Noriet Rodzinnie: Pytania na rozprawie rozwodowej

30 listopada, 2020

Biorąc pod uwagę niewątpliwie wzmożony ruch w wydziałach rozpatrujących sprawy o rozwód, postanowiliśmy przybliżyć Państwu nieco zagadnienie przebiegu rozprawy rozwodowej.

W dużej mierze to od Państwa przygotowania zależy to, czy sprawa przebiegnie sprawnie i szybko, czy też będzie ciągnąć się w nieskończoność, albowiem strony nie będą skupione na istocie sprawy, tylko na wzajemnych lękach, obawach i animozjach.

Zacznijmy jednak od początku.

Stawiacie się Państwo przed salą rozwodową i wasze myśli rzecz jasna kłębią się głównie wokół tego, co wasz mąż/żona najlepszego zrobi, albo co powie. Z reguły wasze wybrażenia nie pokrywają się z rzeczywistością, albowiem jeżeli obydwoje stoicie na stanowisku, że chcecie rozwodu, to naprawdę nie ma konieczności aby rozwlekać jakieś stare rany, co nikomu i niczemu nie służy – ani wam (chcecie się po prostu rozstać), ani sądowi (którego naprawdę nie interesują szczegóły waszych kłótni).

Wchodzicie w końcu na salę rozpraw. Sąd zweryfikuje kto stawił się na sali i rozpocznie przewód sądowy. Jeżeli na sali zjawił się świadek, będzie poproszony o opuszczenie sali rozpraw na czas odbierania Państwa stanowisk. Uwaga numer jeden: Sąd ma w aktach Państwa pisma, zna zatem wasze zdanie na temat rozwodu. Jeżeli jest spójne – w przypadku, w którym Sąd zapyta was na początku posiedzenia o wasze stanowisko, naprawdę nie musicie referować Sądowi całego pozwu. Wystarczy, że ograniczycie się do tego, że popieracie swoje stanowisko, które znajduje się w pozwie i, że w dalszym ciągu żądacie rozwodu. Druga strona – np. mąż – powie najpewniej coś podobnego.

Sąd obowiązkowo przesłucha Państwa jako stronę. Stajecie wówczas Państwo przy barierce, przedstawiacie swoje dane osobowe, zostajecie pouczeni o obowiązku mówienia prawdy i Sąd przystępuje do przesłuchania. Pytania na rozprawie rozwodowej są co do zasady podobne, przy czym mogą różnić się w zależności od okoliczności sprawy oraz od stylu pracy sędziego, jeden bowiem załatwi sprawę w 10 minut, zaś drugi będzie nieco drążył i dopytywał.

Początkowo można spodziewać się pytań o początki związku i jego przebieg. Pytania w tym zakresie to np. kiedy zawarli Państwo związek małżeński? Czy to pierwsze Państwa małżeństwo? Czy z małżeństwa są dzieci? W jakim są wieku? Czy mają Państwo dzieci pozamałżeńskie?

d będzie pytał być może o przebieg waszego związku, przy czym sygnalizuję, że jeżeli jesteście dogadani, to nie musicie roztaczać przed sądem wizji na temat tego dlaczego się nie udało. Wystarczy kilka suchych faktów, a jeżeli przyczyna rozwodu to zwyczajnie niedogadywanie się, z pewnością wystarczy ograniczyć się do wyjaśnienia, że po prostu nie dogadujecie się z uwagi na różnice charakterów, odmienne cele życiowe. Możecie wskazać, że np. różni się wasza wizja dotycząca związku, prowadzenia gospodarstwa domowego, wydawania pieniędzy itp. – sami wiecie przecież co was poróżniło. Tyle informacji z pewnością wystarczy. W kżadym razie Sąd może pytać o to jak długo trwała relacja przed ślubem, kiedy razem zamieszkaliście, kiedy i na jakim tle pojawiły się pierwsze spory.

Spodziewać należy się również pytań z zakresu kwestii majątkowych (szczególnie kiedy w sprawie pojawiają się alimenty), takich jak to czy były podpisywane umowy małżeńskie (np. rozdzielność majątkowa) albo czy majątek został podzielony. Sąd może pytać o to czy prowadzicie razem gospodarstwo domowe, a jeżeli nie, to od kiedy. Zakładam, że jeżeli się rozwodzicie to nie prowadzicie już go wspólnie, a wasze rozliczenia ograniczają się do utrzymania dzieci i opłacania rachunków, które generuje wspólny majątek. Sąd może was pytać o to, czy macie jakieś długi, a jeżeli tak, to jakie.

