd w ogóle nazwa „siódemki”? Oczywiście chodzi o numer artykułu kodeksu postępowania cywilnego, który to jest źródłem całego zamieszania. Art. 777 kpc składa się bowiem z trzech paragrafów, z czego nas tutaj interesuje przede wszystkim paragraf 1, który to z kolei składa się z sześciu aż punktów, z czego dwa ostatnie są super istotne w kontekście omawianych sytuacji. Punkty 1 – 3 dotyczą bowiem wyroków wydawanych przez sądy, a 4 w praktyce stosowany jest raczej do obowiązku wydania określonych rzeczy niż zapłaty.

Art. 777
§ 1. Tytułami egzekucyjnymi są:
1) orzeczenie sądu prawomocne lub podlegające natychmiastowemu wykonaniu, jak również ugoda zawarta przed sądem;
1idx1) orzeczenie referendarza sądowego prawomocne lub podlegające natychmiastowemu wykonaniu;
2) (uchylony)
2idx1) (uchylony)
3) inne orzeczenia, ugody i akty, które z mocy ustawy podlegają wykonaniu w drodze egzekucji sądowej;
4) akt notarialny, w którym dłużnik poddał się egzekucji i który obejmuje obowiązek zapłaty sumy pieniężnej lub wydania rzeczy oznaczonych co do gatunku, ilościowo w akcie określonych, albo też wydania rzeczy indywidualnie oznaczonej, gdy w akcie wskazano termin wykonania obowiązku lub zdarzenie, od którego uzależnione jest wykonanie;
5) akt notarialny, w którym dłużnik poddał się egzekucji i który obejmuje obowiązek zapłaty sumy pieniężnej do wysokości w akcie wprost określonej albo oznaczonej za pomocą klauzuli waloryzacyjnej, gdy w akcie wskazano zdarzenie, od którego uzależnione jest wykonanie obowiązku, jak również termin, do którego wierzyciel może wystąpić o nadanie temu aktowi klauzuli wykonalności;
6) akt notarialny określony w pkt 4 lub 5, w którym niebędąca dłużnikiem osobistym osoba, której rzecz, wierzytelność lub prawo obciążone jest hipoteką lub zastawem, poddała się egzekucji z obciążonego przedmiotu w celu zaspokojenia wierzytelności pieniężnej przysługującej zabezpieczonemu wierzycielowi.

Co bowiem w normalnym toku czynności robimy, gdy chcemy odzyskać od dłużnika nasze pieniądze? I to bez względu na to czy to kontrahent nie wypłacił nam faktury, partner biznesowy nie zwrócił pożyczki czy też emitent nie wykupił w terminie obligacji. Otóż – idziemy do adwokata, który wnosi w naszym imieniu pozew przeciwko dłużnikowi, a po wygranej sprawie z wyrokiem sądu (tytułem egzekucyjnym – punkty 1-3 powołanego wyżej przepisu) pędzimy do komornika, który nasze pieniądze przymusem zabierze dłużnikowi i odda nam.

I tutaj pojawiają się pytania, które zada nam tenże mądry adwokat zanim owy pozew sporządzi. Czy przypadkiem nie mamy ustanowionego jakiegoś zabezpieczenia i czy przypadkiem nie mamy siódemek?

Już Państwo wiedzą co może być takim zabezpieczeniem i jaka może być jego forma. Każdy rozumie zapewne też jego sens. Skoro dłużnik nam nie płaci to możliwe niestety po prostu, że jest zły i nieuczciwy i puścił nas kantem, pławiąc się tymczasem niczym Sknerus Mac Kwacz w basenie wypełnionym milionami monet. Dużo bardziej jednak prawdopodobne, że coś mu w życiu nie wyszło i stracił płynność albo nawet mniejszą czy większą część lub co gorsza całość swojego majątku. I zwyczajnie nie ma z czego nam zapłacić. Tutaj faktycznie cudownym ratunkiem może się dla nas okazać np. hipoteka na jakiejś nieruchomości. Jako prawo rzeczowe, czyli związane ściśle z nieruchomością, na której zostało ustanowione, a nie z jej właścicielem umożliwi nam egzekucję z tej nieruchomości bez względu na to w czyje ręce przeszła. Tzn bez względu na to np. że w toku „tracenia całego majątku” dłużnik taką nieruchomość zbył. Czyli zabezpieczając się na takiej nieruchomości – przynajmniej w teorii – zabezpieczamy się przed takim bankructwem dłużnika, w wyniku którego nie pozostanie nam nic co komornik mógłby zabrać, żeby to spieniężyć i oddać kasę nam.

