Noriet z Sądu: Ciekawy wyrok – Zerowy procent uszczerbku, a zadośćuczynienie

25 lipca, 2019

Naczelną argumentacją pozwanego w sprawach o zadośćuczynienie przy okazji wydawania decyzji, na mocy których towarzystwa ubezpieczeń odmawiają wypłaty świadczenia poszkodowanym (albo ją znacząco zaniżają) jest brak uszczerbku na zdrowiu osoby poszkodowanej.

Czy uszczerbek na zdrowiu jest koronną kwestią przy ustalaniu zadośćuczynienia? Czy jest warunkiem jego wypłaty? I tak, i nie. Tak, bo jest on o tyle istotny, że na gruncie spraw tego rodzaju, Sądy bez wątpienia biorą go pod uwagę i stanowi on jedną z okoliczności, na których opierają swoje orzeczenia. Nie, bo teoretycznie nie ma żadnych „tabelek”, które stanowią wzór przelicznika, na mocy którego w oparciu o ustalony uszczerbek Sąd dokonałby matematycznej kalkulacji, która byłaby prostą drogą do wydania „mat-wyroku”. W praktyce jednak utrwalił się jednak pewien przedział „za procent uszczerbku”, w którym poruszają się orzekający i każdy kto zajmuje się takimi sprawami doskonale wie o czym mówię.

Czy to oznacza, że zero razy kwota równa się zero? Nie do końca.

Ostatnio zakończyliśmy jedną ze spraw, gdzie po przeprowadzeniu dowodów z opinii biegłych okazało się, że powódka nie doznała żadnego uszczerbku na zdrowiu.

Przechodząc do omówienia wysokości należnego w przytoczonej sprawie zadośćuczynienia należy wskazać na przepis art. 445 § 1 k.c. jako podstawę prawną tego roszczenia. Pozwala on na przyznanie poszkodowanemu odpowiedniej sumy tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę, wyrażającą się w doznanym bólu, cierpieniu, ujemnych doznaniach psychicznych. Zgodnie z wypracowanymi przez orzecznictwo sądowe kryteriami, zmierzającymi do zobiektywizowania zasad przyznawania zadośćuczynień przy uwzględnieniu indywidualnej sytuacji stron, należy wziąć pod uwagę stopień i czas trwania cierpień fizycznych i psychicznych, trwałość obrażeń, prognozy na przyszłość, wiek poszkodowanego, skutki w zakresie życia osobistego oraz zawodowego, konieczność wyrzeczenia się określonych czynności życiowych, korzystania z pomocy innych osób, czy wreszcie stopień przyczynienia się poszkodowanego i winy sprawcy szkody.

Sąd w pisemnym uzasadnieniu, które stanowi podstawę pozostałej części artykułu wskazał m.in., że zawsze jest zobligowany badać okoliczności konkretnej sprawy, a w szczególności cierpienia fizyczne i psychiczne poszkodowanego, ich intensywność, czas trwania, nieodwracalność następstw wypadku, ale także trwałość obrażeń, prognozy na przyszłość, wiek poszkodowanego, skutki w zakresie życia osobistego oraz zawodowego, konieczność wyrzeczenia się określonych czynności życiowych, korzystania z pomocy innych osób, czy wreszcie stopień przyczynienia się poszkodowanego i winy sprawcy szkody (por. wyrok SN z dnia 9.11.2007 r., V CSK 245/07 i orzeczenia tam przywołane, wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z dnia 21.02.2007 r., I ACa 1146/06). Charakter krzywdy co do zasady jest niemierzalny, zatem ścisłe określenie jej rozmiaru, a tym samym wysokości zadośćuczynienia, pozostawione zostało ocenie Sądu.

Jedyną dyrektywą wprowadzoną przez ustawodawcę jest wymóg zasądzenia „sumy odpowiedniej”. Podkreślenia wymaga, iż owa zasada umiarkowanej wysokości zadośćuczynienia, czy też utrzymania go w rozsądnych granicach, ma charakter uzupełniający w stosunku do kwestii zasadniczej, jaką jest rozmiar szkody niemajątkowej. Wysokość zadośćuczynienia winna zatem uwzględniać rozmiar cierpień fizycznych w postaci bólu i innych dolegliwości oraz rozmiar cierpień psychicznych polegających na ujemnych, subiektywnych uczuciach przeżywanych, bądź w związku z cierpieniami fizycznymi, bądź w związku z następstwami uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia, zwłaszcza trwałymi lub nieodwracalnymi. Podstawową funkcją zadośćuczynienia jest funkcja kompensacyjna.

