Noriet z Sądu: Nasze sukcesy – Spadające szyby, czyli artykułu czterysta trzydzieści cztery szklane odpowiedzialności bariery

26 stycznia, 2018

architecture-2557567_1920Na naszym facebooku obiecywaliśmy Państwu, że opowiemy o sprawie naszej klientki, która domagała się zadośćuczynienia za uszkodzenie ciała i rozstrój spowodowany zdarzeniem z 2013 r. polegającym na wypadnięciu elementu szklanego balustrady w Centrum Handlowym ,,(…..)” w Warszawie.

Jako podstawę odpowiedzialności pozwanego wskazaliśmy art. 434 k.c., w myśl którego za szkodę wyrządzoną przez zawalenie się budowli lub oderwanie się jej części odpowiedzialny jest samoistny posiadacz budowli, chyba że zawalenie się budowli lub oderwanie się jej części nie wynikło ani z braku utrzymania budowli w należytym stanie, ani z wady w budowie.

Nie powinno budzić wątpliwości, iż odpadnięcie fragmentu balustrady szklanej stanowi oderwanie się części budowli (por. wyrok z dnia 22 listopada 1985 r. Sądu Najwyższego, II CR 378/85, OSP 1986/7/146). Odpowiedzialność za szkodę z tym związaną ponosi samoistny posiadacz budowli, przy czym jego odpowiedzialność została ukształtowana na zasadzie ryzyka, a zatem niezależnie od winy. Posiadacz samoistny budowli dla zwolnienia się z odpowiedzialności musi wykazać, że zawalenie się budowli lub oderwanie się jej części nie wynikło ani z braku utrzymania budowli w należytym stanie, ani z wady w budowie. Poszkodowany natomiast w ogóle nie musi wykazywać przyczyny zawalenia się lub oderwania się części budowli, a w szczególności, iż wynikało to z jej złego stanu lub wad w budowie. Ryzyko niewykazania przyczyn zawalenia się budowli lub oderwania jej części obciąża w całości samoistnego posiadacza, a nie poszkodowanego (vide: A. Szpunar, Odpowiedzialność za szkodę majątkową, s. 136).

Należy zauważyć, że poza okolicznościami egzoneracyjnymi wymienionymi wyraźnie w art. 434 KC, ryzyko posiadacza budowli wyłącza także wykazanie charakterystycznych dla tego typu odpowiedzialności przesłanek zwalniających. Okoliczność, iż szkoda wystąpiła ze względu na siłę wyższą, lub była wyłącznie wynikiem zachowania poszkodowanego lub osoby trzeciej, z którą posiadacz samoistny odpowiedzialności nie ponosi, mieści się bowiem w przesłankach egzoneracji z art. 434 KC, gdyż w tych sytuacjach stwierdzić należy, iż zawalenie się budowli lub oderwanie się jej części nie wynikało ani z braku utrzymania budowli w należytym stanie, ani z wad w budowie.

Na gruncie naszej sprawy nie ulegało wątpliwości iż w dniu (….) 2013 r. doszło do wypadnięcia części szklanej balustrady w budynku należącym do pozwanej spółki. Pozwany powoływał się na fakt utrzymania budowli w należytym stanie oraz brak wad w budowie, nie zdołał jednak zwolnić się z odpowiedzialności za szkodę powstałą u powódki na skutek zdarzenia. Nie wykazał bowiem konkretnej przyczyny zdarzenia, co było niezbędne dla uwolnienia się z odpowiedzialności na podstawie art. 434 KC (tak wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z 8.12.2010 r., I ACa 879/10, Legalis).

Sąd na wniosek pozwanego, dopuścił dowód z opinii biegłego z zakresu budownictwa na okoliczność stwierdzenia, czy szklane balustrady w CH (……) wykonane zostały zgodnie z wymaganiami technicznymi, obowiązującymi przepisami, czy miały wady umożliwiające wypadnięcie szyby oraz czy były należycie konserwowane. Biegły nie potrafił jednak stanowczo określić przyczyny wypadnięcia balustrady, co wynikało m.in. z faktu braku zachowania fragmentów uszkodzonej szyby oraz mocowań, jak również ze względu na dokonane przebudowanie miejsca zdarzenia. Biegły nie stwierdził jednocześnie niezgodności projektu balustrady z obowiązującymi w tamtym czasie warunkami technicznymi i zaznaczył, że obiekt został dopuszczony do użytku.