Co w takim kontekście dają nam siódemki? Otóż wcale nie aż tak bardzo dużo – dlatego właśnie, że nie są one tak na prawdę żadnym zabezpieczeniem. Siódemki nie pomogą nam w ogóle w sytuacji gdy dłużnik stanie się niewypłacalny.

Standardowe siódemki to w żargonie prawniczym i uproszczeniu papierek (akt notarialny), który możemy (po przeprowadzeniu odpowiedniej – kilkumiesięcznej procedury przedsądowej i sądowej) złożyć u komornika i na jej podstawie komornik ten będzie mógł wszcząć egzekucję. Zastępują one więc wyrok sądu – wydany po przeprowadzeniu postępowania sądowego, wszczętego w wyniku wniesienia przez powoda pozwu o zapłatę. Gdy jednak w majątku dłużnika nic nie pozostało, ani taki wyrok, ani siódemki nie pomogą w niczym.

Tylko, że tak jak wyżej wspomniałam, w omawianej sytuacji, w użyciu mamy dwa „rodzaje” siódemek. Art. 777 par. 1 pkt 5 kpc oraz art. 777 par. 1 pkt 6 kpc. I uwagi powyższe tyczą się tego pierwszego (pkt 5). Dłużnik, który złożył oświadczenie z art. 777 par. pkt 5 poddał się najpewniej egzekucji z całego swojego majątku, co oznacza, że takie oświadczenie zastępuje nam wyrok sądu. Nie musimy składać pozwu do sądu, żeby komornik mógł „wejść” na rachunki bankowe, zająć pojazdy, meble, nieruchomości na których nie ma hipotek innych niż nasza. Pięknie. A co z naszą hipoteką? Przecież miała nas zaspokajać bez względu nawet na to kto jest aktualnym właścicielem nieruchomości?

No i właśnie w tym tkwi szkopuł. Jeśli własność nieruchomości przeszła na kogoś innego lub była od początku własnością kogoś innego niż pożyczkobiorca/emitent (bo takie sytuacje są również bardzo powszechne i nie ma w nich z reguły przecież nic złego) to siódemki, na mocy których komornik może spieniężyć cały majątek DŁUŻNIKA (a nie właściciela nieruchomości, bo przecież to ktoś zupełnie inny) nie zadziałają (szczególnie w sytuacji gdy dłużnik zbankrutował i majątku nie ma wcale). A wtedy siódemki, które na początku wydawały się być niezawodnym środkiem do celu i w połączeniu z hipoteką sprawiały wrażenie, że „moja inwestycja jest bezpieczna w 100%, bo jak nie zapłacą to sprzedam nieruchomość, a ponieważ mam siódemki to potrwa to 3 dni” idą do śmietnika, a przed nami, lekką ręką, 3 lata mocno kosztownej batalii sądowej.

I tu jest miejsce na darmową poradę prawną – art. 777 par. 1 pkt 6 – gdy już się cieszycie, że macie hipotekę i siódemki, więc nic Wam nie straszne i macie dłużnika w garści to…
…proście o jeszcze jedne siódemki – z tego właśnie przepisu; idące w parze z uzgodnionym zabezpieczeniem. Punkt 6 to oświadczenie właściciela rzeczy stanowiącej zabezpieczenie o dobrowolnym poddaniu się egzekucji z aktu notarialnego, ale z ograniczeniem do przedmiotu zabezpieczenia. Bo to właśnie to ograniczenie pozwala komornikowi na dokonanie egzekucji z przedmiotu zabezpieczenia bez względu na to kto jest aktualnie tego przedmiotu właścicielem. Na podstawie ogólnego oświadczenia z punktu 5, gdzie emitent/pożyczkobiorca zobowiązuje się zapłacić jakąś kwotę komornik nie sprzeda nagle działki należącej do kogoś zupełnie innego, choćby nawet ujawniona w niej była na naszą rzecz hipoteka – komornik nie na takiej mocy. Wynika to z faktu, że tytuł z którego wynika obowiązek zapłaty jest inny w przypadku naszego pożyczkobiorcy/emitenta (tutaj będzie to odpowiednia umowa np. pożyczki czy też nabycie obligacji) a inny w przypadku np. właściciela nieruchomości obciążonej hipoteką (tytuł wynika już wyłącznie z hipoteki, bo to przecież nie ta osoba od nas pożyczyła bądź nie wykupiła w terminie obligacji). Stąd właśnie – z odrębności TYTUŁÓW wierzytelności – konieczność posiadania dwóch TYTUŁÓW egzekucyjnych w sytuacji gdy macie zabezpieczony rzeczowo dług.
Sytuacja, w której ta ostrożność się nie przyda jest taka, że przedmiot zabezpieczenia, czyli nasza przykładowa nieruchomość pozostaje przez cały czas w rękach emitenta/pożyczkobiorcy, ale nikt i nic Wam takiej sytuacji nigdy nie zagwarantuje. Bo nikt nikomu nie zabroni czegoś sprzedać. A nawet jeśli gdzieś, kiedyś ktoś się do tego zobowiąże, to… no cóż będzie nowe roszczenie do dochodzenia na drodze sądowej. Chleb dla nas…