W judykaturze podkreśla się, iż zadośćuczynienie nie może stanowić wyłącznie wartości symbolicznej, ale winno stanowić odczuwalną wartość ekonomiczną niwelującą przynajmniej w części niekorzystne skutki zdarzenia, któremu uległ poszkodowany. W szczególności zasada umiarkowanej wysokości zadośćuczynienia nie może oznaczać przyzwolenia na lekceważenie takich bezcennych wartości, jak zdrowie, czy integralność cielesna, a okoliczności wpływające na określenie tej wysokości oraz kryteria ich oceny muszą być zawsze rozważane indywidualnie (por. wyrok SN z dnia 13.12.2007 r., I CSK 384/07; wyrok SN z dnia 2.02.2008 r., III KK 349/07; wyrok SN z dnia 29.05.2008 r., II CSK 78/08).

Nadmienić też trzeba, że kwoty zadośćuczynienia zasądzane w innych sprawach mogą stanowić jedynie wskazówkę dla sądu rozpoznającego daną sprawę, natomiast w żadnym stopniu sądu tego nie wiążą.

Wskutek przedmiotowego wypadku powódka doznała urazu kończyn dolnych. Zmuszona była podjąć leczenie ortopedyczne i neurologiczne oraz poddać się rehabilitacji. Doznane w wypadku urazy okresowo spowodowały jej niezdolność do pracy i uniemożliwiły wykonywanie codziennych obowiązków domowych. Powódka nie tylko nie mogła sprawować opieki nad dziećmi, ale sama potrzebowała pomocy ze strony innych osób. Doznane w wypadku obrażenia powodowały u niej dolegliwości bólowe, ograniczenia w poruszaniu się i konieczność przyjmowania leków przeciwbólowych. W dłuższej perspektywie czasowej powódka musiała zrezygnować z aktywności fizycznej i ulubionych zajęć, takich jak bieganie, jazda rowerem. Zatem wypadek zdezorganizował jej życie, okresowo utrudnił, a nawet uniemożliwił wykonywanie czynności i zajęć, które wykonywała przed wypadkiem.

Krzywda powódki wyraża się również negatywnymi emocjami i cierpieniami psychicznymi, związanymi nie tylko z faktem wytrącenia z dotychczasowego rytmu życia, ale objawiającymi się lękiem związanym z obawą o swoje zdrowie i  życie oraz o zapewnienie opieki dzieciom. Były one nasilone na tyle, że istniała podstawa do skierowania powódki do psychologa.

Aktualnie powódka uskarża się na różne dolegliwości bólowe, m.in. kolan. Jakkolwiek z opinii biegłego ortopedy wynika, że maja one charakter subiektywny, to jednak nie ma podstawy do kwestionowania zgłaszanych przez powódkę dolegliwości, a sama poszkodowana w związku z tym ograniczyła swoją aktywność fizyczną.

Jednocześnie dostrzec należy, że doznane w wypadku urazy nie spowodowały u powódki trwałego uszczerbku na zdrowiu. Poza subiektywnym zespołem bólowym, u powódki nie występują inne ograniczenia; jej stan zdrowia pod względem neurologicznym, jest dobry. Nasilenie dolegliwości bólowych i ograniczenia w funkcjonowaniu występowały u powódki krótko, bo po 2 tygodniach wróciła do pracy zawodowej. W dniu wypadku powódka zrezygnowała z leczenia szpitalnego z uwagi na konieczność opieki nad dziećmi. Zwrócić jednak trzeba uwagę, że zalecenia, z jakimi została wypisana wskazują na raczej powierzchowne urazy, które mogły być leczone zimnymi okładami, oszczędzaniem się i przyjmowaniem leków przeciwbólowych. Dalsze leczenie także ograniczyło się do przyjmowania ordynowanych leków, nie było połączone z koniecznością poddania się zabiegom operacyjnym, nie było inwazyjne. Powódkę skierowano do psychologa, ale nie zgłosiła się do poradni. Jak sama zeznała, większy nacisk położyła na leczenie ortopedyczne i neurologiczne, a jej stan psychiczny z czasem się polepszał. Potwierdza to przedstawiona przez powódkę dokumentacja z konsultacji psychologicznej. Wynika z niej, że w wyniku wypadku u powódki wystąpiła ostra reakcja na stres, co koresponduje z zeznaniami powódki o jej stanie psychicznym w następnym dniu po wypadku. Aktualnie nie ma jednak wskazań do psychoterapii, a nawet do powtórzenia konsultacji. Zatem pogorszenie samopoczucia psychicznego również było przemijające.