Biegły zauważył, że nie ma jasności co do zajścia, czy nastąpiło w tym przypadku samoistne wypadnięcie szyby z balustrady, co jest mało prawdopodobne czy raczej jej uszkodzenie spowodowane bardzo dynamicznym zdziałaniem osób postronnych oraz czy całość uszkodzenia spowodowana została działaniem tych osób w dniu wypadku czy zniszczenia były dokonane wcześniej, a w konsekwencji oparcia o szybę w dniu wypadku uległa ona finalnemu zniszczeniu i fragmentarycznemu wypadnięciu.

Biegły nie wykluczył zatem ani możliwości samoistnego wypadnięcia szyby (choć uznał to za mało prawdopodobne), ani tym bardziej tego, że wcześniej były dokonane jakieś zniszczenia, które w sytuacji oparcia o szybę spowodowały jej wypadnięcie. Jak wynikało z zebranego materiału dowodowego, w tym z zeznań świadków zdarzały się sytuacje, że szyba była pęknięta bo ktoś uderzył wózkiem, wówczas odpowiednie służby reagowały. Biegły nie wykluczył również samoistnego pęknięcia szyby, która jest elementem kruchym.

W toku procesu kładliśmy również nacisk na to, że procedury obowiązujące w CH (…..) nie przewidywały jakiegoś szczególnego sposobu weryfikacji stanu balustrad oraz ich konserwacji. W szczególności nie przewidywano żadnych testów regularnych, ani dokładniejszych oględzin. Pracownicy mieli obowiązek zgłaszać widoczne uszkodzenia. Wskazać jednak należy, że podczas zwykłego obchodu pasażu, pewne uszkodzenia mogły pozostawać niezauważone. Mogło się teoretycznie zdarzyć, że poluzowane były mocowania przytrzymujące szybę, była ona pęknięta, bądź wypadła (lub została usunięta) gumowa uszczelka znajdująca się między szybą, a zaczepem.

Pozwany nie zwolnił się zatem z odpowiedzialności wykazując, że szkoda powstała z wyłącznej winy osoby trzeciej, za którą pozwany nie ponosi odpowiedzialności.

Jakkolwiek istnieje podejrzenie, że na wypadnięcie szyby mogło mieć wpływ działanie osób trzecich, to nie wiadomo, czy działanie to było wyłączną przyczyną zdarzenia w dniu (….) 2013 r. (nie wykluczono bowiem, że szyba mogła być wcześniej uszkodzona, bądź też uszkodzeniu uległ element mocujący szybę), jak również na czym to działanie miałoby polegać. Sam pozwany w odpowiedzi na pozew przyznał, że z uwagi na ograniczony zakres nagrania z monitoringu nie jest w stanie jednoznacznie przesądzić, iż upadek szyby był wynikiem działania osób trzecich, a jedynie wskazał na wysokie prawdopodobieństwo, że właśnie tak było.

Nagranie monitoringu z dnia zdarzenia zarejestrowało grupkę dzieci przebywającą w pobliżu miejsca, w którym wypadła balustrada. Miejsce zdarzenia monitorowane było za pomocą kamery obrotowej, a zatem nie ma ciągłości nagrania z tego miejsca. Nie wiadomo zatem, na czym polegał ewentualny kontakt osoby trzeciej ze szklaną balustradą, mający – zdaniem pozwanego–spowodować jej wypadniecie, mianowicie, czy doszło do oparcia się o szybę, popchnięcia na szybę, czy do kopnięcia w nią. Zeznania świadków w zakresie możliwego przebiegu zdarzenia były różne. W takiej sytuacji nie było możliwe odtworzenie przebiegu zdarzenia, przy czym konsekwencjami takiego stanu rzeczy należy obciążyć pozwanego, który powinien był ustalić przynajmniej tożsamość osób, które spowodowały lub przyczyniły się do zaistnienia zdarzenia zagrażającego życiu innych osób. Na gruncie niniejszej sprawy tak się nie stało.