Ostatnia sprawa o jakiej chciałabym przy okazji tego tematu wspomnieć odnosi się jeszcze do roli administratora zabezpieczenia w tym całym zamieszaniu. Może być bowiem tak, że np. taka hipoteka wpisana będzie nie na rzecz konkretnego wierzyciela, a na rzecz administratora. Nie będę w tym miejscu wyjaśniać jakie mogą być przyczyny takiego stanu rzeczy. Ciekawych odsyłam do naszego bloga. To administrator powinien być również „beneficjentem” siódemek. Szczególnie tych z punktu 6. Jest to kolejna rzecz na którą należy zwracać uwagę podpisując umowy i nabywając obligacje. Hipotekę „realizować” będzie administrator i tylko on będzie w ogóle mógł z niej korzystać, oczywiście na rachunek inwestorów, ale jednak on – w wyłącznie własnym imieniu. Żeby więc cokolwiek ułatwić i przyspieszyć siódemki muszą uprawniać do wystąpienia z wnioskiem o wszczęcie egzekucji bezpośrednio administratora.
Inaczej sytuacja wygląda w przypadku oświadczenia z art. 777 par. 1 pkt 5 – tutaj bowiem mamy dowolność i to wygoda inwestorów jest jedynym powodem dla którego warto wskazać administratora jako osobę na rzecz której dłużnik ma spłacić swój dług.

 

autor: Aleksandra Zagajewska – adwokat

Pozostałe wpisy

Noriet z Sądu: Ponad 400 000 zł zadośćuczynienia – omówienie naszej sprawy

Jedną z gałęzi spraw, którymi zajmujemy się w naszej kancelarii, są sprawy o zadośćuczynienie i odszkodowanie za krzywdy, które powstały na skutek wypadków komunikacyjnych. Z uwagi na to, że jest to kategoria spraw, która w dużej mierze bazuje na opiniach biegłych, które wpływają do akt w toku spraw sądowych, potrafią one trwać latami. Bardzo często klienci mocno zastanawiają [...]
30 grudnia, 2021
czytaj więcej

Obligacje: Hipoteka niejedno ma imię

Miesiąc listopad przyniósł nam wyrok zasądzający (na chwilę obecną – jeszcze nieprawomocny) w sprawie z powództwa naszej Kancelarii działającej w roli Administratora hipoteki ustanowionej na zabezpieczenie wyemitowanej serii obligacji przeciwko dłużnikom rzeczowym – właścicielom nieruchomości, na których ustanowione zostały hipoteki, niebędących emitentem tychże obligacji. Sprawa, [...]
2 grudnia, 2021
czytaj więcej

Noriet radzi: Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, czyli nakaz natychmiastowego opuszczenia mieszkania