W ocenie Sądu adekwatnym do krzywdy powódki (mimo braku uszczerbku na zdrowiu) jest zadośćuczynienie w wysokości 12 000 złotych i taki wyrok zapadł w przytoczonej powyżej sprawie. Na marginesie dodam, że stosunkowo niedawno zakończyliśmy zbliżoną w okolicznościach sprawę, która zakończyła się wyrokiem w kwocie 15 000 zł.

 

autor: Paulina Stańczak-Wypych – adwokat

Pozostałe wpisy

Noriet z Sądu: Ponad 400 000 zł zadośćuczynienia – omówienie naszej sprawy

Jedną z gałęzi spraw, którymi zajmujemy się w naszej kancelarii, są sprawy o zadośćuczynienie i odszkodowanie za krzywdy, które powstały na skutek wypadków komunikacyjnych. Z uwagi na to, że jest to kategoria spraw, która w dużej mierze bazuje na opiniach biegłych, które wpływają do akt w toku spraw sądowych, potrafią one trwać latami. Bardzo często klienci mocno zastanawiają [...]
30 grudnia, 2021
czytaj więcej

Obligacje: Hipoteka niejedno ma imię

Miesiąc listopad przyniósł nam wyrok zasądzający (na chwilę obecną – jeszcze nieprawomocny) w sprawie z powództwa naszej Kancelarii działającej w roli Administratora hipoteki ustanowionej na zabezpieczenie wyemitowanej serii obligacji przeciwko dłużnikom rzeczowym – właścicielom nieruchomości, na których ustanowione zostały hipoteki, niebędących emitentem tychże obligacji. Sprawa, [...]
2 grudnia, 2021
czytaj więcej

Noriet radzi: Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, czyli nakaz natychmiastowego opuszczenia mieszkania