Z pytań, które pojawiają się w zasadzie na każdej rozprawie rozwodowej należy również przytoczyć te, które wypunktuję poniżej. Są to pytania, które cechują się dużą dawką emocjonalną, albowiem wiążą się z koniecznością mówienia de facto o sprawach intymnych i uczuciowych. Sąd będzie pytał z pewnością o to, kiedy ustało pożycie intymne oraz czy kocha Pan/Pani swojego małżonka. Będą również pytania o to czy podejmowaliście próbę ratowania swojego związku i czy widzi Pani/Pan szanse na pojednanie.

Z pewnością Sąd zapyta o to czy mieszkacie w dalszym ciągu razem oraz może zapytać czy jesteście już w nowym związku.

Jeżeli z waszego związku są dzieci, to Sąd z pewnością będzie chciał się przyjrzeć ich sytuacji. Dobro dzieci jest bowiem najważniejsze w Państwa związku, a wasze spory – z całym szacunkiem – są w hierarchii znacznie niżej niż wasze dzieci, co jest zrozumiałe. Sąd musi zatem dowiedzieć się jak obecnie wygląda sytuacja dzieci oraz czy wiedzą o waszym rozstaniu. Dodatkowo ustalenia wymaga to, czy w kwestiach dotyczących dzieci jesteście się w stanie porozumiewać na bieżąco oraz czy kontakty określone co do dzieci sprawdzają się i funkcjonują bez zarzutów. Sąd musi ustalić jakie dzieci mają relacje i więzi z każdym z rodziców oraz czy dzieci mają zaspokojone swoje potrzeby. Sąd z pewnością będzie dopytywał o koszty utrzymania dzieci, co się na nie składa itd.

Mamy nadzieje, że udało nam się nieco przybliżyć wam modelowy przykład klasycznego posiedzenia rozwodowego, przy czym oczywistym jest, że może on ewoluować w zależności od sprawy. Biorąc pod uwagę delikatność oraz emocjonalność takich postępowań bez wątpienia warto oddać prowadzenie takiej sprawy adwokatowi, który zadba o to, żeby od strony formalnej wszystko zostało prawidłowo przygotowane oraz przygotuje was do postępowania oraz do samej rozprawy rozwodowej. Trzymamy kciuki, żeby przyszło wam pracować z doświadczonymi pełnomocnikami, których obecność z pewnością usprawni przebieg takiego postępowania. Inną ważną kwestią w takich sprawach jest podział majątku. Nasz adwokat z Warszawy może pomóc przyjrzeć się bliżej tego typu sprawom i udzielić profesjonalnej porady. Zapraszamy!

autor: Paulina Stańczak-Wypych – adwokat

Pozostałe wpisy

Noriet z Sądu: Ponad 400 000 zł zadośćuczynienia – omówienie naszej sprawy

Jedną z gałęzi spraw, którymi zajmujemy się w naszej kancelarii, są sprawy o zadośćuczynienie i odszkodowanie za krzywdy, które powstały na skutek wypadków komunikacyjnych. Z uwagi na to, że jest to kategoria spraw, która w dużej mierze bazuje na opiniach biegłych, które wpływają do akt w toku spraw sądowych, potrafią one trwać latami. Bardzo często klienci mocno zastanawiają [...]
30 grudnia, 2021
czytaj więcej

Obligacje: Hipoteka niejedno ma imię

Miesiąc listopad przyniósł nam wyrok zasądzający (na chwilę obecną – jeszcze nieprawomocny) w sprawie z powództwa naszej Kancelarii działającej w roli Administratora hipoteki ustanowionej na zabezpieczenie wyemitowanej serii obligacji przeciwko dłużnikom rzeczowym – właścicielom nieruchomości, na których ustanowione zostały hipoteki, niebędących emitentem tychże obligacji. Sprawa, [...]
2 grudnia, 2021
czytaj więcej

Noriet radzi: Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, czyli nakaz natychmiastowego opuszczenia mieszkania