Wszystkie opisane powyżej okoliczności świadczyły o dużym prawdopodobieństwie, że w dniu zdarzenia balustrada była uszkodzona, a zadziałanie na nią dodatkowej siły (oparcie lub kopnięcie w szybę) spowodowało wypadnięcie. Możliwe też, że przyczyna tkwiła w wadzie produkcyjnej szyby, co nie jest możliwe do ustalenia ze względu na brak zachowania przedmiotowej szyby. Natomiast to, że w pozostałych balustradach nie stwierdzono ani wadliwości szyb, ani usterek w zakresie mocowań, nie oznacza, że narożna szyba, która wypadła w dniu (…..) 2013 r. nie miała żadnych wad. Jak zauważył biegły, balustrada w domniemanym miejscu wypadku (narożnik wypukły) na poziomie szkła wypełniającego jest konstrukcyjnie najsłabszym miejscem w tym typie balustrady. W tym miejscu system jest bardziej podatny na zniszczenia w przypadku niestandardowych form obciążenia, np. wypychania, wprowadzania drgań, kołysania, kopania itp. niż w pozostałych przypadkach. Biegły wskazał, że jakiekolwiek niestandardowe obciążenia samej szyby w tym miejscu mogło prowadzić do jej zniszczenia, co wykazała próba pracowników technicznych Centrum Handlowego.

Konkludując należy zauważyć, że brak wykazania, co było konkretną przyczyną zdarzenia z dnia (…..) 2013 r., powoduje, że pozwany nie zwolnił się skutecznie od odpowiedzialności na podstawie art. 434 KC. Pozwany nie wykazał w szczególności, że nie doszłoby do szkody, gdyby budowla była utrzymywana w należytym stanie. Jak wynika bowiem z materiału zaprezentowanego przez samego pozwanego (nagranie prób siłowych) prawidłowo zamontowana i niewadliwa szyba nie powinna była wypaść nawet przy niestandardowym obciążeniu.

Na gruncie niniejszej sprawy powódka na skutek zdarzenia doznała zarówno uszkodzenia ciała, jak i rozstroju zdrowia. Uszkodzenie ciała polegało na doznaniu otarcia dolnej części pleców, zaś rozstrój zdrowia na pojawieniu się u powódki zaburzeń psychicznych: lękowych i depresyjnych.

Zdaniem Sądu rozmiar doznanej przez powódkę krzywdy uzasadniał przyznanie zadośćuczynienia w żądanej kwocie.

autor: Paulina Stańczak-Wypych – adwokat

Pozostałe wpisy

Noriet z Sądu: Ponad 400 000 zł zadośćuczynienia – omówienie naszej sprawy

Jedną z gałęzi spraw, którymi zajmujemy się w naszej kancelarii, są sprawy o zadośćuczynienie i odszkodowanie za krzywdy, które powstały na skutek wypadków komunikacyjnych. Z uwagi na to, że jest to kategoria spraw, która w dużej mierze bazuje na opiniach biegłych, które wpływają do akt w toku spraw sądowych, potrafią one trwać latami. Bardzo często klienci mocno zastanawiają [...]
30 grudnia, 2021
czytaj więcej

Obligacje: Hipoteka niejedno ma imię

Miesiąc listopad przyniósł nam wyrok zasądzający (na chwilę obecną – jeszcze nieprawomocny) w sprawie z powództwa naszej Kancelarii działającej w roli Administratora hipoteki ustanowionej na zabezpieczenie wyemitowanej serii obligacji przeciwko dłużnikom rzeczowym – właścicielom nieruchomości, na których ustanowione zostały hipoteki, niebędących emitentem tychże obligacji. Sprawa, [...]
2 grudnia, 2021
czytaj więcej

Noriet radzi: Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, czyli nakaz natychmiastowego opuszczenia mieszkania