Jak mówią „Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. Doświadczenie życiowe uczy bowiem, że dobre intencje (również ustawodawcy) niestety nie są wystarczające do tego, by działanie przyniosło pozytywne skutki. Bywa niekiedy tak, że zamierzenia rozmijają się z efektami albo prowadzą do czegoś zupełnie odwrotnego. Chociaż teorii spiskowych znalazłybyśmy w internecie mnóstwo, przyjmijmy jednak, że założenia ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie były dobre i absolutnie pożądane społecznie. Cel jest mianowicie taki: natychmiast odseparować kata od ofiary. Cel z pewnością szczytny i ważny. Czy jednak możemy powiedzieć, że uświęca on środki – wszelkie środki? Nawet takie, które stoją w sprzeczności z podstawowymi wolnościami i prawami człowieka? No bo przecież prawo i władza państwowa mogą w te sprzeczności w pewnym sensie wchodzić. Prawo karne – pozbawienie i ograniczenie wolności, prawo administracyjne – zakaz budowy domu na terenie przeznaczonym pod zabudowę związaną z przemysłem czy na terenie zalewowym. Przykładów mamy oczywiście mnóstwo, ale taka jest kolej rzeczy. Tak to już jest. Ale czy to jest ten przypadek? Wracając jednak do tematu ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, której zapisy miałyśmy wreszcie okazję przetestować w praktyce. Tytułem wstępu zaznaczmy, że każdy kto zawodowo uczestniczy w sądowych sprawach rodzinnych doskonale wie, że w parze ze sprawą o rozwód z orzekaniem o winie podejrzanie często idą sprawy karne o znęcanie się. Przyznajemy szczerze, że trudno nam uwierzyć że tak ogromny odsetek rozwodów miałby być spowodowany, aż tak ciężkimi przewinieniami jak znęcanie się nad małżonkiem. Wobec tego nasz subiektywny wniosek z obserwacji czynionych na salach sądowych, jest dość prosty i oczywisty, chociaż co jasne, niekoniecznie prawdziwy. Mianowicie wydaje nam się, że bardzo duża ilość spraw o znęcanie się jest zupełnie bezzasadna i wytaczana wyłącznie na potrzeby postępowania rozwodowego (argument – mój mąż/moja żona jest winny/a rozpadowi małżeństwa, bo przecież toczy się przeciwko jemu/jej postępowanie karne o znęcanie się – wydaje się rozwodzącym się małżonkom bardzo przekonujący) bądź też „działem bitewnym” dla jednego ze skłóconych małżonków (nie chcesz się zgodzić na moje warunki, to ja cię oskarżę o znęcanie). No i niestety wydaje się, że z narzędziem, o którym dzisiaj tu opowiemy, będzie nie tylko podobnie, ale może być dużo gorzej. Bo to na razie pokazała nam praktyka. Aby sprawa karna, np. taka o znęcanie się, znalazła swój finał w postaci prawomocnego wyroku skazującego musi minąć sporo czasu. Taką sprawą zajmie się kompleksowo prokuratura i sąd. Jeśli ktoś rzeczywiście jest winny znęcaniu się szansa na to, że nie zostanie skazany jest już bardzo mała. I to są bardzo poważne sprawy i poważne oskarżenia, których nikt nie może zbagatelizować, ale też, chociażby z uwagi na względnie wysokie zagrożenia karą, trudno uwierzyć, żeby w takim postępowaniu sądowym miało nastapićskazanie przy kompletnym braku dowodów, wbrew domniemaniu niewinności. Inaczej niestety i w naszej ocenie dużo gorzej, sprawa ma się w przypadku przedmiotowej ustawy. Zacznijmy więc od przepisów. Zgodnie z art. 11a ust. 1 ustawy z 29 lipca 2005 roku o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie (tj. z 24 sierpnia 2015 r. Dz.U. z 2015 r. poz. 1390) jeżeli członek rodziny wspólnie zajmujący mieszkanie, swoim zachowaniem polegającym na stosowaniu przemocy w rodzinie czyni szczególnie uciążliwym wspólne zamieszkiwanie, osoba dotknięta przemocą może żądać, aby sąd zobowiązał go do opuszczenia mieszkania.  