Jak mówią „Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. Doświadczenie życiowe uczy bowiem, że dobre intencje (również ustawodawcy) niestety nie są wystarczające do tego, by działanie przyniosło pozytywne skutki. Bywa niekiedy tak, że zamierzenia rozmijają się z efektami albo prowadzą do czegoś zupełnie odwrotnego. Chociaż teorii spiskowych znalazłybyśmy w internecie mnóstwo, przyjmijmy jednak, że założenia ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie były dobre i absolutnie pożądane społecznie. Cel jest mianowicie taki: natychmiast odseparować kata od ofiary. Cel z pewnością szczytny i ważny. Czy jednak możemy powiedzieć, że uświęca on środki – wszelkie środki? Nawet takie, które stoją w sprzeczności z podstawowymi wolnościami i prawami człowieka? No bo przecież prawo i władza państwowa mogą w te sprzeczności w pewnym sensie wchodzić. Prawo karne – pozbawienie i ograniczenie wolności, prawo administracyjne – zakaz budowy domu na terenie przeznaczonym pod zabudowę związaną z przemysłem czy na terenie zalewowym. Przykładów mamy oczywiście mnóstwo, ale taka jest kolej rzeczy. Tak to już jest. Ale czy to jest ten przypadek? Wracając jednak do tematu ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, której zapisy miałyśmy wreszcie okazję przetestować w praktyce. Tytułem wstępu zaznaczmy, że każdy kto zawodowo uczestniczy w sądowych sprawach rodzinnych doskonale wie, że w parze ze sprawą o rozwód z orzekaniem o winie podejrzanie często idą sprawy karne o znęcanie się. Przyznajemy szczerze, że trudno nam uwierzyć że tak ogromny odsetek rozwodów miałby być spowodowany, aż tak ciężkimi przewinieniami jak znęcanie się nad małżonkiem. Wobec tego nasz subiektywny wniosek z obserwacji czynionych na salach sądowych, jest dość prosty i oczywisty, chociaż co jasne, niekoniecznie prawdziwy. Mianowicie wydaje nam się, że bardzo duża ilość spraw o znęcanie się jest zupełnie bezzasadna i wytaczana wyłącznie na potrzeby postępowania rozwodowego (argument – mój mąż/moja żona jest winny/a rozpadowi małżeństwa, bo przecież toczy się przeciwko jemu/jej postępowanie karne o znęcanie się – wydaje się rozwodzącym się małżonkom bardzo przekonujący) bądź też „działem bitewnym” dla jednego ze skłóconych małżonków (nie chcesz się zgodzić na moje warunki, to ja cię oskarżę o znęcanie). No i niestety wydaje się, że z narzędziem, o którym dzisiaj tu opowiemy, będzie nie tylko podobnie, ale może być dużo gorzej. Bo to na razie pokazała nam praktyka. Aby sprawa karna, np. taka o znęcanie się, znalazła swój finał w postaci prawomocnego wyroku skazującego musi minąć sporo czasu. Taką sprawą zajmie się kompleksowo prokuratura i sąd. Jeśli ktoś rzeczywiście jest winny znęcaniu się szansa na to, że nie zostanie skazany jest już bardzo mała. I to są bardzo poważne sprawy i poważne oskarżenia, których nikt nie może zbagatelizować, ale też, chociażby z uwagi na względnie wysokie zagrożenia karą, trudno uwierzyć, żeby w takim postępowaniu sądowym miało nastapićskazanie przy kompletnym braku dowodów, wbrew domniemaniu niewinności. Inaczej niestety i w naszej ocenie dużo gorzej, sprawa ma się w przypadku przedmiotowej ustawy. Zacznijmy więc od przepisów. Zgodnie z art. 11a ust. 1 ustawy z 29 lipca 2005 roku o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie (tj. z 24 sierpnia 2015 r. Dz.U. z 2015 r. poz. 1390) jeżeli członek rodziny wspólnie zajmujący mieszkanie, swoim zachowaniem polegającym na stosowaniu przemocy w rodzinie czyni szczególnie uciążliwym wspólne zamieszkiwanie, osoba dotknięta przemocą może żądać, aby sąd zobowiązał go do opuszczenia mieszkania.  