Jak mówią „Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. Doświadczenie życiowe uczy bowiem, że dobre intencje (również ustawodawcy) niestety nie są wystarczające do tego, by działanie przyniosło pozytywne skutki. Bywa niekiedy tak, że zamierzenia rozmijają się z efektami albo prowadzą do czegoś zupełnie odwrotnego. Chociaż teorii spiskowych znalazłybyśmy w internecie mnóstwo, przyjmijmy jednak, że założenia ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie były dobre i absolutnie pożądane społecznie. Cel jest mianowicie taki: natychmiast odseparować kata od ofiary. Cel z pewnością szczytny i ważny. Czy jednak możemy powiedzieć, że uświęca on środki – wszelkie środki? Nawet takie, które stoją w sprzeczności z podstawowymi wolnościami i prawami człowieka? No bo przecież prawo i władza państwowa mogą w te sprzeczności w pewnym sensie wchodzić. Prawo karne – pozbawienie i ograniczenie wolności, prawo administracyjne – zakaz budowy domu na terenie przeznaczonym pod zabudowę związaną z przemysłem czy na terenie zalewowym. Przykładów mamy oczywiście mnóstwo, ale taka jest kolej rzeczy. Tak to już jest. Ale czy to jest ten przypadek? Wracając jednak do tematu ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, której zapisy miałyśmy wreszcie okazję przetestować w praktyce. Tytułem wstępu zaznaczmy, że każdy kto zawodowo uczestniczy w sądowych sprawach rodzinnych doskonale wie, że w parze ze sprawą o rozwód z orzekaniem o winie podejrzanie często idą sprawy karne o znęcanie się. Przyznajemy szczerze, że trudno nam uwierzyć że tak ogromny odsetek rozwodów miałby być spowodowany, aż tak ciężkimi przewinieniami jak znęcanie się nad małżonkiem. Wobec tego nasz subiektywny wniosek z obserwacji czynionych na salach sądowych, jest dość prosty i oczywisty, chociaż co jasne, niekoniecznie prawdziwy. Mianowicie wydaje nam się, że bardzo duża ilość spraw o znęcanie się jest zupełnie bezzasadna i wytaczana wyłącznie na potrzeby postępowania rozwodowego (argument – mój mąż/moja żona jest winny/a rozpadowi małżeństwa, bo przecież toczy się przeciwko jemu/jej postępowanie karne o znęcanie się – wydaje się rozwodzącym się małżonkom bardzo przekonujący) bądź też „działem bitewnym” dla jednego ze skłóconych małżonków (nie chcesz się zgodzić na moje warunki, to ja cię oskarżę o znęcanie). No i niestety wydaje się, że z narzędziem, o którym dzisiaj tu opowiemy, będzie nie tylko podobnie, ale może być dużo gorzej. Bo to na razie pokazała nam praktyka. Aby sprawa karna, np. taka o znęcanie się, znalazła swój finał w postaci prawomocnego wyroku skazującego musi minąć sporo czasu. Taką sprawą zajmie się kompleksowo prokuratura i sąd. Jeśli ktoś rzeczywiście jest winny znęcaniu się szansa na to, że nie zostanie skazany jest już bardzo mała. I to są bardzo poważne sprawy i poważne oskarżenia, których nikt nie może zbagatelizować, ale też, chociażby z uwagi na względnie wysokie zagrożenia karą, trudno uwierzyć, żeby w takim postępowaniu sądowym miało nastapićskazanie przy kompletnym braku dowodów, wbrew domniemaniu niewinności. Inaczej niestety i w naszej ocenie dużo gorzej, sprawa ma się w przypadku przedmiotowej ustawy. Zacznijmy więc od przepisów. Zgodnie z art. 11a ust. 1 ustawy z 29 lipca 2005 roku o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie (tj. z 24 sierpnia 2015 r. Dz.U. z 2015 r. poz. 1390) jeżeli członek rodziny wspólnie zajmujący mieszkanie, swoim zachowaniem polegającym na stosowaniu przemocy w rodzinie czyni szczególnie uciążliwym wspólne zamieszkiwanie, osoba dotknięta przemocą może żądać, aby sąd zobowiązał go do opuszczenia mieszkania.  