Jak mówią „Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. Doświadczenie życiowe uczy bowiem, że dobre intencje (również ustawodawcy) niestety nie są wystarczające do tego, by działanie przyniosło pozytywne skutki. Bywa niekiedy tak, że zamierzenia rozmijają się z efektami albo prowadzą do czegoś zupełnie odwrotnego. Chociaż teorii spiskowych znalazłybyśmy w internecie mnóstwo, przyjmijmy jednak, że założenia ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie były dobre i absolutnie pożądane społecznie. Cel jest mianowicie taki: natychmiast odseparować kata od ofiary. Cel z pewnością szczytny i ważny. Czy jednak możemy powiedzieć, że uświęca on środki – wszelkie środki? Nawet takie, które stoją w sprzeczności z podstawowymi wolnościami i prawami człowieka? No bo przecież prawo i władza państwowa mogą w te sprzeczności w pewnym sensie wchodzić. Prawo karne – pozbawienie i ograniczenie wolności, prawo administracyjne – zakaz budowy domu na terenie przeznaczonym pod zabudowę związaną z przemysłem czy na terenie zalewowym. Przykładów mamy oczywiście mnóstwo, ale taka jest kolej rzeczy. Tak to już jest. Ale czy to jest ten przypadek? Wracając jednak do tematu ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, której zapisy miałyśmy wreszcie okazję przetestować w praktyce. Tytułem wstępu zaznaczmy, że każdy kto zawodowo uczestniczy w sądowych sprawach rodzinnych doskonale wie, że w parze ze sprawą o rozwód z orzekaniem o winie podejrzanie często idą sprawy karne o znęcanie się. Przyznajemy szczerze, że trudno nam uwierzyć że tak ogromny odsetek rozwodów miałby być spowodowany, aż tak ciężkimi przewinieniami jak znęcanie się nad małżonkiem. Wobec tego nasz subiektywny wniosek z obserwacji czynionych na salach sądowych, jest dość prosty i oczywisty, chociaż co jasne, niekoniecznie prawdziwy. Mianowicie wydaje nam się, że bardzo duża ilość spraw o znęcanie się jest zupełnie bezzasadna i wytaczana wyłącznie na potrzeby postępowania rozwodowego (argument – mój mąż/moja żona jest winny/a rozpadowi małżeństwa, bo przecież toczy się przeciwko jemu/jej postępowanie karne o znęcanie się – wydaje się rozwodzącym się małżonkom bardzo przekonujący) bądź też „działem bitewnym” dla jednego ze skłóconych małżonków (nie chcesz się zgodzić na moje warunki, to ja cię oskarżę o znęcanie). No i niestety wydaje się, że z narzędziem, o którym dzisiaj tu opowiemy, będzie nie tylko podobnie, ale może być dużo gorzej. Bo to na razie pokazała nam praktyka. Aby sprawa karna, np. taka o znęcanie się, znalazła swój finał w postaci prawomocnego wyroku skazującego musi minąć sporo czasu. Taką sprawą zajmie się kompleksowo prokuratura i sąd. Jeśli ktoś rzeczywiście jest winny znęcaniu się szansa na to, że nie zostanie skazany jest już bardzo mała. I to są bardzo poważne sprawy i poważne oskarżenia, których nikt nie może zbagatelizować, ale też, chociażby z uwagi na względnie wysokie zagrożenia karą, trudno uwierzyć, żeby w takim postępowaniu sądowym miało nastapićskazanie przy kompletnym braku dowodów, wbrew domniemaniu niewinności. Inaczej niestety i w naszej ocenie dużo gorzej, sprawa ma się w przypadku przedmiotowej ustawy. Zacznijmy więc od przepisów. Zgodnie z art. 11a ust. 1 ustawy z 29 lipca 2005 roku o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie (tj. z 24 sierpnia 2015 r. Dz.U. z 2015 r. poz. 1390) jeżeli członek rodziny wspólnie zajmujący mieszkanie, swoim zachowaniem polegającym na stosowaniu przemocy w rodzinie czyni szczególnie uciążliwym wspólne zamieszkiwanie, osoba dotknięta przemocą może żądać, aby sąd zobowiązał go do opuszczenia mieszkania.  