Przepis ten w swoim zamierzeniu ma więc za zadanie chronić osoby dotknięte przemocą ze strony członka rodziny, które jednak nie mają możliwości uwolnić się od niego z uwagi na wspólne zamieszkiwanie. Cel, jak się wydaje, jest jeden: niezwłoczne odseparowanie poszkodowanego i oprawcy oraz zapobieżenie kontynuowania stosowania przemocy wobec rodziny. Przepis jest mocno interwencyjny, a skutki jego zastosowania daleko idące, stąd ustawodawca powinien przewidzieć bardzo skrupulatną i szczelną, uniemożliwiającą w jak najwyższym stopniu nadużycia tego prawa regulację. Mamy więc tu taki oto szereg przesłanek koniecznych do orzeczenia przez sąd opuszczenia przez daną osobę mieszkania: konieczność wspólnego zamieszkiwania sprawcy przemocy i osoby jej dotkniętą, szczególnie uciążliwy charakter zachowania sprawcywięzi rodzinne uczestników. Paragraf drugi wskazanego powyżej art. 11a, wskazuje, że ust. 1 stosuje się również w przypadku, gdy osoba dotknięta przemocą w rodzinie opuściła wspólnie zajmowane mieszkanie z powodu stosowania wobec niej przemocy w tym mieszkaniu oraz w sytuacji, w której małżonek, wstępny, zstępny, rodzeństwo, powinowaty w tej samej linii lub stopniu, osoba pozostająca w stosunku przysposobienia oraz jej małżonek, a także osoba pozostająca we wspólnym pożyciu oraz inna osoba stosująca przemoc w rodzinie, okresowo lub nieregularnie przebywa w mieszkaniu wspólnie z osobą dotkniętą przemocą w rodzinie. Tyle od ustawodawcy, a teraz kilka słów od praktyków, czyli od nas. Jak więc wyglądało de facto nasze pierwsze zetknięcie się z tymi zapisami w praktyce? Wyobraźmy sobie więc sobie małżonków, żyjących razem, mieszkających wspólnie z dziećmi w domu. Jedno z małżonków decyduje się jednak podjąć kroki zmierzające do uzyskania rozwodu i rozstania (w naszym przypadku – co podajemy jedynie dla kontekstu – powodem było jak się wydaje zakończenie więzi emocjonalnej i chęć rozpoczęcia nowego życia z innym partnerem). Wiadomo jednak, że od wizyty u prawnika (pozew rozwodowy) do wyprowadzki byłego małżonka (czyli rozwód, kontakty, władza rodzicielka, alimenty, podział majątku, egzekucja) to wiele, wiele lat. Jak by to więc wszystko przyspieszyć, żeby lata młodości, świetności, piękna cielesnego nie uciekały w tej małżeńskiej niedoli i pod dachem wspólnym z niekochanym już małżonkiem? Jak by tu pozbyć się tego niewygodnego członka rodziny? I w tym momencie wchodzi ona. Cała na biało. Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Tak. Widziałyśmy na własne prawnicze oczy, jak rękami tej właśnie ustawy małżonkowi naszego Klienta bez większego wysiłku (prawdopodobnie na podstawie porad udzielanych w internecie na forach dla kobiet), udało się pod nieobecność małżonka, którego ochoty nasz antybohater już więcej oglądać nie miał, zadzwonić na Policję (mógł też oczywiście stawić się na komisariacie), a następnie przedstawić siebie jako ofiarę domowej przemocy i zażądać odseparowania rzekomego oprawcy od ofiary na podstawie omawianej ustawy. Pewnie każdy w tym miejscu łapie się za głowę, bo przecież nikt nie uwierzy nam, kiedy nie mamy jakichkolwiek dowodów. Z resztą przecież nic w praworządnym państwie nie działa na wiarę. Nikt nie poczyni tak drastycznych kroków (wyrzucenie kogoś z domu na ulicę) bez udziału sądu, bez analizy przesłanek o których była wyżej mowa. Ale niestety – Policja może. Z pewnością niebawem napiszemy artykuł na temat problemów z jakimi borykać się muszą właściciele nieruchomości, w których przebywa niewłaściciel i nie chce takiej nieruchomości opuścić. Temat sytuacji ludzi bankrutujących z powodu braku możliwości eksmisji i bardzo – w naszej ocenie – niesprawiedliwego prawa w tej kwestii i co za tym idzie, temat bezczynności Policji, która stara się przy czynnościach dotyczących nieruchomości być bezstronna i nie wnikać w konflikt mający charakter sporu cywilnego, uczestniczyć tylko na zasadzie prewencyjnej i pilnując aby podczas płomiennych kłótni nikt nikogo nie pobił, wydaje nam się jakoś z tym o czym dzisiaj piszemy pokrewny. Póki co jednak zauważmy, że nawet więc gdyby Policja zastała w mieszkaniu dwie skłócone osoby, z których jedna posiadałaby zaopatrzony w klauzulę wykonalności wyrok eksmisyjny, a druga nie miałaby nic i twierdziła jedynie, że ona tu sobie jest i mogą jej wszyscy zrobić