Przepis ten w swoim zamierzeniu ma więc za zadanie chronić osoby dotknięte przemocą ze strony członka rodziny, które jednak nie mają możliwości uwolnić się od niego z uwagi na wspólne zamieszkiwanie. Cel, jak się wydaje, jest jeden: niezwłoczne odseparowanie poszkodowanego i oprawcy oraz zapobieżenie kontynuowania stosowania przemocy wobec rodziny. Przepis jest mocno interwencyjny, a skutki jego zastosowania daleko idące, stąd ustawodawca powinien przewidzieć bardzo skrupulatną i szczelną, uniemożliwiającą w jak najwyższym stopniu nadużycia tego prawa regulację. Mamy więc tu taki oto szereg przesłanek koniecznych do orzeczenia przez sąd opuszczenia przez daną osobę mieszkania: konieczność wspólnego zamieszkiwania sprawcy przemocy i osoby jej dotkniętą, szczególnie uciążliwy charakter zachowania sprawcywięzi rodzinne uczestników. Paragraf drugi wskazanego powyżej art. 11a, wskazuje, że ust. 1 stosuje się również w przypadku, gdy osoba dotknięta przemocą w rodzinie opuściła wspólnie zajmowane mieszkanie z powodu stosowania wobec niej przemocy w tym mieszkaniu oraz w sytuacji, w której małżonek, wstępny, zstępny, rodzeństwo, powinowaty w tej samej linii lub stopniu, osoba pozostająca w stosunku przysposobienia oraz jej małżonek, a także osoba pozostająca we wspólnym pożyciu oraz inna osoba stosująca przemoc w rodzinie, okresowo lub nieregularnie przebywa w mieszkaniu wspólnie z osobą dotkniętą przemocą w rodzinie. Tyle od ustawodawcy, a teraz kilka słów od praktyków, czyli od nas. Jak więc wyglądało de facto nasze pierwsze zetknięcie się z tymi zapisami w praktyce? Wyobraźmy sobie więc sobie małżonków, żyjących razem, mieszkających wspólnie z dziećmi w domu. Jedno z małżonków decyduje się jednak podjąć kroki zmierzające do uzyskania rozwodu i rozstania (w naszym przypadku – co podajemy jedynie dla kontekstu – powodem było jak się wydaje zakończenie więzi emocjonalnej i chęć rozpoczęcia nowego życia z innym partnerem). Wiadomo jednak, że od wizyty u prawnika (pozew rozwodowy) do wyprowadzki byłego małżonka (czyli rozwód, kontakty, władza rodzicielka, alimenty, podział majątku, egzekucja) to wiele, wiele lat. Jak by to więc wszystko przyspieszyć, żeby lata młodości, świetności, piękna cielesnego nie uciekały w tej małżeńskiej niedoli i pod dachem wspólnym z niekochanym już małżonkiem? Jak by tu pozbyć się tego niewygodnego członka rodziny? I w tym momencie wchodzi ona. Cała na biało. Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Tak. Widziałyśmy na własne prawnicze oczy, jak rękami tej właśnie ustawy małżonkowi naszego Klienta bez większego wysiłku (prawdopodobnie na podstawie porad udzielanych w internecie na forach dla kobiet), udało się pod nieobecność małżonka, którego ochoty nasz antybohater już więcej oglądać nie miał, zadzwonić na Policję (mógł też oczywiście stawić się na komisariacie), a następnie przedstawić siebie jako ofiarę domowej przemocy i zażądać odseparowania rzekomego oprawcy od ofiary na podstawie omawianej ustawy. Pewnie każdy w tym miejscu łapie się za głowę, bo przecież nikt nie uwierzy nam, kiedy nie mamy jakichkolwiek dowodów. Z resztą przecież nic w praworządnym państwie nie działa na wiarę. Nikt nie poczyni tak drastycznych kroków (wyrzucenie kogoś z domu na ulicę) bez udziału sądu, bez analizy przesłanek o których była wyżej mowa. Ale niestety – Policja może. Z pewnością niebawem napiszemy artykuł na temat problemów z jakimi borykać się muszą właściciele nieruchomości, w których przebywa niewłaściciel i nie chce takiej nieruchomości opuścić. Temat sytuacji ludzi bankrutujących z powodu braku możliwości eksmisji i bardzo – w naszej ocenie – niesprawiedliwego prawa w tej kwestii i co za tym idzie, temat bezczynności Policji, która stara się przy czynnościach dotyczących nieruchomości być bezstronna i nie wnikać w konflikt mający charakter sporu cywilnego, uczestniczyć tylko na zasadzie prewencyjnej i pilnując aby podczas płomiennych kłótni nikt nikogo nie pobił, wydaje nam się jakoś z tym o czym dzisiaj piszemy pokrewny. Póki co jednak zauważmy, że nawet więc gdyby Policja zastała w mieszkaniu dwie skłócone osoby, z których jedna posiadałaby zaopatrzony w klauzulę wykonalności wyrok eksmisyjny, a druga nie miałaby nic i twierdziła jedynie, że ona tu sobie jest i mogą jej wszyscy zrobić