Przepis ten w swoim zamierzeniu ma więc za zadanie chronić osoby dotknięte przemocą ze strony członka rodziny, które jednak nie mają możliwości uwolnić się od niego z uwagi na wspólne zamieszkiwanie. Cel, jak się wydaje, jest jeden: niezwłoczne odseparowanie poszkodowanego i oprawcy oraz zapobieżenie kontynuowania stosowania przemocy wobec rodziny. Przepis jest mocno interwencyjny, a skutki jego zastosowania daleko idące, stąd ustawodawca powinien przewidzieć bardzo skrupulatną i szczelną, uniemożliwiającą w jak najwyższym stopniu nadużycia tego prawa regulację. Mamy więc tu taki oto szereg przesłanek koniecznych do orzeczenia przez sąd opuszczenia przez daną osobę mieszkania: konieczność wspólnego zamieszkiwania sprawcy przemocy i osoby jej dotkniętą, szczególnie uciążliwy charakter zachowania sprawcywięzi rodzinne uczestników. Paragraf drugi wskazanego powyżej art. 11a, wskazuje, że ust. 1 stosuje się również w przypadku, gdy osoba dotknięta przemocą w rodzinie opuściła wspólnie zajmowane mieszkanie z powodu stosowania wobec niej przemocy w tym mieszkaniu oraz w sytuacji, w której małżonek, wstępny, zstępny, rodzeństwo, powinowaty w tej samej linii lub stopniu, osoba pozostająca w stosunku przysposobienia oraz jej małżonek, a także osoba pozostająca we wspólnym pożyciu oraz inna osoba stosująca przemoc w rodzinie, okresowo lub nieregularnie przebywa w mieszkaniu wspólnie z osobą dotkniętą przemocą w rodzinie. Tyle od ustawodawcy, a teraz kilka słów od praktyków, czyli od nas. Jak więc wyglądało de facto nasze pierwsze zetknięcie się z tymi zapisami w praktyce? Wyobraźmy sobie więc sobie małżonków, żyjących razem, mieszkających wspólnie z dziećmi w domu. Jedno z małżonków decyduje się jednak podjąć kroki zmierzające do uzyskania rozwodu i rozstania (w naszym przypadku – co podajemy jedynie dla kontekstu – powodem było jak się wydaje zakończenie więzi emocjonalnej i chęć rozpoczęcia nowego życia z innym partnerem). Wiadomo jednak, że od wizyty u prawnika (pozew rozwodowy) do wyprowadzki byłego małżonka (czyli rozwód, kontakty, władza rodzicielka, alimenty, podział majątku, egzekucja) to wiele, wiele lat. Jak by to więc wszystko przyspieszyć, żeby lata młodości, świetności, piękna cielesnego nie uciekały w tej małżeńskiej niedoli i pod dachem wspólnym z niekochanym już małżonkiem? Jak by tu pozbyć się tego niewygodnego członka rodziny? I w tym momencie wchodzi ona. Cała na biało. Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Tak. Widziałyśmy na własne prawnicze oczy, jak rękami tej właśnie ustawy małżonkowi naszego Klienta bez większego wysiłku (prawdopodobnie na podstawie porad udzielanych w internecie na forach dla kobiet), udało się pod nieobecność małżonka, którego ochoty nasz antybohater już więcej oglądać nie miał, zadzwonić na Policję (mógł też oczywiście stawić się na komisariacie), a następnie przedstawić siebie jako ofiarę domowej przemocy i zażądać odseparowania rzekomego oprawcy od ofiary na podstawie omawianej ustawy. Pewnie każdy w tym miejscu łapie się za głowę, bo przecież nikt nie uwierzy nam, kiedy nie mamy jakichkolwiek dowodów. Z resztą przecież nic w praworządnym państwie nie działa na wiarę. Nikt nie poczyni tak drastycznych kroków (wyrzucenie kogoś z domu na ulicę) bez udziału sądu, bez analizy przesłanek o których była wyżej mowa. Ale niestety – Policja może. Z pewnością niebawem napiszemy artykuł na temat problemów z jakimi borykać się muszą właściciele nieruchomości, w których przebywa niewłaściciel i nie chce takiej nieruchomości opuścić. Temat sytuacji ludzi bankrutujących z powodu braku możliwości eksmisji i bardzo – w naszej ocenie – niesprawiedliwego prawa w tej kwestii i co za tym idzie, temat bezczynności Policji, która stara się przy czynnościach dotyczących nieruchomości być bezstronna i nie wnikać w konflikt mający charakter sporu cywilnego, uczestniczyć tylko na zasadzie prewencyjnej i pilnując aby podczas płomiennych kłótni nikt nikogo nie pobił, wydaje nam się jakoś z tym o czym dzisiaj piszemy pokrewny. Póki co jednak zauważmy, że nawet więc gdyby Policja zastała w mieszkaniu dwie skłócone osoby, z których jedna posiadałaby zaopatrzony w klauzulę wykonalności wyrok eksmisyjny, a druga nie miałaby nic i twierdziła jedynie, że ona tu sobie jest i mogą jej wszyscy zrobić