Przepis ten w swoim zamierzeniu ma więc za zadanie chronić osoby dotknięte przemocą ze strony członka rodziny, które jednak nie mają możliwości uwolnić się od niego z uwagi na wspólne zamieszkiwanie. Cel, jak się wydaje, jest jeden: niezwłoczne odseparowanie poszkodowanego i oprawcy oraz zapobieżenie kontynuowania stosowania przemocy wobec rodziny. Przepis jest mocno interwencyjny, a skutki jego zastosowania daleko idące, stąd ustawodawca powinien przewidzieć bardzo skrupulatną i szczelną, uniemożliwiającą w jak najwyższym stopniu nadużycia tego prawa regulację. Mamy więc tu taki oto szereg przesłanek koniecznych do orzeczenia przez sąd opuszczenia przez daną osobę mieszkania: konieczność wspólnego zamieszkiwania sprawcy przemocy i osoby jej dotkniętą, szczególnie uciążliwy charakter zachowania sprawcywięzi rodzinne uczestników. Paragraf drugi wskazanego powyżej art. 11a, wskazuje, że ust. 1 stosuje się również w przypadku, gdy osoba dotknięta przemocą w rodzinie opuściła wspólnie zajmowane mieszkanie z powodu stosowania wobec niej przemocy w tym mieszkaniu oraz w sytuacji, w której małżonek, wstępny, zstępny, rodzeństwo, powinowaty w tej samej linii lub stopniu, osoba pozostająca w stosunku przysposobienia oraz jej małżonek, a także osoba pozostająca we wspólnym pożyciu oraz inna osoba stosująca przemoc w rodzinie, okresowo lub nieregularnie przebywa w mieszkaniu wspólnie z osobą dotkniętą przemocą w rodzinie. Tyle od ustawodawcy, a teraz kilka słów od praktyków, czyli od nas. Jak więc wyglądało de facto nasze pierwsze zetknięcie się z tymi zapisami w praktyce? Wyobraźmy sobie więc sobie małżonków, żyjących razem, mieszkających wspólnie z dziećmi w domu. Jedno z małżonków decyduje się jednak podjąć kroki zmierzające do uzyskania rozwodu i rozstania (w naszym przypadku – co podajemy jedynie dla kontekstu – powodem było jak się wydaje zakończenie więzi emocjonalnej i chęć rozpoczęcia nowego życia z innym partnerem). Wiadomo jednak, że od wizyty u prawnika (pozew rozwodowy) do wyprowadzki byłego małżonka (czyli rozwód, kontakty, władza rodzicielka, alimenty, podział majątku, egzekucja) to wiele, wiele lat. Jak by to więc wszystko przyspieszyć, żeby lata młodości, świetności, piękna cielesnego nie uciekały w tej małżeńskiej niedoli i pod dachem wspólnym z niekochanym już małżonkiem? Jak by tu pozbyć się tego niewygodnego członka rodziny? I w tym momencie wchodzi ona. Cała na biało. Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Tak. Widziałyśmy na własne prawnicze oczy, jak rękami tej właśnie ustawy małżonkowi naszego Klienta bez większego wysiłku (prawdopodobnie na podstawie porad udzielanych w internecie na forach dla kobiet), udało się pod nieobecność małżonka, którego ochoty nasz antybohater już więcej oglądać nie miał, zadzwonić na Policję (mógł też oczywiście stawić się na komisariacie), a następnie przedstawić siebie jako ofiarę domowej przemocy i zażądać odseparowania rzekomego oprawcy od ofiary na podstawie omawianej ustawy. Pewnie każdy w tym miejscu łapie się za głowę, bo przecież nikt nie uwierzy nam, kiedy nie mamy jakichkolwiek dowodów. Z resztą przecież nic w praworządnym państwie nie działa na wiarę. Nikt nie poczyni tak drastycznych kroków (wyrzucenie kogoś z domu na ulicę) bez udziału sądu, bez analizy przesłanek o których była wyżej mowa. Ale niestety – Policja może. Z pewnością niebawem napiszemy artykuł na temat problemów z jakimi borykać się muszą właściciele nieruchomości, w których przebywa niewłaściciel i nie chce takiej nieruchomości opuścić. Temat sytuacji ludzi bankrutujących z powodu braku możliwości eksmisji i bardzo – w naszej ocenie – niesprawiedliwego prawa w tej kwestii i co za tym idzie, temat bezczynności Policji, która stara się przy czynnościach dotyczących nieruchomości być bezstronna i nie wnikać w konflikt mający charakter sporu cywilnego, uczestniczyć tylko na zasadzie prewencyjnej i pilnując aby podczas płomiennych kłótni nikt nikogo nie pobił, wydaje nam się jakoś z tym o czym dzisiaj piszemy pokrewny. Póki co jednak zauważmy, że nawet więc gdyby Policja zastała w mieszkaniu dwie skłócone osoby, z których jedna posiadałaby zaopatrzony w klauzulę wykonalności wyrok eksmisyjny, a druga nie miałaby nic i twierdziła jedynie, że ona tu sobie jest i mogą jej