także dokładnie nic, to w jaki sposób Policja mogłaby pomóc? Co najpewniej by zrobiła? No właśnie – rzeczywiście okrągłe nic. A jak to jest w omawianym przypadku? Zacytowany powyżej fragment ustawy nie brzmi wcale aż tak drastycznie, bo przecież mamy tam Sąd, który zanim wyda decyzję, to wszystko zważy, przeanalizuje, sprawdzi czy wszystkie przesłanki zachodzą. Więc dlaczego my tu wciąż o Policji? I tu właśnie dochodzimy do sedna problemu. Otóż regulacje, o których tu mowa, a konkretniej dodany do ustawy o Policji art. 15aa ust. 1 nadaje, wobec osoby, która swoim zachowaniem polegającym na stosowaniu przemocy w rodzinie stwarza zagrożenie dla życia lub zdrowia osoby dotkniętej tą przemocą, bardzo szerokie uprawnienia Policji. Otóż na mocy powyższego przepisu, który w życie wszedł właśnie w maju 2020 r. policjant będzie miał prawo wydać nakaz natychmiastowego opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia lub zakaz zbliżania się do mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia. Policja może więc nakazać „przemocowcowi” natychmiastowe opuszczenie domu. Sprowadza się to do naklejenia przysłowiowej karteczki na drzwiach z napisem „zakaz wstępu”. Bez przeprowadzania postępowania dowodowego, bez nawet potrzeby uprawdopodobnienia przez pokrzywdzonego czy funkcjonariuszy, iż nastąpiły jakieś zdarzenia, bez świadków, bez wcześniejszych interwencji. Słowem więc, nawet bez najmniejszego śladu przemocy, można kogoś wyrzucić z jego własnego domu. Oczywiście, w dalszym, już sądowym, etapie następuje postępowanie dowodowe, które toczy się normalnie na sali sądowej przed zawodowym sędzią (co ciekawe, ale też logiczne w postępowaniu cywilnym). A co rzekomy „przemocowiec” potuła się po mieście jako faktycznie bezdomny, to już tylko jego.  Żeby była jasność – ktokolwiek stosuje wobec domowników, tj. czy to dzieci, czy też innych członków rodziny przemoc zagrażającą zdrowiu czy życiu, niechaj już nigdy do domu nie wraca (niech trafi tam gdzie jego miejsce, czyli do aresztu, a następnie więzienia). Intencją naszego artykułu jest jednak zwrócenie uwagi na to, że narzędzie ustawodawcze, w rękach osób wyrachowanych, może być zwyczajnie niebezpieczne, dlatego warto nad konstrukcją takiego narzędzia zastanowić się trochę głębiej, albo w ogóle go nie wprowadzać. Wracając do przesłanek zastosowania przepisu, warto jeszcze zwrócić uwagę na to, że ustawa stosuje pojęcie przemocy, która z pewnością jest zjawiskiem szerszym niż znęcanie się. Przemocą może być np. nadużywanie władzy rodzicielskiej, stosowanie przeważnie komunikatów odrzucających i poniżających, wyzwiska i wulgaryzmy, notoryczne zgłaszanie pretensji z błahych powodów, krytykowanie, wypowiadanie przeważnie negatywne ocen i komentarzy pod adresem członków rodziny, wprowadzanie nerwowej atmosfery w domu. Takie zachowania bez wątpienia wywołują cierpienie wśród domowników, naruszają ich godność osobistą, prawo do spokojnego życia rodzinnego oraz więzi rodzinnych. Na skutek takich zachowań domownicy nie czują się swobodnie we własnym domu, wciąż są narażeni na kolejne upokorzenia i poniżającą krytykę ze strony oprawcy i dla takich osób, wprowadzone ustawą narzędzie, bez wątpienia jest obecnie jednym ze skuteczniejszych metod na walkę z przemocowcami. Ale sami Państwo widziecie jak bardzo zachowania objęte tą definicją są ocenne. I czy to rzeczywiście powinna oceniać Policja? autor: Paulina Stańczak-Wypych i Aleksandra Zagajewska – adwokaciJak [...]
20 listopada, 2021
czytaj więcej

Noriet Rodzinnie: Rozprawa rozwodowa w wersji on-line

Celowo wstrzymywałam się z oceną rozpraw online do momentu, w którym przerobię ich wystarczająco dużo. Początkowo podchodziłam do nich jak pies do jeża, z ograniczonym zaufaniem i jedną wielką niechęcią. Tymczasem, w miarę upływu czasu, dostrzegam coraz więcej zalet takiej formy przeprowadzania rozpraw, o ile każdy uczestnik rozprawy faktycznie uczestniczy w [...]
8 listopada, 2021
czytaj więcej