także dokładnie nic, to w jaki sposób Policja mogłaby pomóc? Co najpewniej by zrobiła? No właśnie – rzeczywiście okrągłe nic. A jak to jest w omawianym przypadku? Zacytowany powyżej fragment ustawy nie brzmi wcale aż tak drastycznie, bo przecież mamy tam Sąd, który zanim wyda decyzję, to wszystko zważy, przeanalizuje, sprawdzi czy wszystkie przesłanki zachodzą. Więc dlaczego my tu wciąż o Policji? I tu właśnie dochodzimy do sedna problemu. Otóż regulacje, o których tu mowa, a konkretniej dodany do ustawy o Policji art. 15aa ust. 1 nadaje, wobec osoby, która swoim zachowaniem polegającym na stosowaniu przemocy w rodzinie stwarza zagrożenie dla życia lub zdrowia osoby dotkniętej tą przemocą, bardzo szerokie uprawnienia Policji. Otóż na mocy powyższego przepisu, który w życie wszedł właśnie w maju 2020 r. policjant będzie miał prawo wydać nakaz natychmiastowego opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia lub zakaz zbliżania się do mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia. Policja może więc nakazać „przemocowcowi” natychmiastowe opuszczenie domu. Sprowadza się to do naklejenia przysłowiowej karteczki na drzwiach z napisem „zakaz wstępu”. Bez przeprowadzania postępowania dowodowego, bez nawet potrzeby uprawdopodobnienia przez pokrzywdzonego czy funkcjonariuszy, iż nastąpiły jakieś zdarzenia, bez świadków, bez wcześniejszych interwencji. Słowem więc, nawet bez najmniejszego śladu przemocy, można kogoś wyrzucić z jego własnego domu. Oczywiście, w dalszym, już sądowym, etapie następuje postępowanie dowodowe, które toczy się normalnie na sali sądowej przed zawodowym sędzią (co ciekawe, ale też logiczne w postępowaniu cywilnym). A co rzekomy „przemocowiec” potuła się po mieście jako faktycznie bezdomny, to już tylko jego.  Żeby była jasność – ktokolwiek stosuje wobec domowników, tj. czy to dzieci, czy też innych członków rodziny przemoc zagrażającą zdrowiu czy życiu, niechaj już nigdy do domu nie wraca (niech trafi tam gdzie jego miejsce, czyli do aresztu, a następnie więzienia). Intencją naszego artykułu jest jednak zwrócenie uwagi na to, że narzędzie ustawodawcze, w rękach osób wyrachowanych, może być zwyczajnie niebezpieczne, dlatego warto nad konstrukcją takiego narzędzia zastanowić się trochę głębiej, albo w ogóle go nie wprowadzać. Wracając do przesłanek zastosowania przepisu, warto jeszcze zwrócić uwagę na to, że ustawa stosuje pojęcie przemocy, która z pewnością jest zjawiskiem szerszym niż znęcanie się. Przemocą może być np. nadużywanie władzy rodzicielskiej, stosowanie przeważnie komunikatów odrzucających i poniżających, wyzwiska i wulgaryzmy, notoryczne zgłaszanie pretensji z błahych powodów, krytykowanie, wypowiadanie przeważnie negatywne ocen i komentarzy pod adresem członków rodziny, wprowadzanie nerwowej atmosfery w domu. Takie zachowania bez wątpienia wywołują cierpienie wśród domowników, naruszają ich godność osobistą, prawo do spokojnego życia rodzinnego oraz więzi rodzinnych. Na skutek takich zachowań domownicy nie czują się swobodnie we własnym domu, wciąż są narażeni na kolejne upokorzenia i poniżającą krytykę ze strony oprawcy i dla takich osób, wprowadzone ustawą narzędzie, bez wątpienia jest obecnie jednym ze skuteczniejszych metod na walkę z przemocowcami. Ale sami Państwo widziecie jak bardzo zachowania objęte tą definicją są ocenne. I czy to rzeczywiście powinna oceniać Policja? autor: Paulina Stańczak-Wypych i Aleksandra Zagajewska – adwokaciJak [...]
20 listopada, 2021
czytaj więcej

Noriet Rodzinnie: Rozprawa rozwodowa w wersji on-line

Celowo wstrzymywałam się z oceną rozpraw online do momentu, w którym przerobię ich wystarczająco dużo. Początkowo podchodziłam do nich jak pies do jeża, z ograniczonym zaufaniem i jedną wielką niechęcią. Tymczasem, w miarę upływu czasu, dostrzegam coraz więcej zalet takiej formy przeprowadzania rozpraw, o ile każdy uczestnik rozprawy faktycznie uczestniczy w [...]
8 listopada, 2021
czytaj więcej