wszyscy zrobić także dokładnie nic, to w jaki sposób Policja mogłaby pomóc? Co najpewniej by zrobiła? No właśnie – rzeczywiście okrągłe nic. A jak to jest w omawianym przypadku? Zacytowany powyżej fragment ustawy nie brzmi wcale aż tak drastycznie, bo przecież mamy tam Sąd, który zanim wyda decyzję, to wszystko zważy, przeanalizuje, sprawdzi czy wszystkie przesłanki zachodzą. Więc dlaczego my tu wciąż o Policji? I tu właśnie dochodzimy do sedna problemu. Otóż regulacje, o których tu mowa, a konkretniej dodany do ustawy o Policji art. 15aa ust. 1 nadaje, wobec osoby, która swoim zachowaniem polegającym na stosowaniu przemocy w rodzinie stwarza zagrożenie dla życia lub zdrowia osoby dotkniętej tą przemocą, bardzo szerokie uprawnienia Policji. Otóż na mocy powyższego przepisu, który w życie wszedł właśnie w maju 2020 r. policjant będzie miał prawo wydać nakaz natychmiastowego opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia lub zakaz zbliżania się do mieszkania i jego bezpośredniego otoczenia. Policja może więc nakazać „przemocowcowi” natychmiastowe opuszczenie domu. Sprowadza się to do naklejenia przysłowiowej karteczki na drzwiach z napisem „zakaz wstępu”. Bez przeprowadzania postępowania dowodowego, bez nawet potrzeby uprawdopodobnienia przez pokrzywdzonego czy funkcjonariuszy, iż nastąpiły jakieś zdarzenia, bez świadków, bez wcześniejszych interwencji. Słowem więc, nawet bez najmniejszego śladu przemocy, można kogoś wyrzucić z jego własnego domu. Oczywiście, w dalszym, już sądowym, etapie następuje postępowanie dowodowe, które toczy się normalnie na sali sądowej przed zawodowym sędzią (co ciekawe, ale też logiczne w postępowaniu cywilnym). A co rzekomy „przemocowiec” potuła się po mieście jako faktycznie bezdomny, to już tylko jego.  Żeby była jasność – ktokolwiek stosuje wobec domowników, tj. czy to dzieci, czy też innych członków rodziny przemoc zagrażającą zdrowiu czy życiu, niechaj już nigdy do domu nie wraca (niech trafi tam gdzie jego miejsce, czyli do aresztu, a następnie więzienia). Intencją naszego artykułu jest jednak zwrócenie uwagi na to, że narzędzie ustawodawcze, w rękach osób wyrachowanych, może być zwyczajnie niebezpieczne, dlatego warto nad konstrukcją takiego narzędzia zastanowić się trochę głębiej, albo w ogóle go nie wprowadzać. Wracając do przesłanek zastosowania przepisu, warto jeszcze zwrócić uwagę na to, że ustawa stosuje pojęcie przemocy, która z pewnością jest zjawiskiem szerszym niż znęcanie się. Przemocą może być np. nadużywanie władzy rodzicielskiej, stosowanie przeważnie komunikatów odrzucających i poniżających, wyzwiska i wulgaryzmy, notoryczne zgłaszanie pretensji z błahych powodów, krytykowanie, wypowiadanie przeważnie negatywne ocen i komentarzy pod adresem członków rodziny, wprowadzanie nerwowej atmosfery w domu. Takie zachowania bez wątpienia wywołują cierpienie wśród domowników, naruszają ich godność osobistą, prawo do spokojnego życia rodzinnego oraz więzi rodzinnych. Na skutek takich zachowań domownicy nie czują się swobodnie we własnym domu, wciąż są narażeni na kolejne upokorzenia i poniżającą krytykę ze strony oprawcy i dla takich osób, wprowadzone ustawą narzędzie, bez wątpienia jest obecnie jednym ze skuteczniejszych metod na walkę z przemocowcami. Ale sami Państwo widziecie jak bardzo zachowania objęte tą definicją są ocenne. I czy to rzeczywiście powinna oceniać Policja? autor: Paulina Stańczak-Wypych i Aleksandra Zagajewska – adwokaciJak [...]
20 listopada, 2021
czytaj więcej

Noriet Rodzinnie: Rozprawa rozwodowa w wersji on-line

Celowo wstrzymywałam się z oceną rozpraw online do momentu, w którym przerobię ich wystarczająco dużo. Początkowo podchodziłam do nich jak pies do jeża, z ograniczonym zaufaniem i jedną wielką niechęcią. Tymczasem, w miarę upływu czasu, dostrzegam coraz więcej zalet takiej formy przeprowadzania rozpraw, o ile każdy uczestnik rozprawy faktycznie uczestniczy w [...]
8 listopada, 2021
czytaj więcej