także dokładnie nic, to w jaki sposób Policja mogłaby pomóc? Co najpewniej by zrobiła? No właśnie – rzeczywiście okrągłe nic. A jak to jest w omawianym przypadku? Zacytowany powyżej fragment ustawy nie brzmi wcale aż tak drastycznie, bo przecież mamy tam Sąd, który zanim wyda decyzję, to wszystko zważy, przeanalizuje, sprawdzi czy wszystkie przesłanki zachodzą. Więc dlaczego my tu wciąż o Policji? I tu właśnie dochodzimy do sedna problemu. Otóż regulacje, o których tu mowa, a konkretniej dodany do ustawy o Policji art. 15aa ust. 1 nadaje, wobec osoby, która swoim zachowaniem polegającym na stosowaniu przemocy w rodzinie stwarza zagrożenie dla życia lub zdrowia osoby dotkniętej tą przemocą, bardzo szerokie uprawnienia Policji. Otóż na mocy powyższego przepisu, który w życie wszedł właśnie w maju 2020 r. policjant będzie miał prawo wydać nakaz natychmiastowego opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia lub zakaz zbliżania się do mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia. Policja może więc nakazać „przemocowcowi” natychmiastowe opuszczenie domu. Sprowadza się to do naklejenia przysłowiowej karteczki na drzwiach z napisem „zakaz wstępu”. Bez przeprowadzania postępowania dowodowego, bez nawet potrzeby uprawdopodobnienia przez pokrzywdzonego czy funkcjonariuszy, iż nastąpiły jakieś zdarzenia, bez świadków, bez wcześniejszych interwencji. Słowem więc, nawet bez najmniejszego śladu przemocy, można kogoś wyrzucić z jego własnego domu. Oczywiście, w dalszym, już sądowym, etapie następuje postępowanie dowodowe, które toczy się normalnie na sali sądowej przed zawodowym sędzią (co ciekawe, ale też logiczne w postępowaniu cywilnym). A co rzekomy „przemocowiec” potuła się po mieście jako faktycznie bezdomny, to już tylko jego.  Żeby była jasność – ktokolwiek stosuje wobec domowników, tj. czy to dzieci, czy też innych członków rodziny przemoc zagrażającą zdrowiu czy życiu, niechaj już nigdy do domu nie wraca (niech trafi tam gdzie jego miejsce, czyli do aresztu, a następnie więzienia). Intencją naszego artykułu jest jednak zwrócenie uwagi na to, że narzędzie ustawodawcze, w rękach osób wyrachowanych, może być zwyczajnie niebezpieczne, dlatego warto nad konstrukcją takiego narzędzia zastanowić się trochę głębiej, albo w ogóle go nie wprowadzać. Wracając do przesłanek zastosowania przepisu, warto jeszcze zwrócić uwagę na to, że ustawa stosuje pojęcie przemocy, która z pewnością jest zjawiskiem szerszym niż znęcanie się. Przemocą może być np. nadużywanie władzy rodzicielskiej, stosowanie przeważnie komunikatów odrzucających i poniżających, wyzwiska i wulgaryzmy, notoryczne zgłaszanie pretensji z błahych powodów, krytykowanie, wypowiadanie przeważnie negatywne ocen i komentarzy pod adresem członków rodziny, wprowadzanie nerwowej atmosfery w domu. Takie zachowania bez wątpienia wywołują cierpienie wśród domowników, naruszają ich godność osobistą, prawo do spokojnego życia rodzinnego oraz więzi rodzinnych. Na skutek takich zachowań domownicy nie czują się swobodnie we własnym domu, wciąż są narażeni na kolejne upokorzenia i poniżającą krytykę ze strony oprawcy i dla takich osób, wprowadzone ustawą narzędzie, bez wątpienia jest obecnie jednym ze skuteczniejszych metod na walkę z przemocowcami. Ale sami Państwo widziecie jak bardzo zachowania objęte tą definicją są ocenne. I czy to rzeczywiście powinna oceniać Policja? autor: Paulina Stańczak-Wypych i Aleksandra Zagajewska – adwokaciJak [...]
20 listopada, 2021
czytaj więcej

Noriet Rodzinnie: Rozprawa rozwodowa w wersji on-line

Celowo wstrzymywałam się z oceną rozpraw online do momentu, w którym przerobię ich wystarczająco dużo. Początkowo podchodziłam do nich jak pies do jeża, z ograniczonym zaufaniem i jedną wielką niechęcią. Tymczasem, w miarę upływu czasu, dostrzegam coraz więcej zalet takiej formy przeprowadzania rozpraw, o ile każdy uczestnik rozprawy faktycznie uczestniczy w [...]
8 listopada, 2021
czytaj więcej